biblijna medytacja do pierwszej tajemnicy różańca światła (1. część)
O. Wojciech Broż
Wstęp
Przybycie Jezusa nad Jordan, pokorne zstąpienie do jego wód i przyjęcie chrztu z rąk Jana należą do najważniejszych wydarzeń w życiu Jezusa, a tym samym historii zbawienia. Istotność, jaką najstarsza tradycja ewangeliczna przypisuje temu momentowi, wynika z faktu, że to właśnie w chrzcie kładzie się początek ewangelii i historii Jezusa (por. Mk 1,1.9). Chodzi tutaj nie tylko o rozpoczęcie publicznej działalności Jezusa. Chodzi o znacznie więcej. Chrzest Jezusa możemy zaliczyć do tajemnic naszego zbawienia, podobnie jak jego wcielenie, narodziny, śmierć, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie, zesłanie Ducha Świętego...
Mówiąc „tajemnica”, mamy na myśli zbawienne wydarzenie, a więc czyn, który obciążony jest zbawczym sensuem i który jest jednocześnie objawieniem. Historia zbawienia jest dynamiczna i ma linearny przebieg. Jedno wydarzenie następuje po drugim, nowy czyn zawsze nawiązuje do poprzedniego i przekracza go. Historia zbawienia zmierza ku punktowi omega, ku wypełnieniu. Każde wydarzenie, które jeszcze nie leży w tym punkcie, jest krokiem ku niemu, ważnym ogniwem łańcucha, lecz jeszcze celem. Tak to wygląda, gdy patrzymy na historię zbawienia „horyzontalnie”. Każde z tych wydarzeń ma jednak również swoją „wertykalną” wymiar. Z Bożego nadzoru możemy odczuwać pełnię Bożej obecności wszędzie. Już z Abrahamem Bóg rozmawiał, do niego skierował swoje słowo, które jest ostatecznie jedyne: Słowo, które było na początku u Boga (Jan 1,1), i jemu dał to swoje nieskalane Słowo i w nim samego siebie. Bóg jest wieczny. Zawsze ten sam. W każdej zbawczej wydarzeniu możemy zatem dostrzegać całego Boga przy urzeczywistnianiu jego planu. Każde ogniwo łańcucha w pewnym sensie obejmuje inne, odwołuje się do nich. Jak to ma miejsce w przypadku dwóch praw, że „w Starym Testamencie ukryty jest Nowy, a Nowy objawia Stary” (Augustyn), tak to może dotyczyć również poszczególnych następnych wydarzeń historii zbawienia. Każda nowa doskonale objawia to, co stare, a co już w sobie jakoś zawierało to nowe.
Tak i wydarzenia życia Jezusa możemy rozumieć w tym świetle: jako wypełnienie starotestamentowych historii i jako przygotowanie do kulminacji całej historii zbawienia w tajemnicy paschalnej. W taki sposób ewangeliści przedstawiają całe życie Jezusa od samego dzieciństwa. Wszystko jest wypełnieniem starotestamentowych typów i obietnic i wszystko wskazuje na krzyż i zmartwychwstanie.
W tej perspektywie spróbujemy również przybliżyć się do tajemnicy chrztu Jezusa. I tutaj wypełnia się Stary Testament i otwiera droga do tajemnic paschalnych, a przez nie otwiera się droga dla nas. Równocześnie, podobnie jak każda inna tajemnica, również ta, a szczególnie ona, dosłownie „otwiera niebo”, umożliwia wertykalny ruch w górę, aż do Boga, który w tym miejscu wykonuje wertykalny ruch w dół na ziemię.
Starożytne typy
Chrzest Jezusa – w związku z tajemnicą paschalną – stanowi kulminację długiej tradycji wybranego narodu, wypełnienie starodawnych typów i jednocześnie nowy początek. Chrzest Jezusa znajduje się między Starym Testamentem a wypełnieniem w tajemnicy paschalnej i w ten sposób jest otwarty dla Kościoła. Od chrztu Jezusa, rozumianego wciąż w związku ze Starym Testamentem i tajemnicą paschalną, Kościół czerpie chrzest, który sam udziela. Przy poświęceniu wody chrzcielnej w Wielką Noc Kościół modli się do Boga: „Stworzyłeś wodę i przy różnych okazjach pokazałeś, że jej skutki wskazują na nasz chrzest.” I wymienia najpierw Ducha, unoszącego się przy stworzeniu nad wodami, dalej potop, wyzwolenie z egipskiej niewoli przez przejście przez Morze Czerwone. Następnie modlitwa wspomina chrzest Jezusa, przebicie Jego boku, z którego wypłynęła krew i woda, a na końcu Jego posłanie uczniów na świat, aby chrzczili.
Po wzmiance o stworzeniu wody jako życiodajnego żywiołu na pierwszym miejscu wspomniana jest potop (por. Rdz 6–9). Przy nim ukazała się zarówno niszczycielska siła wodnego żywiołu, jak i również – właśnie poprzez zniszczenie zła – jego oczyszczająca moc. W Nowym Testamencie apostoł Piotr odnosi to pradawne wydarzenie wyraźnie do naszego chrztu: przypomina, że podczas potopu „jedynie kilka osób, w sumie osiem, uratowało się przez wodę. Woda, która wtedy była obrazem chrztu, teraz przynosi zbawienie również wam. Nie że chrzest zmywa brud ciała, ale wyprasza nam u Boga, aby nasze sumienie było czyste, to dokonuje zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa“ (1 P 3,20–21).
Podobny sens jak potop ma również przechodzenie przez Morze Czerwone (Wj 14–15): dla wybranych oznacza wolność, dla oprawców śmierć. Grzech tonie, wybrany przez Boga człowiek zostaje cudownie ocalony, ale dopiero po tym, jak sam wszedł w śmiertelny żywioł. Droga do życia prowadzi przez ryzyko śmierci. Święty Paweł mówi o przejściu przez morze jako o „chrzcie Mojżesza” (1 Kor 10,1–2).
Do tych obrazowych historii wspomnianych w modlitwie przy poświęceniu wody chrzcielnej możemy dodać jeszcze inne:
Przechodzenie przez Jordan (Joz 3–4) jest w zasadzie jakąś repryzą Exodusu. Lud ma na nowo przypomnieć sobie swoje korzenie. Nie tylko ojcowie, lecz każda nowa generacja, z nich wynikająca, zawdzięcza swoje życie na wolności cudownemu wybawieniu przez wodę. Właśnie tutaj, na progu ziemi obiecanej, lud ma to uświadomić. Jako obraz nowych wydarzeń ta historia jest naprawdę wymowna. Do ziemi obiecanej wchodzi się przez Jordan, w miejscu, gdzie później sam Jezus zostanie ochrzczony. Jego naśladowcy wejdą do ziemi obiecanej Kościoła przez Jego chrzest.
Jonasz (1–2): Jonasz jest wielkim symbolem cudu zbawienia. Rzucony na pastwę morza, symbolu śmierci, pożarty przez wieloryba, personifikację mocy zła i śmierci, jest wyrzucony żywy. Po trzech dniach. Jezus sam przyznaje się do Jonasza jako do swojego obrazu (por. Mt 12,39nn. i par.).
Naaman (2 Krl 5,14): syryjski Naaman jest posłany przez proroka Elizeusza, aby siedem razy wykąpać się w rzece Jordan, co przyniesie mu uzdrowienie z trądu.
Chrzest Janowy
Na progu swojej publicznej działalności Jezus poddaje się chrzestowi Janowemu. O co właściwie chodziło? Był to obrzęd, który w tym czasie niewątpliwie nie był wykonywany tylko przez Jana. Istniał cały ruch chrzcielny. Jego znaczenie zrozumiemy tylko biorąc pod uwagę całą atmosferę ówczesnych czasów. Na przełomie er wybrany naród wciąż pozostawał zniewolony. Od zniszczenia królestwa judzkiego przez Babilończyków w VI wieku już potomek Dawida nie zasiadł na tronie. Judzko wciąż pozostawało wasalem innych. Dopiero w ostatnich czasach odnowiono królewski tron w Jerozolimie, na którym zasiadł – przemocą i podstępem – Idumejczyk Herod, po nim władzę dziedziczyli jego potomkowie. Arcykapłani byli raczej politykami, którzy śledzili swoje cele władzy, więc lud pozostawał jak owce bez pasterza. Prorok już dawno nie przemawiał. Gdzie jest wypełnienie wszystkich tych wspaniałych obietnic, które pozostawili ostatni prorocy? Gdzie jest ten obiecany Prorok? Gdzie jest Mesjasz? Już musi przyjść! Czas, w którym Słowo stało się ciałem, naznaczony był tą eschatologiczną niecierpliwością i mesjańskim oczekiwaniem. Faryzeusze starali się przyspieszyć przyjście Bożego królestwa wiernym wypełnianiem Prawa i wszystkich przepisów, które stworzyła tradycja, zachowując rytułalną czystość, która obejmowała najróżniejsze omywanie i także izolację od wszystkiego nieczystego, w tym grzeszników i pogan. Byli elitarną grupą, zamkniętą w sobie. Jeszcze bardziej zamknięci byli esseńczycy, pustynni mnisi, którzy ascezą przygotowywali się na ostateczną walkę przeciw synom ciemności i na ostateczne zwycięstwo Boga nad narodami pogańskimi i siłami przeciwnymi Bogu. A zeloci chcieli przemocą pomóc Bożemu królestwu na świat.
Ruch chrzcielny był ludowy i dlatego o nim nie wiadomo wiele, ponieważ nie pozostawił wielu pisemnych świadectw. Wyróżniał się bowiem właśnie chrztem. Greckie słowo na „chrzest” (baptisma) to rzeczownik od czasowników baptein, baptizein, które w klasycznej grece oznaczają: „zanurzyć”, „utopić”; rzadko używa się w znaczeniu „kąpać się”, raczej ma znaczenie: „utonąć”, „zginąć”. W Nowym Testamencie jest to techniczny termin kultowy, który odnosi się do rytualnego żydowskiego oczyszczenia.
Jednak chrzest Jana nie jest tym samym, co żydowskie rytualne oczyszczenie, ani nie przypomina chrztu prozelitów. Jan głosił wszystkim zbawienie poprzez pokutę i nawrócenie, które wyrażano obrzędem chrztu wodą. Znaczenie obrzędu było jasno określone: Wówczas wychodzili do niego z Jerozolimy, całe Judea i cały kraj wokół Jordanu, dając się od niego chrzcić w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy (Mt 3,5–6). Taki „chrzest nawrócenia” był obrzędem inicjacji do wspólnoty mesjańskiej, był warunkiem przyjęcia oczekiwanego Mesjasza. Chrzest Jana był „chrztem pokuty na odpuszczenie grzechów” (Mt 3,11 i par.), miał być wypełnieniem prorockich mesjańskich obietnic, w których obiecuje się odnowa ludzkiego serca przez usunięcie grzechu (Iz 1,15nn.; Ez 36,25; Jr 3,22; 4,14; Za 13,1; Ps 51/50,9). W rzeczywistości jednak chrzest Jana wodą był tylko wprowadzeniem, drogą do innego chrztu: chrztu Duchem i ogniem, który udzieli sam Mesjasz. Po śmierci Jana Chrzciciela jego ruch trwał dalej w jego uczniach. Zostawił ślady aż w Azji, w Efezie (por. Dz 18,25; 19,1–5). Ewangelia Jana poświadcza, że Jan Chrzciciel był przez niektórych zwolenników uważany za Mesjasza (Jan 1,20; 3,28; por. Łk 3,15).
Relacja o chrzcie Jezusa w ewangeliach
O chrzcie Jezusa informują nas wszyscy trzej synoptycy:
Marek (1,9–11): W tych dniach przybył Jezus z Nazaretu w Galilei i został ochrzczony w Jordanie przez Jana. Gdy wychodził z wody, ujrzał niebo otwarte i Ducha, który zstępuje na niego jak gołębica. A z nieba rozległ się głos: „Tyś jest mój umiłowany Syn, ciebie sobie upodobałem.”
Mateusz (3,13–17): Wtedy przyszedł Jezus z Galilei do Jordanu do Jana, aby dać się od niego ochrzcić. Lecz on mu przeszkadzał i mówił: „Ja miałbym być ochrzczony od ciebie, a ty przychodzisz do mnie?” Jezus mu odpowiedział: „Pozwól teraz; bo tak należy wypełnić wszelką sprawiedliwość.” Wtedy już mu nie przeszkadzał. Gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody, a oto otworzyły się niebiosa i zobaczył Ducha Bożego, który zstępował jak gołębica i przychodził na niego. I z nieba rozległ się głos: „To jest mój umiłowany Syn, którego sobie upodobałem.”
Łukasz (3,21–22): Kiedy cały lud dał się chrzcić, a gdy został ochrzczony również Jezus i modlił się, otworzyło się niebo, a Duch Święty zstąpił na niego w cielesnej postaci jak gołębica i z nieba rozległ się głos: „Tyś jest mój umiłowany Syn, ciebie sobie upodobałem.”
Wszyscy trzej zgadzają się, że Jezus został ochrzczony przez Jana, że przy tym zstąpił na niego Duch w postaci gołębicy i że w tym samym momencie Ojciec nazwał go swoim umiłowanym Synem, którego sobie upodobał. Różnica polega jedynie na tym, że podczas gdy u Mk i Łk głos z nieba skierowany jest tylko do Jezusa („Tyś jest”), u Mt Jezus jako Syn przedstawiony jest wszystkim (chociaż nie we wszystkich rękopisach!). Mt dodatkowo wspomina wahanie Jana, by ochrzcić Jezusa. Z kolei Łk jako jedyny podaje, że Jezus modlił się podczas chrztu. To są ogólne fakty, do których sensu teraz spróbujemy się przybliżyć. Możemy w nich odczytać następujące motywy:
1) Epifania
Pierwsza rzecz, którą możemy zauważyć o wydarzeniu chrztu Jezusa, to to, że występują wszystkie osoby boskie. Objawienie Najświętszej Trójcy w tak wyraźny sposób nie ma w innych ewangeliach odpowiednika. To prawda, że i gdzie indziej spotykamy wszystkie trzy Osoby razem, nigdzie jednak w tak wyraźny i w tak „namacalny” sposób. Maryi przy zwiastowaniu anioł oznajmia, że na nią zstąpi Duch Święty, moc Najwyższego ją osłoni, i dlatego jej dziecko będzie nazywane Synem Bożym (Łk 1,35). Tutaj przy chrzcie nie mówi się o trzech osobach Trójcy, lecz same one występują, dają się widzieć i słyszeć! Chodzi więc o objawienie tajemnicy Najświętszej Trójcy, o epifanii. Słowo „epifania” najczęściej stosowane jest jako termin liturgiczny do oznaczenia święta Objawienia Pańskiego, mianowicie objawienia tajemnicy narodzenia Mesjasza pogańskim mędrcom ze Wschodu. Jednak Tradycja Kościoła obu tajemnice położyła obok siebie, razem jeszcze z objawieniem chwały Jezusa na weselu w Kanie galilejskiej, co potwierdzają antifony z liturgii godzin o święcie Objawienia Pańskiego: „Dziś Kościół poślubił swojego niebieskiego oblubieńca, ponieważ Chrystus zmył w Jordanie jej winy; mędrcy spieszą z darami na królewskie wesele; a goście radowali się z wody przemienionej w wino. Alleluja!” (Benedictus); „Świętujemy dzień uwielbiony trzema cudami: dzisiaj gwiazda przyprowadziła mędrców do żłóbka, dzisiaj na weselu woda została przemieniona w wino, dzisiaj chciał być Chrystus ochrzczony w rzece Jordanie przez Jana, aby nas odkupić. Alleluja!” (Magnificat – Drugie Nieszpory). We wszystkich trzech tajemnicach chodzi o objawienie Jezusa: gwiazdą, głosem z nieba i uobecnieniem Ducha, znakiem Jezusa przemienienia wody w wino. Wiele lat po pierwszej epifanii przez uwielbienie mędrców następuje teraz druga epifania poprzez otwarcie samego nieba: Trójjedyny Bóg sam się objawia: głos Ojca objawia Jezusa jako jego umiłowanego Syna, a Duch Święty zstępuje na niego, aby go z nieba namaścić na Mesjasza. W Kanie następnie sam Jezus pokaże, że jest Oblubieńcem, który zaprasza na mesjańskie wesele.
2) Wypełnienie Przymierza
Posłuszne, pokorne uczestnictwo Jezusa w chrzcie wodą na końcu Starego Testamentu sprawia, że niebo się otwiera, Duch w postaci gołębicy zstępuje na niego, a Ojciec odnosi się do niego jako swojego umiłowanego Syna. Jezus ustanawia nowe połączenie między niebem a ziemią. On sam staje się obiecaną nową przymierzem (Jr 31,31nn.; Ez 36,24nn. itd.), które wypełnia to stare. To stare zostało zranione ludzką nieprawością, na którą ludzka strona odpowiadała na dar Bożej sprawiedliwości. Jezus, który otwiera nowe przymierze, żąda od starego udzielenia chrztu. To przeraża: „Ja miałbym być ochrzczony od ciebie, a ty przychodzisz do mnie?” Odpowiedź: „Pozwól teraz, ponieważ właśnie tak należy wypełnić wszelką sprawiedliwość.” Do tego zjednoczonego „nam” Jezus włącza Stary i Nowy Testament. Wspólnie mają uczestniczyć w wypełnieniu wszelkiej sprawiedliwości. O jaką sprawiedliwość chodzi? „Chodzi o sprawiedliwość, którą Bóg zaoferował swojemu ludowi i która się wypełni, gdy wybrany naród doskonale ją przywróci. Dzieje się to właśnie tutaj, gdzie Jezus staje się doskonałym przymierzem między Bogiem a ludzkością, nie bez współpracy Izraela, który wkroczył na drogę wiary w Mesjasza i który musi – reprezentowany symbolicznie przez postać Jana Chrzciciela – zachować tę swoją wiarę w Boże dzieło łaski.”1 Stare przymierze stara się czynić sprawiedliwość, nowe ją zostawia – to jej pierwotne działanie – stać się: FIAT. Wtedy już Jan mu nie przeszkadzał. Pozwolił sprawiedliwości na swobodny przebieg, wsparł ją swoim przyzwoleniem.
3) Wybrany Sługa
Jezus przyjął chrzest nie dlatego, że go potrzebował, wszak jest bez grzechu, ale po to, aby być oficjalnie przedstawionym Izraelowi jako Mesjasz. Niemniej jednak doświadczenie chrztu w Jordanie miało głęboki egzystencjalny sens także dla Jezusa. „Tyś jest mój umiłowany Syn, ciebie sobie upodobałem.” Niebiański głos ogłasza tutaj o Jezusie słowa, którymi w Iz 42,1 Pan przedstawia swojego Sługę: „Oto mój Sługa, którego podtrzymuję, mój wybrany, w którym mam upodobanie. Włożyłem na niego swojego Ducha...” Dla pewności Jezusa jako Syna Bożego to wezwanie Ojca jest podstawowe i budujące. Nie znaczy to, że Jezus od chrztu stał się Bożym Synem, jak twierdzili starożytne herezje christologiczne. Jezus jest Bożym Synem od wcielenia (por. Łk 1,31.35). Już przed chrztem uznaje Boga za swojego jedynego Ojca, co wynika z jego odpowiedzi rodzicom, gdy go znaleźli w świątyni (Łk 2,49). Niemniej jednak przy chrzcie na nowo przyjmuje od Ojca swoją synowską egzystencję.
Trudno nam zrozumieć, co się dzieje w duszy Jezusa, gdy Ojciec mówi do niego: „Tyś jest mój Syn.” Niemniej jednak możemy przybliżyć się do tajemnicy ich relacji następującą refleksją. Czym właściwie my, ludzie, osiągamy swoją tożsamość, jak budujemy swoje poczucie siebie? Nie przede wszystkim na podstawie introspekcji i autorefleksji. Ani na podstawie tego, co potrafimy stworzyć. Nasza praca buduje nasze poczucie siebie tylko na tyle, na ile jest przyjmowana i doceniana przez innych ludzi. To, co najbardziej buduje nasze Ja, to właśnie drugi człowiek. To, co identyfikuje nasze Ja, to relacja do jakiegoś Ty. To, kim jestem w samym sobie, rozumiem na podstawie tego, kim jestem dla kogoś. Noworodek już jakoś bezpośrednio doświadcza swojego osobistego istnienia, swojego Ja. To jednak nie ma jeszcze żadnej treści. Jak dziecko uświadamia sobie samo siebie? Poprzez to, że widzi naprzeciwko siebie rozpromieniony wzrok swojej matki. Widzi jej radosne oczy, które kierują się na niego! W tej chwili niemowlę rozumie, że jest, a jego dusza budzi się do życia. Dziecko dalej identyfikuje się na podstawie relacji swojej matki i ojca do niego. Na tym oparta jest możliwość wychowania. Przyjdzie jednak czas, gdy ta relacja przestanie być dla człowieka podstawowa i określająca. Człowiek już nie wystarcza wiedzieć, kim jest dla rodziców, aby zrozumieć, kim jest. Szuka „pomocy sobie równej”. Szuka swojego własnego życiowego Ty. W miłości partnerskiej człowiek odkrywa swoją prawdziwą tożsamość i spełnienie swojego osobistego życia. Jednak każda ludzka relacja jest ograniczona. Chcę wiedzieć, kim jestem. Zadaję pytanie człowiekowi. Jestem tym, kim jestem dla niego. Ale ten, kto mówi mi, kim jestem dla niego, jednocześnie pyta mnie, kim jestem. Sam jest poszukującym, pytającym się, więc niepewnym w swojej tożsamości. Ponadto człowiek jest niesprawdzalny. Zdradzi lub umrze. Kto naprawdę może mi powiedzieć, kim jestem? Tylko ten, kto jest sam w sobie stały, absolutny. Tylko w relacji do absolutnego Ty, do Bożego Ty, mogę zrozumieć, kim naprawdę jestem. Jezusowi w Jordanie mówi Ojciec: „Tyś jest mój umiłowany Syn, ciebie sobie upodobałem.” Ojciec mówi mu, kim jest Jezus dla niego, a tym samym mówi, kim jest naprawdę, ponieważ mówi to absolutne Boże Ty. Tylko Jezus wie, kim naprawdę jest. A gdy rzeczywiście wie, kim jest, gdy jest pewny swojej tożsamości, może tę pewność przekazać także nam. I my możemy wiedzieć, kim naprawdę jesteśmy, gdy Jezus powie nam, kim jesteśmy dla niego – a przez niego dla Ojca.
4) Cierpiący Sługa
Chodzi jeszcze o coś innego niż o osobistą relację między Ojcem a Synem. „W chrzcie stało się coś, co zmieniło bieg życia Jezusa... To był moment, w którym Jezus przyjął swoje powołanie” (Ch. H. Dodd). „Właśnie w momencie chrztu Jezus osiągnął pewność, że miał przyjąć rolę Sługi Pana” (O. Cullmann). W ludzkiej świadomości Jezusa dochodzi w tej chwili do złączenia dwóch postaci: triumfalnego Mesjasza, który w wyobrażeniach ludu miał różne oblicza (królewskie, kapłańskie), i Sługi Pana. Ten nie jest tylko umiłowany i wybrany, nie jest tylko „Przymierzem narodu i światłem narodów” (Iz 42,6; 49,6). Sługa jest również mężczyzną bólu, który przyjmuje cierpienie i śmierć jako zastępcza kara za winę niewiernego ludu (por. Iz 50,4–11; Iz 52,13–53,12). To złączenie Mesjasza i cierpiącego Sługi od teraz będzie określać nową tożsamość mesjańską Jezusa i nada wszystkim jego słowom i uczynkom niezaprzeczalny charakter.
„To objawienie ze strony Ojca jednak nie znajduje Jezusa nieprzygotowanego. Jego decyzja, aby dać się ochrzcić przez Jana, jego stanie w kolejce razem z grzesznikami, tak że całkowicie się wśród nich zatracił, było już krokiem do przyjęcia grzechów ludzi, co jest podstawowym rysunkiem misji Sługi Pana (por. Iz 53,6). Scena, w której Jezus jest ochrzczony wśród grzeszników, jest jakby preludium do sceny, w której Jezus będzie ukrzyżowany między złoczyńcami.”2
Całe życie Jezusa możemy widzieć w świetle jego misji Sługi. Już imię „Jezus” przed jego narodzeniem zostało uzasadnione przez słowa anioła: „On bowiem zbawi swój lud od grzechów” (Mt 1,21). To jego imię, definicja jego tożsamości i sensu życia, który doskonale zbiega się z jego misją. Na progu swojej publicznej działalności Jezus poddaje się chrzestowi Jana. Samo przyjęcie tego chrztu już jest implicite wyznaniem grzechów. Jezus przychodzi do Jordanu, ustawia się w kolejce wśród grzeszników, a gdy przychodzi jego kolej, rozbiera się, nagi wchodzi do rzeki i daje się ochrzcić. Jedyny niewinny, wchodzi do Jordanu z tymi, którzy wyznają grzechy. Wyznaje je implicite razem z nimi. Nie wyłącza się. Jest pokorny i solidarny. Jan się sprzeciwia. Jezus obstaje przy swoim, swoje żądanie uzasadnia „wszelką sprawiedliwością”. To szczególna sprawiedliwość, gdy niewinny i sprawiedliwy miał się zachowywać jak grzesznik. To sprawiedliwość Boga, który usprawiedliwia. Jezus ma stać się narzędziem tego usprawiedliwienia. Na nim ma stać się widoczne, co Boga kosztuje, gdy ma uznać nas za sprawiedliwych. Tutaj w Jordanie rozpoczyna się misja Jezusa jako zbawiciela od grzechów. Tutaj wziął na siebie grzech świata. Właśnie tutaj otrzymuje od Jana tytuł „Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (Jan 1,29). Bierze na siebie grzech całego świata, wszystkich ludzi wszystkich czasów. A właśnie teraz, w chwili, gdy Jezus wychodzi z Jordanu, obciążony grzechem całego świata, który na siebie dobrowolnie wziął, który swoim pokornym zstąpieniem do wody publicznie przyjął za swój, właśnie teraz otwiera się niebo, na Jezusa zstępuje Duch Święty, a Ojciec odnosi się do niego: „To jest mój umiłowany Syn, w którym mam upodobanie”. Tak, właśnie taki Jezus znajduje w oczach Ojca upodobanie, pokorny, zagubiony wśród grzeszników. Ojciec go wśród nich nie przeoczy. Grzech, który na Jezusie spoczywa, nie przeszkadza Ojcu, aby w nim dalej widzieć swojego umiłowanego. Przeciwnie, ten, kto pokornie i posłusznie niesie i wyznaje „swój” grzech, ten podoba się Ojcu. Pokora Jezusa, solidarność z grzesznikami, jego dobrowolne zrzeknięcie się siebie na naszą rzecz, to legitymizuje jako Bożego Syna i to nam otwiera niebo. Boża Trójca objawia się przez Sługę, który nas zbawi od grzechów. Epifania Boża nie jest samodzielna, lecz – jak zawsze w Biblii – ma zbawczy sens. Bóg się objawia, aby zbawić. A – z drugiej strony – naszą zbawieniem jest właśnie objawienie Boga.
Jezus wszedł do Jordanu, do wody, w której wszyscy chcieli się oczyścić od swoich grzechów. Ta woda jednak sama z siebie nie miała mocy oczyszczającej. Raczej stała się ciekiem, który potrzebował oczyszczenia. Jezus swoim zstąpieniem do Jordanu oczyścił i uświęcił Jordan i każdą chrzcielną wodę. Przy chrzcie w rzece Jordanie grzech ulokował się na nim, przyjął do siebie aż do kości. Teraz nie pozbędzie się go inaczej, jak chrztem krwi. Grzech zostanie zniszczony, gdy On będzie zniszczony. Grzech zostanie zlikwidowany przez jego śmierć. Jezus zstąpił do wody, do stanu grzeszników, zniknął z powierzchni ziemi, jakby kiedyś – jak Jonasz – zanużył się w śmierć i pochowany zniknie z powierzchni ziemi. Misja Jezusa jako zbawiciela od grzechów publicznie rozpoczęła się w Jordanie, wypełni się na krzyżu. W Jordanie Jezus wziął na siebie grzech świata, na krzyżu go zniszczy w swoim cierpieniu, zabije go swoją śmiercią. W Jordanie zstąpił na niego Duch Święty, na krzyżu Ducha wyda. W Jordanie otworzyły się niebiosa, a Ojciec odnosił się do niego, na krzyżu niebo się zaćmi i Ojciec odwróci się od Syna. Chrzest w Jordanie wypełni się w chrzcie krwi. Tam Jezus zstępuje do śmierci, a dla nas rozdarła się zasłona świątyni, otworzyły się nasze groby (Mt 27,52). Zstąpienie do Jordanu wypełni się zstąpieniem do piekieł.
Hans Urs von Balthasar wyraża połączenie obu chrztów Jezusa, chrztu wodą i chrztu krwi, następująco:3
To, że Jezus daje się ochrzcić z całym ludem, który usiłuje się nawrócić od swoich grzechów, ma w sobie coś tajemniczego. To tak, jakby chciał już w swoim pierwszym publicznym czynie ogłosić swoją solidarność z grzesznikami. Później przyjmie swoje przez chrzest chrześcijański do Kościoła, przez upokorzenie zstąpienia do wody jako żywiołu śmierci i odnowienie. Nie chce tym, którzy są jego, nakładać niczego, czego sam nie przeżył. A jeśli chrzest naprawdę ma oznaczać być z nim pogrzebanym w jego śmierci i na nowo wstać do nowego, niezniszczalnego życia – jak opisuje Paweł (Rz 6) – to już ten pierwszy chrzest był dla niego zobowiązaniem się z góry do własnego cierpienia i zmartwychwstania. Wszystko, co wydarzyło się między chrztem a krzyżem, jest osadzone w jednym, jednolitym sensie i wydarzeniu. Chrzest w Jordanie jest dla Jezusa chrztem „Duchem Świętym”, chrzest na krzyżu jest dla niego chrztem „ogień”. Pierwszy jest solidarnością z grzesznikami, którzy mają być oczyszczeni, drugi jest spaleniem wspólnego grzechu świata.
5) Mesjańskie namaszczenie
W Jordanie Jezus doświadcza w nowy sposób Ojca i rozpoczyna swoją misję, misję Mesjasza. Na niego zstępuje Duch Święty, który ma w mesjańskiej misji Jezusa niezastąpioną rolę. Jezus jest Mesjaszem, Chrystusem. Jak hebrajskie maśijach, tak grecki odpowiednik christos oznacza „pomazany”. Mesjasz nie jest więc przede wszystkim czyni że cudów, istotą obdarzoną mocą, ale tym, który przyjął namaszczenie. Mesjaństwo Jezusa jest związane z jego chrztem w Jordanie. Tam stał się Mesjaszem, Chrystusem, ponieważ tam został namaściony Duchem Świętym. Tak mówi apostoł Piotr w swoim kazaniu w domu setnika Korneliusza w Cezarei: „Wiecie, co się po chrzcie, który głosił Jan, wydarzyło najpierw w Galilei, a potem w całym Judei: Jak Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą Jezusa z Nazaretu, jak on wszędzie przechodził, czynił dobro, a ponieważ Bóg był z nim, uzdrawiał wszystkich, których opanował diabeł” (Dz 10,37n.). Przed chrztem z pewnością miały miejsce inne namaszczenia Syna Bożego: namaszczenie Duchem Świętym w momencie wcielenia, dla którego na Maryję zstąpił Duch Święty (Łk 1,35). Przecież pasterzom anioł Pański oznajmił radosną nowinę o narodzeniu Zbawiciela, którym jest „Chrystus Pan” (Łk 2,11). Według niektórych Ojców nawet wcześniej to rozumiane zostało „kosmiczne” namaszczenie, mianowicie namaszczenie, które Słowo przyjęło od Ojca, aby przez nie mogło być stworzone świat, aby przez nie mogło być „namaszczone i ozdobione wszystko” i aby świat mógł otrzymać swoje blask.4 Duch Święty jest obecny w życiu Jezusa od poczęcia. Niemniej jednak uroczyste namaszczenie przy chrzcie w Jordanie ma swój wyjątkowy i decydujący znaczenie. Jest okazją do wprowadzenia mesjańskiej misji Jezusa. Możemy powiedzieć, że tak jak podczas wcielenia Słowo stało się mocą Ducha Świętego ciałem, „Jezusem”, tak się przy chrzcie poprzez przyjęcie tego samego Ducha stało „Chrystusem”, Bożym pomazanym, Mesjaszem. Duch Hospodinów miał według proroctwa Izajasza spocząć na Mesjaszu, Odroście z pnia Jessego, i tak go miał umożliwić do jego dzieła (Iz 11,2n.). Ten sam Duch oczywiście także miał spocząć na Słudze Hospodinowym (Iz 42,1; por. 61,1). Duch Święty przychodzi teraz, aby namaszczyć Jezusa, uświęcić, udzielić mocy, niezbędnej do jego misji, która nie oznacza po prostu jedynie zbawienia ludzi, ale zbawienia ich w określony sposób, ustalony przez Ojca, mianowicie przez upokorzenie, dobrowolną posłuszeństwo i zastępczą ofiarę Sługi.
Mesjasz, Chrystus, Pomazany. To słowo samo wyraża relację. Pomazanym się człowiek staje poprzez namaszczenie, gdy bowiem ktoś go namaści. Namaszczenie, które Jezus przyjął w Jordanie, jest namaszczeniem trynitarnym, ponieważ uczestniczą w nim wszystkie trzy osoby boskie. Tak o tym mówią Ojcowie: „W imieniu Chrystusa jest reprezentowany ten, kto namaścił, ten, kto był namaszczony, i samo namaszczenie, którym został pomazany. W rzeczy samej, Ojciec namaścił, a Syn został namaściony, podczas gdy Duch Święty był samym namaszczeniem.”5 „Nazywać Chrystusa oznacza wyznawać całą Trójcę; oznacza to mianowicie wskazywać na Boga, który namaścił, na Syna, który był namaszczony, i na namaszczenie, którym jest Duch Święty.”6
Wyposażony w Ducha, Jezus może rozpocząć swoją mesjańską misję. Raniero Cantalamessa podsumowuje bardzo trafnie, w czym ta misja Jezusa, wypełniana w Duchu, polega:7
Całe życie Jezusa dzieje się pod kierownictwem Ducha Świętego. W niektórych kluczowych momentach ewangelisti wyraźnie wspominają działanie Ducha w życiu Jezusa. Możemy wyróżnić szczególnie trzy takie momenty: Duch prowadzi Jezusa na pustynię, aby tam był kuszony przez diabła (Mk 1,22); Duch uświęca Jezusa, aby głosił radosną nowinę ubogim (Łk 4,18); w Duchu Jezus radośnie wyznaje: „Chwalę Cię, Ojcze,...” (Łk 10,21). Innymi słowy: Duch prowadzi Jezusa, aby walczyć z demonem, głosić ewangelii i modlić się do Ojca i ofiarować się Mu w ofierze. W tych trzech momentach realizuje się mesjańskie namaszczenie Jezusa, które jest trojakie: królewskie (złamanie władzy przeciwnika i ustanowienie królestwa Bożego), prorockie (głoszenie ewangelii) i kapłańskie (modlitwa i ofiara).
Jezus rozpoczyna swoją publiczną misję, misję Mesjasza, Sługi Pana. Ta nowa etapa życia Jezusa odpowiada nowemu namaszczeniu Duchem Świętym. To nowe namaszczenie. Nie chodzi o to, że Jezusowi wcześniej brakowało czegoś do pełni jego boskości (jak głosił arianizm). Jezus już jest Bożym Synem, pełnym Ducha Świętego. Teraz jednak z tej pozycji pójdzie między ludzi i będzie z swojego bogactwa rozdawał. Jego byt staje się jego misją. Von Balthasar zauważa w tym:
Po raz pierwszy spotykają się tutaj dwa spokrewnione sakramenty: chrzest i bierzmowanie. To drugie wypełnia poprzez posłanie to, co to pierwsze założyło przez narodzenie z Boga. Wieczny Syn, który od wieczności rodzi się z łona Ojca i nie potrzebuje żadnego ponownego narodzenia, daje się ochrzcić, aby stać się przed obrazem swoich przyszłych grzesznych braci i sióstr. Jego wychodzenie z Ojca, processio, przyjmuje doń wyraźny sposób posłania, missio, przy czym już nie pozwala z Ojcem wyjść Duchowi miłości, tak jak w wieczności, lecz w posłuszeństwie pozwala na siebie zstąpić i spocząć jako Ducha miłości, zesłanego na niego od Ojca i dającego mu wskazania. Jego naśladuje, nim pchany czyni od tej chwili tylko miłościwą wolę Ojca. Duch teraz spoczywa na Synu, ponieważ tak to wymaga posłanie, które zawsze pochodzi z góry, które nigdy nie daje sobie człowiek sam. Oczywiście spoczywa w Synu, który czyni wolę Ojca z najgłębszego wnętrza, a nie jako prawo nałożone z zewnątrz; jest przecież od wieczności Urodzonym z Ojca, Dzieckiem, które jest poświęcone w myśleniu serca Ojca.