Terezie z Lisieux i Matka Boží (część 3)

Siostra M. Milada od Zbawiciela świata OCD

Następstwo Marii

W ostatnich latach swojego życia Teresja wzrasta w podstawowych postawach Matki Bożej, staje się naprawdę „dzieckiem, które podobne jest do swojej matki”.

Maria – wzór miłości

Przede wszystkim u niej uczy się żyć miłością; kontemplując ją, pisze jedną z najdoskonalszych definicji miłości:

„Mario, kochasz nas tak, jak Jezus nas kochał
i z racji nas przyjmujesz oddalenie od niego.
Kochać znaczy dać wszystko i dać siebie samego”

(TB 54, 22).

„Kochać znaczy dać wszystko i dać siebie samego” – gdy Teresja to zrozumie, całkowicie ofiarowuje się Bogu w akcie ofiarowania, który składa przez ręce Maryi: „Nareszcie ofiaruję ci, błogosławiona Trójco, miłość i zasługi świętej Panny, mojej ukochanej Matki. Jej składam mój akt ofiarowania i proszę ją, aby ci go podała” (TM 6).28 W tym czasie całkowicie przyjęła swoją biedę i nikłość, niezdolność do zbawienia się sama. Poznała, że jest podobnie jak Maria „nikłą służebnicą” (por. Łk 1,48). To poczucie biedy staje się jednak dla Teresji bogactwem, ponieważ rozumie, że od niego zależy zdolność przyjęcia Boga. Tylko w doskonałej biedzie dochodzi do przekształcającego zjednoczenia, tylko wtedy, gdy jesteśmy „niczym”, Bóg może dać swoje „wszystko”. Teresja jest pełna zaufania – Pan sam musi ją zbawić i przekształcić w siebie, spalić jako całopalenie swoją miłością. A Bóg cieszy się, może dać się za darmo, wynika to z jego natury. I Matka Boża przyjęła dar Niepokalanego Poczęcia całkowicie za darmo, nie uczyniła nic, aby go otrzymać. To prowadzi ją do pokory, która przyciąga Pana:

„Rozumiem, Niepokalana, że twoja dusza
Panu jest droższa niż raj,
a twoje serce, które jest doliną cichą i pokorną,
może pomieścić Jezusa, Oceanu Miłości.

Kocham cię, Mario, gdy nazywasz się służebnicą
Boga, którego zdobyłaś swoją pokorą.
Tą cenną cnotą stajesz się wszechmocna
i na swoje serce przyciągasz Trójcę”

(TB 54, 3–4).

Podobnie Teresja, gdy z tymi samymi dyspozycjami oddaje się Jezusowi, dostrzega, jakie oceany miłości ją ogarnęły. Jak Maria wychwala, że Bóg „uczynił wielkie rzeczy” (Łk 1,49). „Moja kochana matko, pozwoliłaś mi tak ofiarować się Panu Bogu, wiesz, jakie rzeki, a raczej oceany łask zalały moją duszę...” (Rk A 84r/AS 172). Tę pełnię miłości Bóg ofiarowuje człowiekowi, który się mu całkowicie oddaje.

Współuczestnictwo w tajemnicy Wcielenia

  1. Dzięki Maryi przyjmujemy Eucharystię: Pokora Maryi przyciąga pokornego Jezusa, który przy swoim narodzeniu staje się całkowicie zależny od swojego stworzenia. To wielkie poniżenie Słowa Bożego Teresja wychwala już w swoim pierwszym wierszu. Wraz z tradycją kościelną zdumiewa się, że nowo narodzony Zbawca świata potrzebował do życia maryjnego mleka. Teresja śledzi „ścieżkę” tego mleka i dociera do Eucharystii, której sama potrzebuje, aby mogła żyć życiem Jezusa. Narodzony Jezus jest jak „świeże pączek” i „kwiat ledwo rozkwitły” orzeźwiany rosą, którą jest maryjne panieńskie mleko („twoja rosa jest jej mlekiem panieńskim”). To panieńskie mleko Teresja widzi następnie w jego przelanej krwi („twoja boska krew jest mlekiem panieńskim”) i w Eucharystii („chleb anielski jest mlekiem panieńskim”). Tak poznaje, że dzięki Maryi może przyjmować Jezusa („Hostia moja biała jest mlekiem panieńskim”) (TB 1).29

  2. Maria usposabia nas do przyjęcia Eucharystii: Maria nie tylko daje nam Eucharystię, ale również uczy, jak ją prawidłowo przyjmować. Jej zjednoczenie z Jezusem jest dla nas przykładem do tego samego zjednoczenia. Dlatego Teresja przed świętym przyjęciem prosi: „Wyobrażam sobie swoją duszę jako wolną ziemię i proszę świętą Pannę, aby usunęła gratów, które mogłyby jej przeszkadzać, aby była wolna. Potem proszę ją, aby sama postawiła szeroki namiot, godny nieba, aby go ozdobiła swoimi własnymi klejnotami, a następnie zapraszam wszystkich świętych i aniołów, aby przyszli zorganizować wspaniały koncert. Wydaje mi się, że gdy Jezus zstępuje do mego serca, jest zadowolony z tak dobrego przyjęcia, a ja również jestem zadowolona...” (Rk A 79v–80r/AS 164).

  3. Jak Maria możemy stać się nosicielami Chrystusa: Matka i córka zatem przyjmują do siebie Jezusa – Baranka z identycznymi dyspozycjami:

    „Matko kochana, ja w swojej małości
    mam w sobie tego, który w tobie jest Wszechmogący.
    I chociaż jestem słaba, nie boję się:
    skarby matki przechodzą na dzieci
    a ja jestem twoją córką, ukochana Matko.
    Moje są twoje cnoty, ma je twoja miłość!
    A kiedy Hostia biała zstępuje do mego serca,
    wtedy Jezus Baranek wierzy, że w tobie odpoczywa!”

    (TB 54, 5).

    Dzięki temu Jezus może również pozostawać w Teresji jak w Maryi, gdy nosiła go w swoim matczynym łonie. Obie przyjęły „niewysłowny skarb pannictwa” (TB 54, 3), co jest „rodzimą ziemią Jezusa” (por. DT 122);30 dlatego obie mogą posiadać w sobie „Syna równego Ojcu” (TB 54, 4), jedna poprzez tajemnicę Wcielenia, druga poprzez trynitarne przebywanie i szczególnie poprzez przyjmowanie Eucharystii. To było jednym z najgłębszych pragnień Teresji, o co prosi również w akcie ofiarowania się miłosiernej miłości: „Pozostań we mnie jak w świątyni...” (TM 6). Rozumie, że może stać się matką jak Maria, dzięki Jezusowi, którego w Hostii może u siebie przyjąć.

  4. Księża muszą uczyć się od Maryi: Delikatności i wrażliwości, jakie były między Panną a jej narodzonym Synem, muszą według Teresji szczególnie uczyć się kapłani:31 „Ó Mario, słodka Królowo Karmelu, to ty, komu powierzam duszę przyszłego księdza, którego jestem niegodną małą siostrą. Pokaż mu już, z jaką miłością dotykałaś Bożego Dziecięcia Jezusa i zawijałaś go w pieluszki, aby mógł pewnego dnia wystąpić do świętego ołtarza i trzymać w swoich rękach Króla niebieskiego. Proszę cię jeszcze, abyś zawsze chroniła go w cieniu swojego panieńskiego płaszcza, aż do szczęśliwego momentu, gdy opuści to dolinę łez i będzie mógł przyglądać się twojej urodzie i radować się przez całą wieczność z owoców swojego wspaniałego apostolatu!” (TM 8).32 Podobnie pisała do swojej siostry: „Celino, przyjdź, w tym roku musimy zdobyć wielu księży, którzy potrafią kochać Jezusa... i którzy dotykają go tak delikatnie jak Maria, kiedy go głaskała w kołysce...!” (DT 101).33

Z Marią u stóp krzyża

Jak Matka Maria różnymi sposobami uczestniczy w cierpieniu swojego jedynego Syna na krzyżu. Zgadzając się na jego ofiarowanie:

„Mario, na szczycie Kalwarii ukazujesz się obok krzyża jak kapłan przy ołtarzu”
(TB 54/23).

Tam przebija duszę miecz, tam z bólem rodzi swoje pozostałe dzieci.

Teresja zagłębia się w to tajemnictwo, uczestniczy w macierzyństwie Marii u krzyża, ponieważ ta Panna nie trzyma tytułu matki zazdrośnie tylko dla siebie, przyjmuje jego wywłaszczenie:

„Kiedy grzesznicy słuchają nauki
tego, który chce ich przyjąć do nieba:
z nimi jesteś, Mario, na wzgórzu.
Ktoś oznajmia Jezusowi, że chcesz Go zobaczyć;
a twój Boski Syn w obecności całego tłumu
ukazuje nieskończoną miłość, którą dla nas ma:
‚Kto jest moim bratem, siostrą i matką,’ mówi,
‚jeśli nie ten, kto spełnia moją wolę?'

Panno Niepokalana, najsłodsza Matko,
słyszeć Jezusa nie jest dla ciebie smutne wcale,
przecież radość sprawia ci, że dajesz zrozumieć,
że tutaj na dole jego rodziną są nasze dusze.
Tak, cieszysz się, że dajesz życie
i nieskończone skarby boskości.
Czy można cię nie kochać, moja droga Matko,
za tyle miłości i za tyle pokory?”

(TB 54, 20–21).

Po raz pierwszy mogła to przeżyć jeszcze przed wstąpieniem do Karmelu. Gdy widzi obraz Ukrzyżowanego Jezusa, kontempluje Jego przelaną krew i otrzymuje jedną z wielkich łask: „Postanowiłam, że w duchu będę przebywać pod krzyżem i zbierać boską rosę, która z niego spływa. Zrozumiałam, że potem będę musiała rozlewać ją na dusze...” (Rk A 45v/AS 96–97). To zdarzenie oznacza początek jej duchowego macierzyństwa, którego owocem jest pierwsze dziecko – grzesznik Pranzini. Swoją płodność czerpie ze zjednoczenia z ukrzyżowanym Jezusem. W próbie wiary jej macierzyństwo podobnie jak u Marii rozszerza się na wszystkich ludzi.

Próba wiary przeżywana z Marią

Teresja dostrzega, że chociaż relacja między Marią a jej Dzieckiem była relacją intymną, była jednak przeżywana w wierze. Kładzie na to duży nacisk. Jezus był jednocześnie jej Dzieckiem i jej Bogiem, owocem jej życia, ale także jej Stworzycielem i Odkupicielem. Tak relacja między Marią a Jezusem jest również relacją między wierzącym a jego Bogiem. W czasie, gdy kaznodzieje opierający się na apokryfach wypełniali życie Marii nadzwyczajnymi łaskami, Teresja przeciwnie, wskazuje na podstawie ewangelii duchową biedę Marii, gdy twierdzi, że „żyła z wiary jak my” (ŻS 21.8.3/VŻ 117). Jest przekonana, że zarówno dla niej wiara była ciemna i bolesna, wystawiana na próby przez samego Jezusa. Dowodzi to na ewangelicznej epizodzie znalezienia Jezusa w świątyni, gdy Maria z Józefem szuka Go przez 3 dni:

„Ó Matko, twój Syn czyni cię wzorem
dla tego, kto Go w nocy szuka z wiarą”

(TB 54, 15).

Prawdziwym wygnaniem dla Panny nie jest ucieczka do Egiptu, gdzie miała Jezusa (co jest prawdziwą własnością):

„Wierzę, Mario, że w ziemi egipskiej,
twoje serce w radosnej biedzie pozostanie.
Czyż Jezus nie jest najpiękniejszym skarbem?
Co oznacza wygnanie, gdy niebo posiadasz?
Lecz w Jerozolimie doświadczasz wielkiego bólu,
który zalewa twoje serce jak szerokie morze:
Jezus uchodzi twojej delikatności
na trzy dni
, i to jest prawdziwe ciężkie wygnanie!”

(TB 54, 13).

Prawdziwym wygnaniem jest utrata Jezusa, która jest ostateczna w czasie Jego śmierci: „Pozostajesz w wygnaniu, Królowo męczenników, / za nas oddajesz całą krew swojego serca!” (TB 54, 23). Jednak ciągłą pewnością Teresji jest to, że to sam Jezus przygotowuje próby dla tych, których najbardziej kocha.

„Niebiański Król chciał, aby Matka jego
była w głębokiej nocy z niepokojami w sercu,
czy dobrze, Mario, cierpieć tutaj na ziemi?
Cierpieć z miłości to najczystsza radość!
Jezus może zabrać to, co mi dał:
nie będzie mi żal, tylko mu to powiedz.
Nawet gdy się ukryje, będę umiała na niego czekać,
dopóki w niebie nie zgaśnie moja wiara”

(TB 54, 16).

Cierpieć z miłości to najczystsza radość w ostatnim okresie życia również dla Teresji: „W ciągu roku zrobiłam więcej aktów wiary niż przez całe swoje życie. (...) Mówię Mu, że jestem szczęśliwa, że nie cieszę się z tego pięknego nieba na ziemi, aby On je otworzył na wieki ubogim niewiernym. (...) Czy jest jakaś większa radość niż cierpieć z miłości do Ciebie? (...) Im bardziej cierpienie jest wewnętrzne, im mniej widoczne dla oczu stworzeń, tym bardziej cię cieszy, mój Boże! Ale nawet gdybyś – co jest niemożliwe – nie wiedział o moim cierpieniu, byłabym przecież szczęśliwa, że cierpię, gdybym mogła zapobiec lub pojednać choćby jeden jedyny grzech przeciwko wierze...” (Rk C 7r/AS 207). Ona również jest gotowa podczas przeżywania tej Kalwarii przelać „ostatnią kroplę swojej krwi” (Rk C 7r/AS 207).

Maria – wzór małych dusz

Tym wszystkim karmelitanka odnajduje wielką harmonię między życiem Matki Bożej a tą drogą do świętości, którą sama odkryła:

„Przykładacie mi do zrozumienia, że możliwe jest dla mnie
kroczyć w twoich śladach, Królowo wybranych,
uczyniłeś widoczną wąską drogę do nieba,
tym, że zawsze ćwiczyłaś najpokorniejsze cnoty.
Blisko ciebie, Mario, pragnę pozostać mała:
widzę, że ludzka wielkość jest taka marna”

(TB 54, 6).

Maria pozostała również po Zwiastowaniu pokorna i mała, w biedzie urodziła Jezusa w Betlejem. W tym Teresja kontempluje całą wielkość Marii, jej wielkość Matki Bożej:

„Później widzę was, Józefie i Mario,
odrzuceni przez mieszkańców Betlejem.
Nikt nie przyjmie was, ubogich cudzoziemców
do swojego zajazdu: miejsce jest dla wielkich!
Miejsce jest dla wielkich; a tam w stajni
niebieska Królowa Boga urodzi.
Ó droga Matko, jak się mi zdajesz godna miłości
i jak jesteś wielka w miejscu pokory!

Kiedy widzę, jak w pieluszki jest zawinięty Wieczny,
i słyszę, jak płacze Słowo Boże,
ó ukochana Matko, już nie zazdroszczę aniołom:
ukochanym bratem moim stał się ich potężny Pan.
Jak cię kocham, Mario, kiedy swojemu boskiemu Kwiatowi
dałaś rozkwitnąć na naszym brzegu!...“
(TB 54, 9–10).

Taką jest w myśleniu Teresji i klimat duchowego życia w Nazarecie:

„Wiem, że w Nazarecie, Matko łaskawa,
byłaś biedna i nic więcej nie pragnęłaś:
ani cudów, ani uniesień czy ekstaz
34
nie ozdabiały twojego życia, Królowo świętych!
Na ziemi jest wiele małych,
którzy mogą spoglądać na ciebie bez drżenia.
Zwyczajne życie, Matko wyjątkowa,
chciałaś przeżyć i prowadzić je do nieba”

(TB 54, 17).

Karmelitanka czuje się przyciągana tym prostym życiem, pragnie żyć podobnie jak człowiek Jezus i Panna Maria. Rozumie, że człowiek może być pod absolutnym Bożym wpływem, nie manifestując tego na zewnątrz nadzwyczajnością – żyć najdoskonalszym życiem mistycznym, oczyszczonym od jakiegokolwiek mistycznego zjawiska.

Maria zatem według Teresji żyła już przed nią „małą drogą”, jest pierwotnym wzorem dla wszystkich „małych dusz”. Jako Matka w tym podobna jest swojemu Synowi, który stał się małym i ubogim w swoim poniżeniu, od Wcielenia poprzez Ukrzyżowanie. Teresja kontempluje Jezusa jako „Boga, który z miłości do mnie stał się tak mały” (DT 266).35 Dlatego, gdy rok po odkryciu małej drogi pisze Rękopis A, komentuje następująco swoją profesję w dzień narodzin Panny Marii:36 „Jak piękne święto były urodziny Marii, kiedy stałam się narzeczoną Jezusa! Mała święta Panna, mająca jeden dzień, ofiarowała swój mały kwiatek małemu Jezusowi. Tego dnia wszystko było małe, z wyjątkiem łask i pokoju, których doznałam.” (Rk A 77r/AS 159). Słowa Teresji z dziecięcą prostotą wyrażają najpewniejszy aspekt jej duchowości, a mianowicie ewangeliczną małość. Trzykrotnie podkreśla słowo „mały”, i w ten sposób pokazuje, jak jej własna małość jest związana z małością Jezusa i Maryi.

W ten sposób Teresja podobna jest do tej, o której pięknie powiedział François-Marie Léthel, OCD: „Maria jest największa, ponieważ jest najmniejsza.”


1 2 3