Mystyczne połączenie z Marią (część 17)

XXIII. Miłująca Matka i miłujący Ojciec są ponad zrozumienie, zasłonięci i pochłonięci boskością. A kiedy objawiają mi się jako tacy i tak silnie przyciągają oraz przywiązują moją miłość i uwagę do siebie, to jakby we mnie nie pozostała ich żywa myśl, lecz wszystko płynie i zmierza ku głównemu przedmiotowi, ku boskiemu Jednemu i Wszystkiemu i trwa w nim, jednak bez całkowitego utracenia wzroku na nich. Wspomnienie o nich i miłość do nich lub dostrzeganie ich zajmuje się nimi, jak są zamknięci ponad zrozumienie w boskiej istocie i związani z nią, a w ten sposób rozważam i patrzę na nich w Bogu i duchową miłością oraz jednością jestem z nimi połączona w Bogu. To jest to, co mogę o tym wyjaśnić.

Muszę do tego jeszcze dodać, że sama nie mogę nic do tego dołożyć ani odjąć. Na przykład, gdy miłująca Matka objawia się sama, to nie jest w mojej mocy mieć z nią jednocześnie miłującego Ojca, ani w ogóle mieć go w jakikolwiek sposób w pamięci lub w myśli, ani nie mam ku temu żadnego ciągu, bo uważam, że Bogu w tym czasie nie podoba się nic innego. Dzieje się tego dokładnie tyle, i nic więcej. Gdy to jednak mija, to jestem na to obojętna i od tego odsłonięta, jakby to się nie wydarzyło i nie zwracam na to zupełnie uwagi, tylko gdy tej łaski doświadczam. Poza tym czasem pozostaję w duchowej biedzie i nagości, bez dostrzegalnego działania i wpływu boskich łask, chociaż tu ogólnie pozostaje zasadnicze lub wewnętrzne boskie światło, które świeci w wnętrzu i prowadzi oraz kieruje duszę do wszelkiego dobrego.

Tym mniej może przez brak lub odebranie owej łaski przyjść do duszy jakiś ból, ciąg, pragnienie lub niepokój, albowiem mój spokój i zadowolenie, jak się wydaje, nie opierają się na doświadczaniu boskich charyzmatów lub darów, lecz na Bogu samym i na Jego najdoskonalszym upodobaniu.

Już od kilku dni jestem wewnętrznie pouczana, że kiedy jestem tak porzucona w biedzie i nagości ducha, mam się zachowywać bardzo spokojnie i zachować się w swojej nicości, być całkowicie zadowoloną i usatysfakcjonowaną, mieć upodobanie i radować się z tego, że Bóg jest sam w sobie wszystkim dobrem, że sam sobie wystarcza, że jest sam ze sobą zadowolony i nieskończenie usatysfakcjonowany. Dziękować Mu za to, że spodobało Mu się wziąć wszelkie wylanie łask, darów i świateł z powrotem do siebie, a przy tym z serca weselić się i radować, ponieważ Jego łaski, dary itp. lepiej i bezpieczniej zachowują się w Nim niż we mnie, albowiem ja często je nadużywam.