(Według P. Keese Waaijmana, O.Carm.)
Tarcza wiary
Tarcza (scutum) była wykonana z drewna, pokryta skórą, a na brzegach wzmocniona metalem. Była na tyle duża, aby chronić wojownika od głowy do stóp i mogło się za nią schować całe ciało. Mogła mieć kształt prostokąta (wydłużonego w pionie) wygiętego tak, aby za nią ciało żołnierza łatwiej się schowało, lub mieć kształt wydłużonego owalu. (Oprócz tego antyczny wojownik używał jeszcze innej, mniejszej tarczy zwanej clipeus, którą osłaniał się w walce mężczyzna kontra mężczyzna.)
Wierzyć oznacza: polegać na wierności drugiego (oprzeć się na nim).1 Wiara to – widziana z mojej strony – skok w ciemność, ponieważ nie mogę zapewnić sobie wierności drugiego, wymusić jej. Zaufanie sięga dalej niż wszystkie rozumowe powody, to ciemna noc, wyjście w niepewność. Zaufanie oznacza oddanie. Nie w jakiejś nieokreślonej, ale oddanie komuś – komu ufam.
Nasz Bóg jest Bogiem wierności. Bóg jest wierny (Ż 31,6). Psalmy wychwalają jego niezawodność: jest wierny w stosunku do swojego stworzenia, jest wierny swojemu słowu, jest wierny w swoich czynach, w swojej miłosiernej miłości. Nowy Testament głosi, że Boża wierność jest większa niż ludzka niewierność. „Ale co wtedy, gdy niektórzy z nich odmówili uwierzenia? Czy to, że nie chcą wierzyć, sprawi, że Bóg przestanie być wierny? Absolutnie nie!” (Rzym 3,3–4)
Swoim zaufaniem daję wierności drugiego możliwość, aby się zrealizowała. W ten sposób zaufanie przyjmuje twórcze podejście do życia. „Wiarą poznajemy, że świat został stworzony Bożym słowem” (Żyd 11,3) i że Jezus jest Mesjaszem, który przyszedł w ciele. Dzięki temu, że ufamy, nasza zdolność dostrzegania rosnie.
Zaufanie nie kończy się na tym, że opiera się na Bożej wierności. „Wiara objawia się miłością” (Gal 5,6). Przede wszystkim listy Jakuba i Jana podkreślają miłość jako owoc wiary. To jest ten „pancerz wiary i miłości” (1 Sol 5,8), „którym będziecie mogli ugasić wszystkie ogniste strzały złego; bez wiary bowiem nie można podobać się Bogu” (Reguła, rozdz. 19).
Ponadto: moja tożsamość zawsze będzie miała pęknięcia i luki (nawet jeśli dążę do czystości i świętości, sprawiedliwości i nadziei). I tylko zaufanie jest w stanie pokonać pułapki, które wprowadzają we mnie rozkład i zniechęcenie, w które ciągle popadam. Brak zaufania, niezauważalnie wniknie we mnie ognista strzała „złego”. Dlatego Paweł zachęca: „Walczyć w dobrym boju wiary...” (1 Tim 6,12).
Zaufanie jednak przynosi więcej, niż tylko ochronę przed zniszczeniem. Wierzyć Bogu oznacza bowiem dotknąć Go w Jego istocie, w Jego wierności. Dajemy Mu tym sposobność, aby pokazał się i działał jako Bóg. Jako ten, który jest całkowicie stały, wierny: „Ja jestem, który jestem” (Wj 3,14). Poprzez moje zaufanie, ten, który jest, naprawdę jest również w moim życiu. Uwalniam się od mojego strachu i zamknięcia i otwieram na powód mojego zaufania: Jego wierność. Chwytam się Go – Stałego. Na pewno dotyka Go to głęboko, gdy widzi, że rozumiemy Go właśnie w Jego wierności. „Bez wiary nie można więc podobać się Bogu” (Żyd 11,6).
Reguła Alberta zawierała początkowo także dodatek: „A to jest zwycięstwo: wasza wiara.” (Por. 1 Jan 5,4.) Zwycięstwo w podwójnym sensie: gasimy ogniste strzały kusiciela i pokonujemy rozkładowe siły naszej własnej niedowierzenia. Zaufanie jest całkowitym zwycięstwem nad rozkładem z zewnątrz i wewnątrz. To jest zwycięstwo miłości.
Hełm zbawienia
Początkowo wojownicy chronili swoją głowę zwierzęcą skórą, później zaczęto używać hełmów wykonanych z metalu. Hełm miał osłaniać tył głowy, czaszkę, skronie i czoło. Czasami hełm miał z przodu osłonę, aby chronić również twarz, a po bokach wybrzuszenia, którymi chroniono policzki. Z tyłu też sięgał jak najniżej. Oczy i uszy zawsze pozostawały odkryte. Miał więc chronić głowę, jak tylko to było możliwe, nie powinien jednak utrudniać widoku. Tak jak pancerz nie spełniałby swojej funkcji, gdyby był zbyt ciężki i ograniczał ruch, tak hełm nie mógł być zamknięty zbyt.
Zbawienie należy do uzbrojenia, które „noszą” Bóg: „Oblekł się w sprawiedliwość jak w zbroję, na głowę (wziął) hełm zbawienia...” (Iz 59,17). On jest „Bogiem zbawienia”. Zbawienie oznacza zachowanie lub ochranianie integralności jakiegoś człowieka lub grupy ludzi. Pan stwarza swoją osobistą życzliwością wobec nas przestrzeń wolności, w której mogę naprawdę być (Ż 26 i 27). Izrael w historii wielokrotnie doświadczał, jak Bóg go wyzwalał i chronił przed zniszczeniem (Ż 80). Często w Piśmie Bożym zbawienie jest wspomniane wspólnie z Jego sprawiedliwością (Iz 45,8 i in.).
Pełne zbawienie jest głównie związane z ostatnimi czasami, z końcem czasów: „W owym dniu się powie: Oto, nasz Bóg, my w Nim ufaliśmy, że nas wyzwoli, ... radujmy się i cieszmy z Jego zbawienia...” (Iz 25,9). W Nowym Testamencie słowo zbawienie oznacza przede wszystkim zbawienie w sensie eschatologicznym: ostateczne wyzwolenie z mocy Złego. To zbawienie jednak nie jest rzeczą tylko przyszłości, ale dzięki przyjściu Jezusa już jest obecne (2 Kor 6,2). Wspólnoty chrześcijańskie są pierwocinami tego ostatecznego zbawienia (2 Sol 2,13), które w pełni zrealizuje się przy drugim przyjściu Pana. Napięcie między zbawieniem już obecnym a jeszcze oczekiwanym daje nam siłę do wytrwania w naszym zaufaniu. Cała chrześcijańska duchowość odbywa się w „polu siłowym” tego napięcia. Zachodnia duchowość kładzie nacisk na zbawienie już zrealizowane: Jezus nas odkupił i idzie przed nami do Ojca; następnie zbawienie dusz (por. 1 Piotr 1,9) oznacza podążać za Jezusem we wszystkim. Wschodnia duchowość bardziej podkreśla zbawienie, które nadchodzi. Boże zbawienie ma więc dwa bieguny: Wcielenie w historii i Przyjście na końcu czasów.
Nasza Reguła łączy zbawienie z cnotą nadziei. W ten sposób odnosi ją do przyszłości i uczy nas jej oczekiwać. Z tym spotkaliśmy się już u proroka Izajasza: „Oto, nasz Bóg, ufaliśmy w Niego, że nas wyzwoli” (Iz 25,9). Oczekiwanie i zbawienie należą do siebie. Dopiero Nowy Testament, przepełniony wiarą, że zbawienie jest już całkowicie bliskie, mówi, że zbawienie możemy jedynie oczekiwać. Jedyny prawdziwy sposób, jak można je „uchwycić”, to mieć nadzieję w nie. Niezłomnie ufać w to, co leży poza granicami naszych własnych możliwości, co nie możemy sami „wyprodukować”, stworzyć. Zbawienie i nadzieja istotnie do siebie należą: „bądźmy trzeźwi, odziawszy się w pancerz wiary i miłości i hełm nadziei na zbawienie.” (1 Sol 5,8).
Nadzieja w zbawienie chroni naszą głowę ze wszystkich stron, aż głęboko w tył głowy, ale nie może czynić nas głuchymi i ślepymi na rzeczywistość, ani wiązać naszych ust w obliczu licznych rzeczy w świecie, które są przeciwieństwem zbawienia. Hełm zbawienia, który chroni nas przed ranami, jest jednocześnie hełmem nadziei, ponieważ nie robimy sobie żadnych złudzeń. Możemy również powiedzieć: hełm zbawienia oznacza być odziałanym w Bożą otwartość, oczekiwanie, cierpliwość...
Jeśli przyjrzymy się trzem ostatnio wymienionym elementom uzbrojenia – pancerzowi, tarczy i hełmowi – jeszcze raz, wyłania się w nich trójca teologicznych cnót: miłość – wiara – nadzieja. To również ma podstawy w Piśmie. Św. Paweł tę trójcę niezwykle połączył w znanym tekście o miłości: „wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa... wiara, nadzieja i miłość, ta trójca; ale największa z nich jest miłość” (1 Kor 13,7.13). Wspomniane są również w innych miejscach (1 Sol 1,2–3; 1 Sol 5,8–10; Kol 1,4–5) i podobnie jest w pierwszym liście św. Piotra (1,3–9; 1,21–22).
Kolejność cnót w Regule św. Alberta w porównaniu do tej, do której jesteśmy zwykle przyzwyczajeni, jest zmieniona, a do poszczególnych cnót dodane są specyficzne akcenty: miłość jest związana ze sprawiedliwością (sprawiedliwość w miłości); wiara jest bardzo podkreślona (odbija strzały Nieprzyjaciela i bez niej nie można podobać się Bogu); nadzieja związaną ze zbawieniem, z jej oczekiwaniem, nadaje Regule prorocko-eschatologiczne ukierunkowanie. Polarne napięcie między sprawiedliwością w miłości i nadzieją w zbawieniu pośredniczy w wierze jako bezwarunkowym zaufaniu.
Miecz Ducha
Miecz rzymskiego żołnierza był długi, miał tępy koniec i z boku ostrze, które zadawało nieprzyjacielowi cięcie. Później miecz na końcu był zaostrzony i używany jako broń kłująca. W hiszpańskich wojnach Rzymianie poznali także krótszy miecz, niemal jakby sztylet, i przyjęli go do swojego uzbrojenia. Taktyka walki wyglądała następująco: po tym, jak nieprzyjaciel został trafiony strzałami i (miotanymi) włóczniami, był zabijany za pomocą krótkiego miecza.
Ostatnia broń wykazuje w porównaniu do wcześniej wymienionych elementów uzbrojenia kilka różnic:2
- Słowo Boże jest tu rozumiane jako broń ofensywna;
- Duch i słowo Boże nie wpisują się w wcześniej wymienioną listę cnót (miłość, wiara, nadzieja)
- a także nie są czymś, co w nas wywoła zbawienie, jak np. sprawiedliwość.
W Piśmie słowo i Duch należą wyłącznie do Boga: On swoim słowem wszystko powołał do istnienia, a swoim duchem nadał temu życie (Rdz 1–2). Psalmista precyzyjnie stwierdza: „Jego słowem powstały niebiosa, dechem Jego ust wszyscy ich mieszkańcy...” (Ż 33,6). Z obrazem ostrego miecza związała życie dające Boże słowo już prorocka tradycja Starego Testamentu (Iz 49,2; Oz 6,5). Podobnie jest w apokaliptyce Nowego Testamentu (Ap 1,16; 19,15.21). Podczas gdy u proroków ten miecz kieruje się raczej na zewnątrz, tj. przeciw zewnętrznemu nieprzyjacielowi, list do Hebrajczyków zwraca jego ostrze do wnętrza człowieka, chodzi o „skalpel” rozróżnienia: „Słowo Boże jest... ostrzejsze niż każdy miecz obosieczny: przenika aż do podziału duszy i ducha, stawów i szpiku, a wydaje sąd nad najgłębszymi myślami i uczuciami człowieka” (Heb 4,12).
Bardziej niż kierunek, w którym wymierzony jest ten miecz, jego struktura, którą tworzą jednocześnie Boże słowo i Duch, jest istotna. Zgodnie z wczesnochrześcijańską duchowością to właśnie Duch jest nosicielem sensu Bożego słowa. Czytanie Pisma koncentrowało się na tym, aby czytelnik, wnikając w różne sensy Pisma (jak je rozróżniał Orygenes), w końcu osiągnął „duchowe poznanie”.
„Celem życia duchowego jest przeniknąć aż do żył i szpiku Bożego słowa i dostrzegać głębokie i ukryte tajemnice czystym okiem serca. Tego nie osiągnie ludzkie nauczanie i światowa mądrość, lecz jedynie czysta dusza poprzez oświecenie Ducha Świętego.”3
Duch Święty objawione Boże słowo prowadzi nas do kontemplacji. Porównanie z mieczem można zastosować, ponieważ podczas niej rozróżnienie osiąga swoją maksymalną ostrość. Ale droga do tego jest długa. Zaczyna się od czytania Bożego słowa (lectio). Poprzez nasze zmysły podczas czytania i słuchania Boże słowo wnika w nas. Powtarzamy je, zastanawiamy się nad nim, brzmi w nas i schodzi do naszego serca (meditatio). Strumień miłości, którym napełnione jest Boże słowo, dotyka naszego serca i czyni z niego swoje źródło: z niego ponownie wytryskuje – modlitwą (oratio). A na końcu oczy naszego ducha otwierają się w Duchu Bożym i to jest kontemplacja (contemplatio). Boże słowo odkrywa nasz wewnętrzny i zewnętrzny świat, przenika jak miecz wszystkie klisze, zaciśnięcia, ukrycia, fałszywe mechanizmy obronne, maski i wyobrażenia. A to wszystko, ponieważ Boże słowo „hojnie (w obfitości) przebywa w waszych ustach i sercu.” Zstąpiło tak głęboko, że w swojej pełnej mocy znowu przenika na zewnątrz – działaniem Ducha.
W późniejszym czasie karmelici rozumieli słowa o tej części zbroi jako wezwanie dotyczące głoszenia prawd wiary: Boże słowo niech hojnie przebywa w waszym zwiastowaniu Chrystusa (Jan Baconthorpe, Filip Ribot, bł. Jan Soreth). Jednak i wtedy mieli na myśli głoszenie wyrastające z kontemplacji.
Istotą tej ostatniej części zbroi jest więc kontemplacyjne przekształcenie poprzez działanie Bożego słowa. I tutaj jednak obowiązuje ta sama dynamika, z jaką mieliśmy do czynienia wcześniej: Boża cecha, która w Mesjaszu stała się ciałem i krwią, wkracza przez czytanie, recytację i czyny do naszego wnętrza. Tam dotyka jądra naszej istoty i stąd znowu działa w naszym zachowaniu. Siła Bożego słowa działa już od wewnątrz. Dlatego św. Albert cytuje list do Kolosan: „Słowo Chrystusowe niech u was bogato przebywa: mądrze się nawzajem pouczajcie i napominajcie. Z wdzięcznością śpiewajcie Bogu z całego serca psalmy, pieśni chwalebne i duchowe. Cokolwiek mówicie lub czynicie, wszystko (róbcie) w imieniu Pana Jezusa, a przez Niego dziękujcie Bogu Ojcu” (Kol 3,16–17).
Podsumowanie
W rozdziałach o Bożej zbroi (rozdz. 18 i 19) przedstawione jest przekształcenie w zakresie naszego praktykowania cnót. Możemy rozpoznać trzy fazy tego przekształcenia:
- Pierwsza faza charakteryzuje się dążeniem do czystości i uświęcenia myśli. Nawiązuje wewnętrznie do pracy nad celem poprzednich rozdziałów (tj. czystości serca). Już wcześniej widzieliśmy, że podstawowe ćwiczenia miały na celu uporządkowanie i oczyszczenie tego, co w nas jest. To oczyszczanie teraz kontynuuje poprzez przyjmowanie czegoś nowego „z zewnątrz”: przyjmowanie Boskich właściwości. Ta pierwsza faza jest zatem ukierunkowana na wewnętrzne oczyszczenie i uporządkowanie, na otwarcie się i zdolność do przyjmowania.
- Druga faza jest sygnalizowana trzema boskimi cnotami. Reguła wymaga, abyśmy ćwiczyli się w nich i przyswoili je jak najgłębiej. Mamy z nich żyć, tak jak żyjemy z chleba i wody. Ta faza jest zatem ukierunkowana na to, abyśmy naprawdę żyli z Boskich właściwości.
- Trzecia faza koncentruje się na kontemplacji, przy czym opiera się na ćwiczeniu cnót.
„Dążcie z całą gorliwością do osiągnięcia praktycznej wiedzy, to jest wiedzy cnót. Bez nich nie możecie zdobyć obiecaną czystość rozmyślania (kontemplacji). Osiągają ją tylko ci, którzy stali się doskonali nie dzięki temu, że uczyli ich inni, ale siłą ich własnych działań; po włożeniu wielkiego trudu i pracy w końcu docierają do nagrody. Osiągną widzenie nie przez rozmyślanie o Bożym prawie, lecz przez owoce swego działania.”4
Praktykowanie cnót jest warunkiem kontemplacji. Boże słowo w nas będzie mogło „hojnie przebywać”, jeśli mogły rozkwitnąć boskie cnoty. Tak jak czystość i uświęcenie myśli przygotowują na przyjęcie cnót, tak cnoty przygotowują na przyjęcie kontemplacji. A wtedy Boże słowo może „hojnie przebywać” – nie tylko w naszych ustach i sercach, ale we wszystkim, co czynimy i przeżywamy. Pismo stanie się przejrzystym źródłem w nas, w którym siebie i innych widzimy, jakimi jesteśmy: z Boga. Wtedy będziemy Pismo znać od wewnątrz. O takiej kontemplacji mówi Reguła w ostatniej części opisu zbroi.
Rozdziały o duchowej zbroi przedstawiają więc kolejny etap duchowej drogi, którą wytycza nam Reguła. Ta droga zaczyna się od przyswojenia tego, co wcześniej zostało podane jako podstawowe wyposażenie dla życia karmelitańskiego (rozdz. 4–9), systematycznym ćwiczeniem (rozdz. 10–17), czyli przebywaniem w celi, czytaniem Pisma, recytowaniem modlitw, spotkaniami w kaplicy itd. Bezpośrednim („roboczym”) celem tego wysiłku jest czystość serca. Ten cel roboczy jest jednocześnie punktem wyjścia dla mistycznego przekształcenia: odzienia się w Boskie właściwości (rozdz. 18–19). Ponieważ czystość serca jest równocześnie przyjęciem Pana. Pierwszą Boską właściwością, w którą jesteśmy odziali, jest właśnie czystość Boża. Ostatecznym celem całej drogi jest całkowite mistyczne przekształcenie.
Na podstawie notatek siostry Patrycji od Zmartwychwstania, OCD,
opracował P. Gorazd, O.Carm.
Rysunki Martina Šabouková