Modlitwa o oddanie umierającego

Kilka lat temu, na początku roku 1999, głęboko mnie poruszyło, gdy wraz z siostrami św. Karola Boromeusz w Morawskich Budziejowicach stałem przy łożu umierającego P. Antonína Dvořáka SDB. Jak potrafiliśmy, staraliśmy się otaczać umierającego modlitwą, a jego intensywne oddychanie w moim odczuciu budziło silne wrażenie, że on z wielkim trudem zmierza ku czemuś wielkiemu i trudnemu, że naprawdę „pracuje” na moment śmierci. Po tym wydarzeniu przygotowałem wykład na temat obrzędu, którym chrześcijanie dawniej towarzyszyli swoim bliskim w ich umieraniu. Wiele z moich rozważań zainspirowałem książką kardynała Schönborna Droga przemiany, wydaną przez wydawnictwo CDK w Brnie w 1998 roku. Od czasu do czasu wracam do tych myśli i dalej się nimi zajmuję.

Tym razem chcę zwrócić naszą uwagę na tę modlitwę, która ma w wspomnianym rytuale oddania umierającego Panu centralne znaczenie, a w zasadzie nawet na jedno jedyne słowo, które stanowi istotę tej modlitwy.

Oddanie

Na początku warto zastanowić się najpierw nad tym, jak nazywany jest cały wspomniany obrzęd: ordo commendationis animae.1 Znaczenie łacińskiego słowa ordo badaliśmy w poprzednim numerze naszego czasopisma w artykule o trzecim zakonie (ordo tertius). W tej sytuacji słowo ordo oznacza porządek, który ma być zachowany, a więc sposób, kolejność. Działając według niego, możemy w tej wielkiej roli, jaką towarzyszenie umierającemu jest, nagle oprzeć się na doświadczeniu wielu pokoleń chrześcijan przed nami. Dodatkowo nazwa obrzędu mówi o duszy, o oddaniu animae, co odpowiada bezpośrednio przeżyciu fizycznemu, że podczas gdy ciało umierającego pozostaje wśród nas i po śmierci będzie przedmiotem naszej troski (przygotowania do pogrzebu i samego pogrzebu), żyjący człowiek jest czymś więcej niż tylko ciałem, a to „więcej” jest przedmiotem naszej troski za pośrednictwem modlitwy przy umierającym.

Niemniej jednak sedno nazewnictwa modlitw za umierającego spoczywa w łacińskim słowie commendatio. Możemy każdy według swojego językowego wyczucia rozważać, czy bardziej podoba nam się przetłumaczenie na polski: obrzęd powierzenia duszy czy obrzęd oddania duszy, ale bardziej owocne w tej chwili będzie uświadomienie sobie biblijnego kontekstu tego nazewnictwa całego obrzędu. Trzeba mieć na uwadze, że przy zajmowaniu się tekstami tych modlitw, że te modlitwy nie zostały ułożone „od zielonego stołu”, ale wytrysnęły z serc ludzi, którzy znali z pamięci psalm i mieli w pamięci mocno wryte także wiele innych tekstów biblijnych. Z tego „podłoża” intymnej znajomości Pisma (w jego łacińskim brzmiącym, używanym przez średniowieczny Kościół Zachodu) wyrosły modlitwy tych obrzędów.2 W tle tego oznaczenia ordo commendationis animae stoi niewątpliwie werset psalmu

Ps 31,6: In manus tuas commendo spiritum meum;
redemisti me, Domine, Deus veritatis.

W katolickim liturgicznym tłumaczeniu: „W twoje ręce powierzam swojego ducha, Panie, wierny Boże, ty mnie uwolnisz.” Jak jednak sugeruje łacińska wersja, o wiele częściej druga część psalmu jest rozumiana jako czynność, która już się wydarzyła, czynność przeszła. (Ten psalm jest jednym z tekstów, w których usilne prośby nieustannie przeplatają się i przechodzą z podziękowaniami za już udzielone zbawienie.) Tego tradycyjniejszego rozumienia podanego wersetu trzyma się również ekumeniczne tłumaczenie:

„Swojego ducha kładę w twoich rękach,
wykupiłeś mnie, Panie, Boże wierny.”

I tak ten werset modli się Kościół od wieków na zakończenie każdego dnia w komplecie. „Boże (w ciebie wierzę), w twoje ręce powierzam swoje życie.” Obecny używany tekst czeski, którym kontynuuje antifona, jest dość luźny: „Ty mnie prowadzisz i chronisz, wierny Boże.” Dosłowne użycie biblijnego wersetu w łacińskim lub „dominikańskim” brewiarzu: „Wykupiłeś nas, Panie, Boże wierny,” pomaga uświadomić sobie i wyznać, że Bóg nas nie tylko prowadzi i chroni jako swój lud, ale że zostaliśmy wykupieni i że mogliśmy to przeżywać też w tym konkretnym, właśnie kończącym się dniu.

Oddanie się w ręce Boże jest nieodłączną częścią naszego życia z Bogiem, dokonuje się właściwie każdym aktem wiary, modlitwą, w każdej sytuacji, gdy oddajemy Bogu swoje zaufanie i nie polegamy na sobie, swoim pomyśle, swoich siłach i na różnych swoich „zabezpieczeniach”. Uroczyste oddanie się następuje w chrzcie, a demonstracyjnym tego wyrazem w życiu Kościoła są śluby zakonne. A to oddanie się ogłaszamy zatem każdego wieczora przed udaniem się na spoczynek w komplecie i ma ono osiągnąć szczyt wieczorem naszego życia, w chwili naszego ostatniego oddechu. Tak to pokazuje również przykład samego Pana Jezusa:

Łk 23,46: Jezus zawołał donośnym głosem: „Ojcze, w twoje ręce oddaję swojego ducha!” A po tych słowach wyzionął ducha.

W wersji łacińskiej: „Pater, in manus tuas commendo spiritum meum!” Mamy tu więc bezpośredni cytat ze starotestamentowego psalmu, który już wspomnieliśmy.

Usługa bratu (siostrze)

Kardynał Schönborn używa – z dominikańskiego rytuału – dla tego obrzędu jeszcze szerszej nazwy: commendatio animae in transitu fratris, i tłumaczy ją: powierzenie duszy przy powrocie brata do domu.3 Wzmianka o tym, że chodzi o towarzyszenie bratu (lub siostrze), jakkolwiek pochodzi z środowiska klasztoru, gdzie zwroty „brat, siostra” są używane w codziennym kontakcie, przypomina nam nasze głębokie chrześcijańskie braterstwo poprzez wiarę i chrzest, co wyraźnie zostało wyrażone już w Nowym Testamencie. Obrzęd commendatio animae zakłada, że między umierającym a nami, którzy się wokół niego zgromadzili, istnieje więź wspólnej wiary, najczęściej również wcześniejszego wspólnego uczestnictwa w modlitwach i nabożeństwach, być może przez lata. Naszą modlitwą otaczamy kogoś, kto jest nie tylko „potrzebny”, ale także blisko związany z nami, a więc naszego brata, naszą siostrę.

W łacińskim tekście Dziejów Apostolskich spotykamy się z takim commendatio fratris, a właściwie w liczbie mnogiej fratrum. Tak więc do życia Kościoła należy również to, że jedni drugich powierzymy, oddajemy Panu. W dwóch miejscach ten wyraz został użyty przy opisaniu działalności św. Pawła.

Dz 14,23: W poszczególnych gminach po modlitwie i poście ustanowili starszych i powierzyli ich Panu, w którego uwierzyli.

Tak Łukasz podsumowuje zakładanie gminy chrześcijańskich w Małej Azji. A kiedy Paweł po raz ostatni żegna się z chrześcijanami z Efezu, używa tych słów:

Dz 20,32: A teraz powierzę was Bogu i słowu jego łaski, które ma moc budować i przynieść dziedzictwo (w społeczności) wszystkich uświęconych.

Pascha

Mówiąc zatem: oddawanie drugiego jest starożytną praktyką Kościoła. Komu umierającego swoją modlitwą powierzamy, to jeszcze na chwilę pozostawmy na boku. Byłoby szkoda przejść teraz bez zwrócenia uwagi, że dominikański rytuał określa umieranie brata jako jego transitus – dosłownie: przejście, rozumie się (od czegoś) do czegoś, na drugą stronę czegoś, przez coś.4 Może pamiętacie bardzo interesujący artykuł naszego ojca Ivana Bóg Hebrajczyków.5

Na tle całego Pisma wyjaśnił nam, że wszyscy przez wiarę jesteśmy Hebrajczykami, co oznacza wędrowców. A sam nasz Bóg jest „Bogiem Hebrajczyków”, Bogiem, który wzywa do wyjścia z każdego osiedlenia, do przechodzenia ku niemu, ku miłości. Wierzyć oznacza przechodzić. A przechodzenie to transitus. Takto to słowo spotykamy w bardzo ważnym miejscu Pisma, w relacji o przygotowaniu wieczerzy wielkanocnej i wyjściu Izraela z Egiptu:

Wj 12,11n.: ... bo to Pascha Pana (Przejście). On tej nocy przejdę przez ziemię egipską...

Gdzie indziej w Piśmie, wyraz transitus oznacza po prostu przejście przez dane terytorium. W 1 Kor 16,7 pisze święty Paweł: „Nie chciałbym się z wami zobaczyć tylko tak przelotnie (dosłownie: w sposób transitu)”, chodzi więc przy „transicie” o przejście bez dłuższych przystanków. A jeszcze gdzie indziej w Piśmie słowo transitus ma znaczenie niestabilności, niepewności życiowych losów: „Cieniem bowiem przejścia jest czas nasz...” (Mądrości 2,6; tak dosłownie w łacinie). Innym razem – w Ps 144,14 (według Wulgaty) – oznacza przymusowe przemieszczanie, od którego człowiek w swojej stałej tendencji do osiedlenia się pragnie być uchowanym. „Aby nie doszło do złamania murów ani do wygnania (transitus)...”, stoi w naszym współczesnym tłumaczeniu, ale łacińskie transitus dawało możliwość myśleć tu także o naszym odejściu z tego świata.

Jednoznacznie o tym mówi Katechizm Kościoła katolickiego: „Wszystkie sakramenty (...) mają na celu ostateczną paschę Bożego dziecka, która przez śmierć wprowadza je do życia w Królestwie” (czł. 1680).

Własny tekst modlitwy oddania

Ritus oddania umierającego zaczyna się zwołaniem braci lub sióstr i ich zgromadzeniem wokół łoża umierającego. Następnie recytowane są litanie do wszystkich świętych. Po modlitwie, która kończy litanie, w tekście rytuału stoi: „Następnie bezwzględnie mówi się tę modlitwę,” z czego wynika, że następująca modlitwa uważana jest za najważniejszą część obrzędu, która nigdy nie powinna być pominięta, choć w przeciwnym razie liczy się z tym, że ciąg modlitw podany w książce będzie w danym momencie w większości przystosowywany w zależności od tego, jak szybko umiera dana osoba i ile czasu na modlitwę mają ci, którzy są wokół niej. Tekst kluczowej modlitwy brzmi zatem:

Wyjdź, chrześcijańska duszo, z tego świata,
w imię Boga, wszechmogącego Ojca, który cię stworzył.
W imię Jezusa Chrystusa, Syna żywego Boga, który za ciebie cierpiał.
W imię Ducha Świętego, który w ciebie został wylany.
W imię aniołów i archaniołów.
W imię tronów i panstw.
W imię książąt i mocy.
W imię cherubów i serafów.
W imię patriarchów i proroków.
W imię świętych apostołów i ewangelistów.
W imię świętych męczenników i wyznawców.
W imię świętych mnichów i pustelników.
W imię świętych panien i wszystkich świętych i świętych Bożych.
Dziś niech będzie twoje miejsce w pokoju i twoje mieszkanie na świętym Syjonie.
Przez tego samego Chrystusa, naszego Pana.
Amen.

I ta modlitwa ma w znacznej mierze formę litanijności (nawet jeśli po poszczególnych wersach nie następuje głośna odpowiedź). Cały obrzęd rozpoczął się litaną do wszystkich świętych, teraz jest tutaj ta modlitwa, a także w innych modlitwach przy łożu umierającego spotykamy się z tym typem modlitwy. Jestem przekonany, że kryje się za tym doświadczenie i wielka mądrość. Umierająca osoba nie jest w stanie sformułować jakiejkolwiek modlitwy własnymi słowami, a nawet śledzenie spontanicznej modlitwy drugiego jest dla niej trudne, ponieważ to wymaga dużej dozy koncentracji, a w jej zmaganiach brakuje jej sił. Ale liturgia to modlitwa, która nieustannie płynie równomiernym, monotonnym tokiem, i chociaż umierający na chwilę „znika” i jej nie postrzega, kiedykolwiek po swoim przebudzeniu może znów łatwo do niej wejść.

Jakie jest biblijne tło tej modlitwy? Słowa, którymi wyrażona jest Boża działalność w poszczególnych osobach Trójcy, nie są cytatem z Pisma. Krótko wyrażają podsumowanie wiary Kościoła: tajemnicę Trójcy i tajemnicę zbawienia. Zauważalne jest, że podczas gdy obrzęd karmelitański kontynuuje zaraz wzmianką o aniołach, obrzęd oddania duszy przedstawiony w Rzymskim rytuale (czyli w podręczniku obrzędów dla całego Kościoła katolickiego) umieszcza między Trójcą a aniołami jeszcze werset: „W imię przeczystej i świętej Rodzicielki Bożej Panny Marii, w imię świętego Józefa, słynnego małżonka tej Panny.” Cóż, a karmelici, mimo wszelkiej swojej mariologicznej pobożności i jej szczególnej uwagi dla uwolnienia od mąk czyśćcowych (przypomnijmy na przykład tzw. bulę sobotnią), w tym momencie wyraźnie nie wspomnieli o Pannie Marii. To naprawdę interesujące. Nie byłoby aż tak trudno rozwiązać, dlaczego rzeczy rozwinęły się w ten sposób, ale do tego potrzeba by było jednak dokładniejszego badania i specjalistycznej biblioteki.

Przedstawiona czwórka: trony, panstwa, księcia i mocy, została zaczerpnięta z Kol 1,16, gdzie święty Paweł wymienia, że wszyscy rzeczy ziemskie i niebieskie są poddane Chrystusowi. Z aniołami i archaniołami oraz z cherubami i serafami jest podobnie w obu przypadkach: każdą z wymienionych kategorii niebieskich duchów znamy z Pisma, ale tak bezpośrednio w Biblii ich nie odnalazłem w parze. Cherubiny i serafiny stoją razem w starochrześcijańskim hymnie Te Deum (Boże, ciebie chwalimy).

Siła imienia

My dziś sformułowania „w imieniu” w codziennym życiu w ogóle nie używamy, znamy je tylko na początku nabożeństw i modlitw (przy znaku krzyża) lub z filmowych scen – jak aresztowanie: „W imieniu prawa...!” Nie zamierzam tutaj wnikać w szczegóły, tylko wskażę na trzy miejsca Pisma, z których będzie jasne, że Pismo ceni tę formułę wręcz bliską.

Dawid mówi Goliatowi: „Ty idziesz przeciwko mnie z mieczem, oszczepem i włócznią, ja zaś idę przeciwko tobie w imieniu Pana zastępów, Boga izraelskich, którego znieważyłeś” (1 Sam 17,45).

Potem, gdy psalmista opisuje wybawienie z ludzkiej nienawiści, z powodzi i sidła, kończy wyznaniem: „Nasza pomoc jest w imieniu Pana, on uczynił niebiosa i ziemię” (Ps 124,8).

A po pięćdziesiątnicy Piotr mówi chromemu człowiekowi: „W imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńczyka – wstań i chodź!” (Dz 3,6).

Jerozolima i pokój

Treść błogosławieństwa lub życzenia, które tutaj jest umierającemu wygłoszone, stoi aż na końcu litanii i jest cytacją Ps 76,3. Ale samo przypomnienie sobie, jak ten psalm znamy z modlitwy brewiarzowej, nie pomoże nam. Znane przez nas brzmienie: „Jego szałas jest w Salemie, jego przybytek na Syjonie” miało bowiem w łacińskiej Wulgacie inną postać: salem nie było rozumiane jako nazwa lokalna (choć w Rdz 14,18 Melchizedek, król Salemu, wychodzi na spotkanie Abrahamowi, a tradycja widziała w tym Salemie skróconą postać imienia Jeruzalem, i Melchizedek był uważany za kapłana wiecznego, por. Ps 110,4 i Hbr 5,10), ale było tłumaczone – w znaczeniu: pokój. Przyczyniały się do tego również uwagi na ogólny charakter psalmu. W naszym brewiarzu ten psalm jest opatrzony tytułem: „Dziękczynienie za zwycięstwo,” bardziej odpowiada mi tytuł: „Zwycięski hymn po zniszczeniu nieprzyjaciół.”6 W Wulgacie wręcz umieszczono tytuł, który powiązał ten psalm z konkretnym zwycięstwem nad Asyryjczykami (por. 2 Król 19 i Iz 37). Widzimy tu Pana jako tego, kto całkowicie paraliżuje wszelką potęgę wojenną nieprzyjaciela, kto niszczy wrogie broń, tak że przeciwnik milknie, ogarnięty zachwytem. Do tego obrazu dobrze pasuje nie tylko wyobrażenie, że Pan mieszka w Jerozolimie (oblężonej przez Asyryjczyków), ale właśnie także to wyobrażenie, że sam Pan jest w pokoju, podstępy nieprzyjaciół do niego w żaden sposób nie dotrą, oraz że zaprowadził pokój w miejsce swojego przebywania, oblegane miasto mogło ponownie odetchnąć, uwolnione od wroga. Byłoby dla nas dobrze podać tekst psalmu w szerszym zakresie:7

Znany jest w Judztwie Bóg,
w Izraelu wielkie jest jego imię.
A pokojowym stało się jego miejsce,
a jego przybytek na Syjonie.
Tam złamał siły łuków,
tarcze, miecz i wojnę.

Umieszczone w modlitwie oddania umierającego odnosi się zatem do błogosławieństwa lub życzenia dla umierającego, którego treścią jest zarówno dojść do odpoczynku w pokoju8 jak i dojść przed oblicze Boże, na Syjon. Ten, kto zna cały psalm, uświadomi sobie również, że w tym właśnie wersecie niewypowiedziane: tego pokoju i przebywania na Syjonie osiąga się przez Boże zwycięstwo. A fakt, że ten psalm modlimy się w „dziennych modlitwach Kościoła” (breviarzu) co drugą niedzielę (podczas modlitwy w ciągu dnia), uczy nas łączyć ten psalm i jego pojedynczy werset z wielkanocnym zwycięstwem Bożym i Jezusa. Jego śmierć i zmartwychwstanie są jak przetartą ścieżką, przez którą chcemy, aby przeszedł także umierający, za którego się modlimy. A stojąc na początku tego życzenia umierającemu słowo „Dziś... (niech twoje przebywanie...)” nie możemy nie wspomnieć o tym „dziś”, które obiecuje Pan Jezus na krzyżu skruszonemu złoczyńcy: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze mną w raju.” (Łk 23,43).

„Niezmiennie jest mnóstwo tych, którzy się na nas patrzą!” (Hbr 12,1)

Obiecałem wrócić jeszcze do kwestii, komu umierającego oddajemy. Oczywiście Panu, Bogu w Trójcy. Ale nie można pominąć w tym ani w innych modlitwach obrzędu tego ogólnego scenerii, w której odbywa się ten transitus umierającego. Nikt nie jest izolowanym indywiduum: odchodzi jeden z nas, więc wokół niego gromadzi się nasza wspólnota, odchodzi do Pana, ale do Boga otoczonego zastępem aniołów i świętych, którzy stoją przed Bogiem – w służbie i chwale. I ci także są wzywani, aby towarzyszyli umarłemu przed Bożym obliczem, szczęśliwie go przyprowadzili. Podczas tego przejścia uwzględnia się również (już ostatnie) podstępy Nieprzyjaciela zbawienia i jego gromady. W jednej z modlitw, które w obrzędzie podążają dalej, to jest wyrażone gruntownie, szeroko i jednocześnie poetycko, ale to już materiał na inny artykuł.

Wyjście

Pozostaje nam skoncentrować uwagę – jak już wspomniałem na początku – na jedno słowo, które nazwałem jądrem przedstawionej modlitwy, a mianowicie na słowo: „Wyjdź.” Kiedy rozważamy precyzyjny sens tego wezwania, zaskakuje nas różnorodność znaczeniowych odcieni, z jakimi spotykamy się w poszczególnych tłumaczeniach tej modlitwy na polski. Wspomniana książka kardynała Schönborna tłumaczy: „Wyjdź, chrześcijańska duszo,...” Dawne modlitewne książki diecezji brneńskiej, które szczegółowo przedstawiają całe „Oddanie umierającego”, tłumaczą z kolei: „Idź,...”9 Stary barokowy przekład brzmi: „Idź i odnieś się, ukochana duszo,...”10

W łacińskim oryginale stoi: „Proficiscere.” Dokładnie w takim kształcie – trybie rozkazującym – znajdziemy ten zwrot w Piśmie trzy razy. W Rdz 24,51 na prośbę sługi Abrahama, aby Rebeka stała się żoną Izaaka, Laban i Betuel odpowiadają: „Weź ją i idź, aby stała się żoną twojego pana.” Gdy ma sobie szukać żony, Izaak mu nakazuje: „Odejdź do Płaskowyżu Aramów...” (Rdz 28,2). A prorok Gad wysyła Dawida: „Nie zostawaj w skalnej ukrytej. Odejdź do ziemi judzkiej” (1 Sam 22,5). Inne formy tego czasownika znajdziemy w Piśmie w wielu innych miejscach. Często występuje w opowieściach o patriarchach w Rdz, ale przede wszystkim w Księdze Liczb przy opisie wędrówki Izraelitów przez pustynię. Język łaciński Pisma jest na stałe obecny, pojawia się zarówno w całym Starym Testamenta, jak i w księgach nowotestamentowych.

Dla porównania do sytuacji umierania ma znaczenie, że to czasownik oznacza wyjście na długą drogę – czy to rzeczywistą (jak na przykład podróże świętego Pawła i Barnaby, opisane w Dziejach), czy też umyslową – jak gospodarz, który wynajął winnicę złym winiarzom (Mat 21,33n.) oraz człowiek, który przed swoim powrotem powierzył swój majątek w hrywna swoją służbie (Mat 25,14 n.).

A ponadto istotne jest dla nas, że za pomocą tego czasownika nie oznaczono tylko przejścia z jednego miejsca na drugie, ale także moment, w którym ta droga się zaczyna. Tak w tym słowie wyrażone są również trudy i wysiłki, które takie „oderwanie się z miejsca” przedstawia. Nie chodzi o jakieś nieokreślone „ubieranie się”, ale o przejście z pozostawania w jednym miejscu do ruchu.

Oprócz tych dwóch ogólnych znaczeniowych odcieni należy jeszcze wspomnieć o dwóch konkretach z Pisma, gdzie występuje forma tego czasownika. Kiedy Pan zabił dziesiątą plagą w Egipcie wszystko pierworodne, faraon jeszcze tej samej nocy kazał Izraelitom odejść. „Izraelici wyalizowali z Ramesesu do Sukotu, około sześciuset tysiąc pieszych mężczyzn, oprócz dzieci” (Wj 12,37). To moment wyjątkowego znaczenia w historii ludu Bożego. Pascha jest najpierw momentem wyjścia.

W I Liście Piotra pisze się o Panu Jezusie: „On odszedł do nieba, jest po Bożej prawicy, a są mu poddane anioły, moce i siły” (1 Ptr 3,22). Tak więc wyjście ma tu bezpośrednio sens wyjścia do nieba. Wzmianka o aniołach, mocach i siłach jest już nam bliska.

Moje rozważania na temat wezwania: „Wyjdź, chrześcijańska duszo,” i jego biblijnego podłoża zakończył P. Ivan, gdy mówiąc o tych myślach, poodkrywał mi hebrajski rodowód wyrażenia, którym się zajmowaliśmy. Według P. Ivana hebrajskie czasownik, który stoi w oryginalnym tekście, oznacza dosłownie „wyciągnąć”, i to namiotowe kolce z ziemi. Podobne słowo ma także akadyjski. Oznacza to więc wyruszenie w podróż, oderwanie się z miejsca, gdzie Izrael (lub ten, o którym mowa) przebywał tylko tymczasowo.

Tryb rozkazujący

Nie możemy również pominąć, że modlitwa, którą się zajmujemy, używa trybu rozkazującego czasownika. Właściwie to ci, którzy się modlą, rozkazują umierającemu. „Wyjdź!” A więc nie proszą: „Zostań,” ani nie zwracają się do Boga: „Zatrzymaj nam go!...” Już mówiłem o tym, że umieranie, dzięki któremu zaczynałem zajmować się tymi wszystkimi myślami, działało na mnie jak kierowanie ku czemuś wielkiemu, nie jak opadanie w nicość. I to nie tylko moje odczucie, inni także opowiadali mi, jak u łożyska umierającego człowieka, którego bardzo kochali, wyraźnie dostrzegali, że teraz należy go oddać, nie zatrzymywać.

Dalszy ciąg...

Możemy na koniec znów wziąć do ręki katechizm, aby porównać nasze myśli i ewentualnie przyjąć inspiracje do dalszego rozważania i modlitwy w tej kwestii. Zwrócę uwagę na dwa jego artykuły. O obrzędach pogrzebowych katechizm mówi:

„Kościół, który sakramentalnie nosił chrześcijanina podczas jego ziemskiej wędrówki jako matka w swoim łonie, towarzyszy mu na końcu jego wędrówki, aby go przekazać „do rąk Ojca”. Oddaje Ojcowi w Chrystusie dziecko swojej łaski i w nadziei składa w ziemi nasienie ciała, które zmartwychwstanie w chwale” (czł. 1683).

A o przygotowaniu się na nasze własne umieranie: „Kościół wzywa nas, abyśmy przygotowywali się na godzinę naszej śmierci („Od nagłej i niespodziewanej śmierci wybaw nas, Panie” – litania do wszystkich świętych), abyśmy prosili Matkę Bożą, aby wstawiała się za nami „w godzinie naszej śmierci” (Zdrowaś Maryjo), oraz abyśmy powierzali się świętemu Józefowi, patronowi szczęśliwej śmierci” (czł. 1014).