Ježíš głosi radosną nowinę (część 2)

biblijna medytacja do trzeciej tajemnicy różańca światła (zakończenie)

P. Vojtěch Brož

Głoszenie jako misja Kościoła

Uczniowie, którzy doświadczyli wizji zmartwychwstałego Pana, otrzymali nowe zrozumienie całego życia i dzieła zbawienia Jezusa. Zrozumieli Pismo. To poznanie nie wyklucza ich, aby stali się jakimś ezoterycznym sektą, zamkniętą elitą, która będzie zazdrośnie strzegła swojego poznania dla siebie. Ich poznanie staje się ich misją. To, co widzieli, mają głosić. We wszystkich ewangeliach opowieści wielkanocne o objawieniu Zmartwychwstałego prowadzą do misji uczniów: „Idźcie więc, pozyskujcie mi uczniów ze wszystkich narodów, chrzcząc ich w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, i uczcie ich przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. Oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata!” (Mt 28,19-20). „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15). „Tak jest napisane: Chrystus będzie cierpiał, a trzeciego dnia zmartwychwstanie i w Jego imieniu będzie głoszone nawrócenie, aby wszystkim narodom… były odpuszczone grzechy. Wy jesteście tego świadkami!” (Łk 24,45-48). „Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak ja posyłam was!” (Jan 20,21). Także w Dziejach Apostolskich: „Otrzymacie moc Ducha Świętego, który na was zstąpi, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie, w całej Judei i Samarii, aż na krańce ziemi” (Dz 1,8).

W to posłanie uczniów wpisują się ewangelie, w których opisana jest droga Jezusa z Galilei do Jerozolimy, droga Jego publicznej działalności, Jego głoszenia i nauczania, droga, która wypełniła się w tajemnicy wielkanocnej. Jezus nie szedł sam tą drogą. Prowadził po niej swoich uczniów: „Przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do niego. I ustanowił ich dwunastu, aby byli z nim i aby ich posłał głosić oraz aby mieli moc wyrzucać demony” (Mk 3,13-15). Od samego początku byli przeznaczeni do głoszenia. Jezus uczy ich, prowadząc ich ze sobą wszędzie, aby mogli widzieć wszystko, co czyni, i słyszeć wszystko, co mówi, oraz dając im dokładne instrukcje dotyczące ich przyszłej misji (por. Mt 10,5-11,1 i inne). Nawet przed Wielkanocą raz już ich posłał, aby głosili, jakby na próbę (por. Mk 6,7-13).

Właściwe rozpoczęcie misji uczniów Jezusa ma miejsce po Jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu oraz po zesłaniu Ducha Świętego. Kościół, ukryty już w intymności wieczernika (Dz 1,12-14), rodzi się w dzień Pięćdziesiątnicy, wychodzi na światło i manifestuje się głośno jak nowo narodzone dziecko. Piotr wygłasza swoje słynne kazanie, którego owocem jest nawrócenie i przyjęcie chrztu przez tych, którzy go słuchali; było ich około trzech tysięcy (por. Dz 2,1-41). Od tego dnia nowe wspólnoty uczniów Jezusa trwają w nauce apostolskiej (Dz 2,42). Apostołowie nie dają się zastraszyć i nawet po pierwszym przesłuchaniu przed Sanhedrynem z odwagą głosili słowo Boże (4,31). Apostołowie, których zapleczem jest wspólnota wierzących, która miała jedno serce i jedną duszę, w której nikt nie mówił o niczym, że to jest jego, wydawali z wielką siłą świadectwo o zmartwychwstaniu Pana Jezusa (4,32-33). Po kolejnym przesłuchaniu i biciu, które przyjęli z radością, że za to imię mogli cierpieć prześladowania, uczyli każdego dnia na nowo w świątyni i po domach i głosili radosną nowinę, że Jezus jest Mesjaszem (5,41-42). Gdy w rozrośniętej i zróżnicowanej wspólnocie pojawiły się potrzeby o charakterze charytatywnym, apostołowie uznali: „Nie byłoby słuszne, abyśmy my zaniedbywali słowo Boże i służyli przy stołach.” Następnie ustanowili siedmiu diakonów, których zadaniem miała być właśnie służba przy stołach. Efektem tak uwolnionych rąk apostołów jest to, że słowo Boże się coraz bardziej rozprzestrzeniało, a liczba uczniów w Jerozolimie wciąż rosła... (6,2.7). Tak moglibyśmy prześledzić całą Księgę Dziejów Apostolskich. Apostołowie (ich liczba również rośnie, gdy do Dwunastu dołącza Barnaba, Paweł, Sylas, Tymoteusz i inni) przybywają we wszystkich zakątkach i głoszą słowo. Ewangelia Jezusa w swoim przepływie burzy wszystkie przeszkody, które się jej stawiają, burzy mury, które ludzie zbudowali między sobą, burzy wrogości między Żydami a Samarytanami, między Żydami a poganami. Jak refren brzmią opowieści podsumowujące Łukasza w stylu: Słowo Boże się rozszerzało i rosło (12,24) lub: W słowie Pana moc się rozszerzała na zewnątrz i umacniała wewnątrz (19,20). Całą narrację Dziejów Apostolskich możemy rozumieć jako drogę, jako „bieg słowa” (por. 2 Tes 3,1) z Jerozolimy do Rzymu.

Pierwotny Kościół jest przede wszystkim głosicielem słowa, ewangelii, radosnej nowiny. Paweł widzi w głoszeniu ewangelii swoją priorytetową misję (por. 1 Kor 1,17). A swojego następcy zachęca: „Głoś słowo! Przyjdź z nim, czy to będzie odpowiednie, czy nieodpowiednie, udowadniaj, zakazuj, zachęcaj z pełną cierpliwością i znajomością nauki!” (2 Tym 4,2) Kościół jako głosiciel ewangelii kontynuuje misję samego Jezusa, dla którego głoszenie było także pierwszym punktem w jego misji. Między misją Jezusa a misją Kościoła istnieje zatem tożsamość i ciągłość. Głoszenie Kościoła jest przedłużeniem głoszenia Jezusa. Różnica polega tylko na tym, że treścią głoszenia Jezusa było: „Królestwo Boże się przybliżyło!”, podczas gdy treść głoszenia Kościoła brzmi: „Jezus zmartwychwstał, Jezus jest Panem!” Ta różnica ma swoje podstawy w wielkanocnej tajemnicy Chrystusa, która leży jako podział między ziemską misją Jezusa a misją Kościoła. Jezus głosił Królestwo Boże, które się – w nim – przybliżyło, Kościół głosi, że Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały jest Królem, który już objął władzę nad światem, ponieważ przez swoją śmierć pokonał Władcę tego świata. Dlatego podstawowym przesłaniem Kościoła jest Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały. Tak pisze Paweł do Koryntian: „Głosimy Chrystusa ukrzyżowanego” (1 Kor 1,23). A swojemu duchowemu synowi Tymoteuszowi: „Myśl o Jezusie Chrystusie, potomku Dawida, który zmartwychwstał z martwych. To jest moja ewangelia” (2 Tym 2,8).

Kościół kontynuuje misję Jezusa. Ma nie tylko głosić Jego naukę, ale ma ją również głosić w Jego duchu. Święty Paweł, wzór apostoła, może to poświadczyć na własnej osobie: „Kiedy przybyłem do was, aby głosić świadectwo o Bogu, nie przyszedłem z jakąś szczególną wymową lub mądrością. Postanowiłem bowiem, że u was nie chcę znać niczego, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. Występowałem ze smutnym nastrojem i obawami. A moje mówienie i głoszenie nie polegało na przekonywujących słowach ludzkiej mądrości, lecz na objawieniu Ducha i mocy. To dlatego, aby wasza wiara opierała się na mocy Bożej, a nie na mądrości ludzkiej” (1 Kor 2,1-5). Paweł pokazuje tutaj, jak treści głoszenia, którym jest ukrzyżowany Chrystus, odpowiada styl, w jakim jest on głoszony: słabość, bezpretensjonalność. Prostota i uczciwość głosiciela są u Pawła związane z determinacją, która się nie poddaje, ponieważ jest podtrzymywana mocą Bożą: „Kiedy jesteśmy powołani do tej służby, nie dajemy się opanować zwątpieniu, ponieważ Bóg nam miłosiernie pomaga. Nie posługujemy się nieczystymi sztuczkami, nie postępujemy przebiegle ani nie fałszujemy słowa Bożego. Lecz głosimy prawdę zupełnie otwarcie… Przecież nie głosimy siebie, ale głosimy, że Jezus Chrystus jest Panem, a my jesteśmy waszymi sługami z powodu Jezusa” (2 Kor 4,1-2.5). Sługa słowa musi zniknąć za słowem, które wygłasza, w pokorze przedchodzi Pana i przyjaciela Oblubieńca, który jest tylko „głosem wołającego” (Jan 1,23; 3,27-30), podczas gdy Oblubieniec jest Słowem. Tylko słowo ma znaczenie i sens, nie głos. Paweł ma troskę o to, aby jako głosiciel nie zasłonił przesłania. Dlatego broni się przed mądrością ludzką, podłością słowną i wybiegami, „aby krzyż Chrystusowy nie został zawężony” (1 Kor 1,17).

Jeśli odnosi się to do Jezusa, który jest Słowem Bożym, że nie może nic mówić z siebie, tym bardziej dotyczy to jego uczniów. Oni mogą głosić tylko to, co od niego otrzymali, uczyć, w czym zostali pierwotnie nauczani (por. Mt 28,20). Tylko uczniowie mogą stać się apostołami i głosicielami. Nie mają swojego słowa, ale słowo swojego Mistrza. Święty Paweł, wielki głosiciel słowa, który widzi swoją misję tylko w głoszeniu, jest świadomy swojego ubóstwa wobec słowa, które ma głosić. Po pierwsze pokornie uznaje: „Nauczyłem was przede wszystkim w tym, co sam otrzymałem…” (1 Kor 15,3). Ponadto – i w tym jeszcze bardziej ukazuje się paradoksalna sytuacja głosiciela, który ma dawać to, co nie jest jego – prosi swoich wiernych, aby wypraszali mu słowo: „W każdej okazji módlcie się… także za mnie, aby mi było dane prawdziwe słowo, gdy przemawiam, abym bez wahania zwiastował tajemne prawdy ewangelii… i abym mówił nieustraszenie, jak to jest moim obowiązkiem” (Ef 6,18-24).

Podobnie jak Jezus, również głosiciele jego ewangelii muszą liczyć się z prześladowaniami, które wiążą się z ich misją. Już w przypowieści o siewcy Jezus mówił o ucisku i prześladowaniu z powodu tego słowa (Mt 13,21). Swoim uczniom to wyraźnie przepowiedział: „Kiedy prześladowali mnie, będą też prześladować was” (Jan 15,20). Wypełnienie tych słów nie kazało na siebie długo czekać. Po pierwszych kazaniach Piotra w Jerozolimie w dzień Pięćdziesiątnicy i po nich apostołowie zostali aresztowani i przesłuchiwani przez Sanhedryn. I chociaż jego członkowie nie mogli oskarżyć apostołów o winę, mimo to wezwanie apostołów, dali ich zbić i zakazali im mówić w imieniu Jezusa… (Dz 5,40). Apostoł Paweł w trakcie swojego głoszenia jest ciągle prześladowany, jest więziony, bity, kamienowany… (por. 2 Kor 6,3-10; 11,23-26). Apostoł Jan z kolei trafił za głoszenie Słowa Bożego na wyspę, która nazywa się Patmos (Obj 1,9). Jednakże wszelkie prześladowania z powodu Słowa Bożego nie mają zaskoczyć uczniów. Jezus ich błogosławi (Mt 5,11-12). I nie tylko to: prześladowania i przesłuchania stają się dla nich wręcz okazją do wypełnienia swojej misji: „Będą was wydawać sądom i bić w synagogach, będą was prowadzić przed władców z powodu mnie, abyście złożyli świadectwo im i również poganom” (Mt 10,17n.). Nawet apostoł może w końcu zamilknąć jak Sługa Boży, jak sam Jezus. Apostoł może być również przemocą uciszony. Nie jednak Słowo Boże. „Właśnie z tego powodu (ewangelii) cierpię, nawet jak przestępca w łańcuchach. Ale Słowo Boże nie jest związane!” (2 Tym 2,8-9)

Głoszenie Jezusa jako tajemnica zbawienia

Głoszenie Jezusa jest zbawczą wydarzeniem. Nade wszystko ustanawia czas zbawienia, ogłasza i jednocześnie przynosi Królestwo Boże. W ten sposób możemy uznać głoszenie Jezusa za „tajemnicę” zbawienia. Pod pojęciem „tajemnica” rozumiemy wydarzenie życia Jezusa naładowane zbawczym sensem, które jest taką celebracją w liturgii Kościoła. Raniero Cantalamessa wskazuje na obecność tej tajemnicy głoszenia w naszej liturgii:1

Prawda jest taka, że nie ma szczególnego liturgicznego święta głoszenia Jezusa (podobnie jak istnieje dla jego narodzin, przemienienia, śmierci itp.). Jednakże prawdą jest również to, że podczas każdej liturgii Kościół przypomina sobie głoszenie Jezusa. „O liturgia słowa”, integralna część każdej mszy, to nic innego jak liturgiczna aktualizacja Jezusa, który głosi. Dokumenty II. Soboru Watykańskiego mówią: „Chrystus… jest obecny w swoim słowie: to on mówi, kiedy w Kościele odczytywane jest Pismo Święte” (SC 7). Jak w historii, po tym, jak głosił królestwo Boże, Jezus udał się do Jerozolimy, aby ofiarować się Ojcu na ofiarę, tak w liturgii, po tym, jak na nowo wypowiedział swoje słowo, Jezus odnawia ofiarę samego siebie Ojcu w Eucharystii. Kiedy na końcu prefacji mówimy: „Błogosławiony, kto przychodzi w imię Pana, Hosanna na wysokościach,” duchowo przenosimy się do tego momentu, w którym Jezus wchodzi do Jerozolimy, aby tam świętować swoją Paschę. Kiedy kończy się czas głoszenia, zaczyna się czas cierpienia.

Mówiąc o głoszeniu Jezusa jako o „tajemnicy”, co jest jednym z terminów używanych już w starożytnym Kościele dla „sakramentu”,2 dostrzegamy „sakramentalny charakter” głoszenia Jezusa i Słowa Bożego w ogóle, jego bliskość do sakramentów. Podobnie jak sakramenty uobecniają nam zbawczą wydarzenie, które się wydarzyło w Jezusie Chrystusie, tak również głoszone słowo. Słowo Boże jest również zbawczą wydarzeniem. Hebrajskie słowo DáBáR oznacza nie tylko „słowo”, ale także „czyn”. Każde słowo ustanawia określoną sytuację, jest czynne, jest siłą tworzącą historię. Jeśli już odnosi się to do słów ludzkich, przynajmniej niektórych, tym bardziej odnosi się to do słowa Bożego, które jest wszechmogące. U Boga nie ma żadnej odległości między słowem a czynem. Bóg nie ma pustych słów. Kiedy Bóg mówi, dzieje się to, co mówi. Bóg słowem tworzy świat (por. Rdz 1; Hbr 1,3). Słowo Boże, wychodzące z ust Boga, nie wróci do Boga bez skutku, lecz – podobnie jak deszcz i śnieg, które nawodniają ziemię – wykona to, do czego zostało posłane (por. Iz 55,10-11). Ziarno słowa samo kiełkuje i rośnie, w dzień i w nocy, czy człowiek jest przebudzony, czy śpi, on nawet nie wie jak. Ziarno ma siłę ożywiać ziemię, która – jeśli ziarno słowa naprawdę przyjęła – sama z siebie wydaje owoce (Mk 4,26-28). Słowo Boże jest pełne życia i siły (Hbr 4,12). To dotyczy każdego słowa Bożego, niezależnie od tego, czy tym słowem na początku Bóg tworzy świat, czy nim Chrystus wskrzesza Łazarza. Dotyczy to również słowa, które głosi Kościół, które nie jest jedynie ludzkim słowem, ale prawdziwym Słowem Bożym (por. 1 Tes 2,13). Stąd płynie pewność głosicieli ewangelii: „Nie wstydzę się za ewangelii, omdat (ono) jest mocą Bożą do zbawienia wszystkich, którzy wierzą” (Rz 1,16). Słowo Boże jest potężne. Każde Słowo Boże jest odwołane od jedynego Słowa. Jan w Objawieniu widzi to „Słowo Boże” jako jeźdźca na białym koniu, który jest nazwany „Wierny i Sprawiedliwy”. Koń jest symbolem agresywnej mocy, tak samo jak miecz wychodzący z ust jeźdźca. Biała barwa oznacza boskość i zwycięstwo. Jeździec jest otoczony niebieskim wojskiem na białych koniach. W ten sposób zdobywa zwycięską drogę przez dzieje ten, którego inne imię to „Król królów i Pan panów” (por. Obj 19,11-16). Po raz kolejny podkreślamy, że jego jedyną siłą jest On sam – jako Słowo Boże.

Słowo Boże zawsze jest wydarzeniem. Dlatego prorocy świadczą o ingerencji Słowa Bożego w swoje życie jako wydarzeniu: „Stało się do mnie Słowo Pana…”. To dotyczy nawet ostatniego proroka, Jana Chrzciciela: W piętnastym roku panowania cesarza Tyberiusza… stało się słowo Boże na Janie (tak dosłownie w grece), synu Zachariasza… (Łk 3,1-2). Następnie formuła ta w Biblii całkowicie znika, a zamiast niej pojawia się inna: Słowo stało się ciałem (Jan 1,14). Słowo już nie jest jedynie wydarzeniem, ale staje się osobą. Nigdzie w Biblii nie występuje: „Słowo Boże stało się Jezusowi…”. To dlatego, że Słowo Boże nie jest czymś zewnętrznym wobec Jezusa, co by do Niego dodatkowo przystępowało. Jezus jest tym Słowem, które jest jednocześnie słowem i czynem, sensem i rzeczywistością, znaczeniem i jego pełnym zrealizowaniem. Ponieważ w Chrystusie wyraził się i urzeczywistnił wszelki zawartość życia Bożego, to Słowo to, uczynione ciałem, jest ostatnim i ostatecznym słowem Bożym względem świata. Bóg już nie ma nic do powiedzenia, ponieważ powiedział wszystko. Jednak to nie oznacza, że my już nie możemy od Boga nic usłyszeć. W tym tkwi podobieństwo Słowa Bożego do sakramentów. R. Cantalamessa ponownie wskazuje na analogię między Słowem Bożym a sakramentem:3

Także ofiara Chrystusa została zakończona i zamknięta na krzyżu. W pewnym sensie nie ma już ofiar Chrystusa. A przecież wiemy, że jest jeszcze jedna ofiara i że jest to jedyna ofiara Krzyża, która staje się obecna i działająca w ofierze eucharystycznej. Wydarzenie trwa w sakramencie, historia w liturgii. Coś analogicznego dzieje się z Słowem Chrystusa: przestało istnieć jako wydarzenie, ale istnieje jeszcze jako sakrament… Historyczne wydarzenie Słowa się zakończyło wniebowstąpieniem Chrystusa, ale Duch, który w tym wydarzeniu działał, „trwa na wieki” (por. Jan 14,16). Dlatego to wydarzenie trwa na wieki. Już w Kościele nie ma słów jako wydarzeń; Słowo Boże nie zstąpi już na nikogo, jak kiedyś na Samuela, Jeremiasza czy Jana Chrzciciela. Są tu jednak słowa jako sakrament. Słowa jako sakrament to słowa Boże, które wydarzyły się raz na zawsze, są zebrane w Biblii i stają się zawsze na nowo „aktywną rzeczywistością”, kiedykolwiek Kościół je wymawia z autorytetem. Duch, który je natchnął, ponownie je zapala w sercach tych, którzy je słyszą… Tak jak przy Wcieleniu Chrystus ukrywa się pod zasłoną ciała, a w Eucharystii pod zasłoną chleba, tak w Piśmie ukrywa się pod zasłoną słowa. W Wcieleniu Bóg skrywa się w pokorze ludzkiej natury, w Piśmie ukrywa się w pokorze ludzkiego słowa.

Ten sakramentalny charakter Słowa Bożego w nas ma wywołać odpowiedni szacunek dla Słowa Bożego. Ponownie pomocna może być analogia do sakramentów, szczególnie do Najświętszego Sakramentu. Już Origenes zwracał uwagę chrześcijanom:4

Wy, którzy jesteście przyzwyczajeni do uczestnictwa w boskich tajemnicach, kiedy przyjmujecie ciało Pana, zachowujecie je z największą ostrożnością i szacunkiem, aby nawet okruszek nie spadł na ziemię, aby nic z poświęconego daru się nie zgubiło. To wasze przekonanie – i słuszne przekonanie – że grzechem jest pozwolić mu upaść z niedbalstwa. Jeśli dla zachowania jego ciała jesteście tak ostrożni – a to słuszne, że jesteście – czy sądzicie, że grzechem jest zaniedbywać Słowo Boże, tak jak zaniedbujecie jego ciało?

To słowo jest waszym życiem

Cześć i miłość z naszej strony należy się Słowu Bożemu nie tylko dlatego, że jest to Słowo Boże, Słowo Pana, trzykroć święte. Słowo Boże powinno być dla nas drogie również dlatego, że jest to dla nas chleb codzienny, słowo życia.

Wybrany naród wywodzi swoją egzystencję ze Słowa Bożego. Jego historia zaczyna się, gdy Pan przemówił do Abrama (Rdz 12,1). Kiedy Mojżesz wyprowadził lud z egipskiego niewolnictwa, zaszczepiał mu w serce słowa Bożego prawa, na których stoi istnienie Izraela: „Teraz tedy, słuchaj nałożenia i ustanowienia, które was uczę, abyście pozostali przy życiu…” (Pwt 4,1). Izrael całkowicie zależy od Słowa Bożego. „Człowiek nie żyje tylko chlebem, ale człowiek żyje tym wszystkim, co wychodzi z ust Pana” (Pwt 8,3). Dlatego stale powtarzają się wezwania do słuchania Słowa i do posłuszeństwa. Na tym zależy życie. „Skierujcie swoje serce ku wszystkim słowom, które dzisiaj świadczę… Dla was to słowo nie jest próżne, ono jest waszym życiem. Dla tego słowa będziecie długo żyć w ziemi, do której przyjdziecie przez Jordan…” (Pwt 32,46-47). Refleksja Izraela nad mocą Słowa Bożego, nad wielkimi czynami, które stały się przez to słowo w historii, prowadzi wierzący lud do zrozumienia, że Słowo Boże jest podstawą wszelkiego życia i istnienia. Słowem Bożym został stworzony świat (Rdz 1). Słowo Boże rozbrzmiewające w sercu każdego z nas jest źródłem naszej egzystencji, co trafnie wyraża św. Ambroży: „Słowo Boże jest żywotną substancją naszej duszy; ożywia ją, pasie ją i prowadzi. Nie ma niczego, poza Słowem Bożym, co mogłoby ożywiać ludzką duszę.”5

Słowo stworzenia jest warunkiem dla kolejnego Słowa Bożego, Słowa objawienia i odkupienia. Słowem zostaliśmy stworzeni bez naszej woli. Odkupienie zaś nie może obyć się bez naszej woli. Nasze chrześcijańskie istnienie zaczyna się od przyjęcia Słowa Bożego, to nas rodzi do nowego życia. „Otrzymaliście nowe życie, a to nie zrodzoną siłą przemijającą, ale nieprzemijającą: żywym i niezmiennym Słowem Bożym. Ponieważ „każdy człowiek jest jak trawa, a jego piękność jak kwiat trawy. Trawa usycha i kwiat opada, ale słowo Pana trwa na wieki” – mianowicie słowo ewangelii, które wam zostało ogłoszone (1 P 1,23-25). To słowo musi być przyjęte wiarą, wzięte tak za swoje, że człowiek stoi za nim, co przejawia się przez wyznanie. W liście do Rzymian Paweł uzależnia nasze usprawiedliwienie i zbawienie od wiary i wyznania, które są możliwe tylko przez głoszenie: „Blisko ciebie jest to słowo, masz je w ustach i w swoim sercu; to jest słowo wiary, które głosimy. Jeśli więc ustami wyznajesz, że Jezus jest Panem, a w sercu wierzysz, że go Bóg wzbudził z martwych, zostaniesz zbawiony. Wiara w sercu prowadzi do sprawiedliwości, wyznanie ustami prowadzi do zbawienia… Wszyscy, którzy będą wzywać imienia Pana, będą zbawieni. Jakże mogą jednak wzywać, gdy w niego nie uwierzyli? A jak mogą uwierzyć, gdy o nim nie słyszeli? Jak zaś mogą usłyszeć bez głosiciela?… Wiara pochodzi z słuchania, a słuchanie dzieje się przez Słowo o Chrystusie (Rz 10,8-17). Wiara oznacza w pierwszym rzędzie przyjęcie Słowa. To jest jednak skuteczne, więc rzeczywiste przyjęcie przejawia się przez czyn. Święty Jakub napomina nas: „Pamiętajcie o tym, moi umiłowani bracia: człowiek ma być gotowy do słuchania, ale powolny do mówienia… W ciszy bądźcie wrażliwi na słowo, które w was zostało wszczepione jako ziarno i może zbawić waszą duszę. To słowo jednak musicie wprowadzać w czyn, a nie tylko je słuchać. W przeciwnym razie oszukiwać będziecie sami siebie!” (Jak 1,19-22.)

Izrael jest dumny ze swojej Tory, ze słowa żywego Boga. Wie, że to czyni go wyjątkowym. „Czyż znajduje się inny wielki naród, któremu bogowie są tak blisko, jak jest nam Pan, nasz Bóg…? A ma inny wielki naród nakazy i prawa tak sprawiedliwe, jak cały ten Zakon, który wam dzisiaj przedstawiam?” (Pwt 4,7-8) Wybrany naród swoją cześć dla Słowa Bożego wyrażał tym, że przechowywał słowa (DeBaRíM) dekalogu w arce przymierza; ta znajdowała się w najgłębszej części namiotu, w miejscu najświętszym, które w języku hebrajskim nazywa się DeBíR. Tak Słowo Boże przedstawiało najgłębszą tajemnicę dziejów Izraela.

Kościół jest nową arką przymierza, która nosi wewnątrz Słowo Boże. Podobnie jak Maria po Wcieleniu, którą cześć wiernych nazywa „Arką przymierza”, Kościół nosi w swoim sercu Słowo Boże, aby rodzić je dla świata przez swój apostolat. Kościół w ukryciu i ciemności słucha swojego Oblubieńca, a to, co tak słyszy, głosi z dachów, wynosi na światło (Mt 10,27).

 


1 2 3 4 5 6 7 8