Owocem wiary jest miłość.

P. Vojtěch Zieba

Wykład III.

 

1. W dalszym rozmyślaniu chcemy zastanowić się nad rzeczywistością wiary i jej konsekwencjami dla naszego życia. Te konsekwencje są bardzo konkretne i dotyczą całej ludzkiej istoty, ponieważ – jak mówi Matka Teresa – owocem wiary jest miłość. Dlaczego tak jest?

2. Jak już o tym mówiliśmy, wiara łączy człowieka z Bogiem, ponieważ jest jego poznawaniem w sensie głębokiego osobistego związku z nim. W wierze chodzi przede wszystkim o relację między osobami – między Bogiem, który objawia się nam w swojej miłości, a człowiekiem, który odpowiada na Boże objawienie. Nic dziwnego, że pełne i ostateczne spełnienie objawienia Bożego i wiara, która jest odpowiedzią na nie, prowadzą do miłości. Kiedy ta miłość się pojawia, wiara staje się całkowicie naturalnie bliskością z Bogiem, co powoduje, że człowiek dobrowolnie i z pełnym oddaniem zaufa Mu bez reszty. Prawdziwa wiara prowadzi do synowskiego związku z Bogiem, naszym Ojcem, którego tak codziennie wzywamy w modlitwie Ojcze nasz.

3. Abraham w Biblii nazywany jest ojcem naszej wiary. Jego wiara jest udokumentowana przykładami i próbami. Abraham wierzył, a dlatego posłuchał, gdy został powołany, aby udać się do ziemi, którą miał dostać w dziedzictwo, i wyruszył w drogę, choć nie wiedział, dokąd idzie. Wierzył, a dlatego żył w ziemi obiecanej jako cudzoziemiec, mieszkał w namiotach z Izaakiem i Jakubem, dla których również obowiązywała ta sama obietnica, i kierował nadzieję ku miastu o solidnych podstawach, którego budowniczym i twórcą jest sam Bóg. Również Sara wierzyła, a dlatego przyjęła od Boga moc, aby stać się matką, mimo że już przekroczyła swój czas; mocno wierzyła temu, kto jej dał obietnicę. Tak z jednego mężczyzny, a to już starca, powstało wielu potomków, jak niezliczone są gwiazdy na niebie i jak piasek na brzegu morza. W wierze umarli wszyscy ci, choć na spełnienie obietnic się nie doczekali, tylko z daleka je dostrzegali i pozdrawiali wyznając, że są na ziemi tylko cudzoziemcami i przybyszami. Tym wyrażają, że pragną swojej prawdziwej ojczyzny. Gdyby mieli na myśli ziemię, z której wyszli, mieli możliwość powrotu. Ale oni pragnęli lepszej ojczyzny, niebieskiej. Dlatego sam Bóg nie wstydzi się nazywać się ich Bogiem. Przecież przygotował dla nich swoje miasto. Abraham wierzył, a dlatego poszedł ofiarować Izaaka, gdy został poddany próbie. Swojego jedynego syna był gotów ofiarować, mimo że otrzymał obietnicę i powiedziano mu: „Z Izaaka będzie pochodzić Twoje potomstwo. Liczył się z tym, że Bóg może wskrzesić nawet umarłych. Dlatego odzyskał Izaaka jako zapowiedź przyszłego zmartwychwstania [Chrystusa]” (Hebr 11,8–19).
Jezus również wzywa, abyśmy ufali Bogu na tyle, by porzucić wszystko i iść za Nim. I obiecuje, że ci, którzy Mu tak zaufają, nie będą zawiedzeni: „Każdy, kto opuścił domy lub braci i siostry, matkę lub dzieci albo pola dla imienia mego, stębili razy więcej otrzyma i będzie miał udział w życiu wiecznym” (Mt 19,29). Kto nie ufa, nigdy nie doświadczy tej Bożej hojości. Ale ten, kto ogarnięty Bożą miłością zaufa Bogu, uwierzy w Jego obietnice i wyruszy za Nim, tak jak uczynił to Abraham, gdy usłyszał Boże wezwanie, doświadczy spełnienia Bożych obietnic, a jego serce napełni się miłością i wdzięcznością. „My miłujemy, ponieważ On pierwiej nas umiłował” (1 Jan 4,19). Doświadczenie wiary spełniającej się w Bożej miłości nie może jednak opierać się na „kuszeniu Pana Boga” i oczekiwaniu widocznych znaków Bożej prawdomówności. Nie opuszczamy wszystkiego, aby otrzymać stokrotną nagrodę. Tego rodzaju kalkulacja nie jest odpowiednia dla Pana Boga. Nie zależy Mu na tym, aby z nami bawić się w kupieckie obliczenia, zależy Mu na naszym sercu otwierającym się na Jego głos, na naszej całkowitej oddaniu, na bezinteresownej ufności w Jego miłość, która nie zostawi nas bez pomocy. Nagroda jest jakby na bocznej drodze, nie o nią chodzi, nie jest celem samym w sobie. Jest wręcz pewnym zaskoczeniem, ponieważ nie myśli o niej ten, kto oddał się Bogu i idzie za Jego głosem. W tym doświadczeniu Bożej miłości wielką rolę odgrywa modlitwa, w której Bóg objawia się człowiekowi. Dzięki temu, że Bóg się objawia, człowiek w wierze poznaje wielkość i piękno samego Boga, poznaje Jego wielkie dzieła, poznaje wszystko, co dla niego uczynił, gdy go stworzył i obdarzył wszelkim dobrem – zarówno materialnym, jak i duchowym, gdy go miłuje mimo jego grzechów, a w końcu wysłał swojego Syna, aby nas zbawił na krzyżu, umierając za mnie i za ciebie, za każdego z nas osobiście i bez wyjątku. Kiedy człowiek w modlitwie głębiej rozmyśla o Bożej wielkości i Jego miłości, nie tylko pogłębia swoją wiarę. To poznanie tak bardzo przekracza wszystko, co człowiek doświadczył, że ludzkie serce musi się ku niemu zwrócić i przywiązać do niego.

4. Kiedy tak łączymy się z Bogiem w dobrem i złu, nawiązując z Nim bliski związek, zaczynamy się do Niego upodabniać. To nie jest trudne do zrozumienia. Znamy to przecież z codziennego życia: „Powiedz mi, z kim się stykasz, a powiem ci, jaki jesteś. A ponieważ Bóg jest miłością, miłość zaczyna wnikać w nas”. Jezus wzywa tych, którzy w Niego wierzą, aby Go naśladowali. Dla prawdziwie wierzącego stanie się po prostu potrzebą serca, aby poznawszy tak wielką miłość, odpowiedzieć na nią miłością i naśladować w niej Tego, który nas tak hojnie obdarzył. Kto poznaje Boga, musi być oczarowany Jego miłością, Jego wielkością, Jego dobrocią i w końcu zaczyna kochać nie za coś, ale dla Niego samego. To urzeczenie przechodzi z wnętrza na zewnątrz – wynika to z ludzkiej natury, że człowiek pełen miłości, radości, entuzjazmu, szczęścia, musi się tym podzielić z innymi. W przeciwnym razie jego miłość, radość, entuzjazm, szczęście nie są pełne, czegoś im brakuje, więdną i maleją, jeśli nie są rozdawane innym. Ten, kto doświadczył wielkiej miłości, pragnie podzielić się swoim szczęściem, pragnie również kochać. Św. Jan mówi: „Każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i Boga zna. Kto nie miłuje, nie poznał Boga, ponieważ Bóg jest miłością” (1 Jan 4,7–8).

5. Aby człowiek mógł naprawdę kochać, musi najpierw do tego dorosnąć. Jezus, gdy zaczął nauczać, powiedział: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,15). Wiara zatem potwierdza się przez przemianę serca i świadomości, co prowadzi do zmiany życia, powoduje odwrócenie się od grzechu, który jest zaprzeczeniem miłości, i zwrócenie się do Boga, który jest samą miłością. Wiara musi zatem być w stałym rozwoju. Nikt jej nie osiągnie raz na zawsze, jako niezmienną, trwałą wartość, którą nic nie podważa ani nie zagraża. Przeciwnie, wiara musi być stale umacniana. Może niepokoić nasz intelekt, budząc ciągle nowe wątpliwości i pytania. Z drugiej strony wymaga ciągle nowych moralnych decyzji, konkretnych postaw i czynów zgodnych z wiarą, wymaga stałego procesu nawrócenia. Wiara rozwija się i umacnia w tej mierze, w jakiej potrafimy działać według naszego sumienia. Przeciwnie, zanika, umiera i staje się jedynie formalnością lub całkowicie zniknie, gdy działamy wbrew naszemu sumieniu. Albo człowiek żyje w zgodzie z swoją wiarą, albo zaczyna wierzyć tak, jak żyje. Nie jest trudno domyślić się, co się zgadza z „uczestnictwem wiary w Bożym zamiarze”. Chodzi w niej o „miłość z czystego serca, z dobrego sumienia i ze szczerej wiary” (1 Tym 1,4–5).

6. Poprzez wiarę, która polega również na spełnianiu woli Bożej, stajemy się członkami Bożej rodziny, w której Bóg jest naszym Ojcem, a Jezus naszym bratem. Poprzez wiarę Jego Matka staje się również naszą matką, a do tej rodziny należą także inni ludzie, nasi bracia i siostry.
Wiara nie polega na słowach, ale na czynach. Działać w zgodzie z wiarą w Jezusa oznacza przede wszystkim działać w zgodzie z miłością do bliźniego. Kto by nie działał zgodnie z przykazaniem miłości Jezusa, nawet jeśli mówi, że wierzy, „jest kłamcą, a prawda w nim nie jest” (1 Jan 2,4). Wiara bez czynów jest martwa (por. Jak 2,26), wiara bez miłości nie jest niczym (por. 1 Kor 13,2). Gdyż w Chrystusie ma znaczenie tylko wiara, która objawia się miłością (por. Gal 5,6).

7. Ta wiara odsłania nam obecność Chrystusa w drugim człowieku, zwłaszcza kiedy jest potrzebujący. To ona nas w sposób szczególny skłania do miłości. Wierzymy, że On nas umiłował tak wielką miłością, że oddał za nas życie. Co może być odpowiedzią na tak wielką miłość, jeśli nie miłość? To i dzisiaj On cierpi w tych najuboższych. Jak będzie wyglądać odpowiedź naszej wiary? Czy przejawi się miłością? Matka Teresa mówi: „Jest mało wiary, ponieważ na świecie jest zbyt wiele egoizmu i zbyt duża część zysku wykorzystywana jest tylko na własne potrzeby. Wiara znowu, aby była prawdziwa, musi być połączona z miłością, która obdarowuje. Miłość i wiarę nie można rozdzielać. Ludzie sobie nie uświadamiają, że stracili wiarę. Wierzę, że gdyby ludzie byli przekonani, że człowiek, który leży w błocie, jest ich bratem lub siostrą, coś by dla niego uczynili. Ludzie nie wiedzą, co to współczucie. Nic nie wiedzą o człowieku. Gdyby to bowiem wiedzieli, natychmiast zrozumieliby wielkość nędzarzy, którzy wegetują na ulicach, i zwróciliby się do nich z miłością. Ta miłość znowu z pewnością spowodowałaby, że zaczęliby służyć tym ubogim.”

„W Piśmie Świętym czytamy o tym, jak Bóg troszczy się o świat, czytamy tam również, że Bóg tak umiłował świat, że dał swojego Syna, Jezusa Chrystusa, który stał się jednym z nas, aby przynieść nam radosną nowinę, że Bóg jest miłością, że Bóg kocha ciebie i mnie. Bóg pragnie, abyśmy wszyscy się kochali, tak jak On kocha każdego z nas. Kiedy patrzymy na krzyż, wszyscy zdajemy sobie sprawę, że Jezus nas bardzo umiłował. Kiedy patrzymy na Eucharystię, uświadamiamy sobie, jak bardzo Jezus nas kocha i dzisiaj. Dlatego właśnie stał się chlebem życia, aby zaspokoić naszą tęsknotę za Jego miłością, a jednocześnie, jakby Mu to było jeszcze mało, stał się głodnym, nagim, bezdomnym, abyśmy – ty i ja – mogli zaspokoić Jego pragnienie naszej ludzkiej miłości. Przecież dlatego zostaliśmy stworzeni. Zostaliśmy stworzeni, aby kochać i być kochani.”

 


1 2 3