One chapter from the Carmelite (non)mysticism in Bohemia

P. Gorazd Cetkovský, O.Carm.

Pozwólcie, że znów dam upust mojej pasji do historii i zwrócę naszą uwagę na jedno jubileusz z dziejów Karmelu w Czechach, które wprawdzie nie jest w żaden sposób znane ani szczególnie ważne, ale ma za to podwójną okrągłość – od razu dwoma zerami. I mocno wierzę, że wydarzenia, o których mowa, są pouczające. Przenieśmy się więc w myśli do czasów sprzed czterystu lat...

Podczas gdy po roku 1600 bosy Karmel zaczynał się rozprzestrzeniać ze Szpanli do Włoch i innych krajów, podczas gdy w klasztorze karmelitek we Florencji święta Maria Magdalena de Pazzi (+ 1607) przeżywała ostatnie lata swego życia, a w zubożonych klasztorach karmelitów we Francji kiełkowały pierwsze korzenie później tak ważnej reformy tourainskiej, w Czechach trwał powolny proces ożywienia katolickiej wiary. Tymczasem po karmelitach w tym kraju pozostawały jedynie zrujnowane budynki niegdysiejszych klasztorów. Dwa ich najstarsze klasztory, założone przez Karola IV w Pradze u Panny Marii Snieżnej i w Tachowie, wymarły około czterdzieści lat temu... Po latach niedostatku krajowych aspirantów, gdy nowi kandydaci przychodzili już tylko z Polski,1 ostatecznie zostały całkowicie opuszczone. Klasztor w Tachowie już przed rokiem 1554,2 praski gdzieś około roku 1570. Dwa inne konwenty karmelitów, założone przed ponad stu laty w zachodnich Czechach (w Chyšach i w Rabštejně nad Střelą), zanikły już po około pięćdziesięciu latach istnienia, zatem jeszcze wcześniej niż oba wspomniane klasztory.

Porzuconemu praskiemu klasztorowi został wyznaczony zarządca z grona duchowieństwa diecezjalnego lub zakonnego, który miał karmelitom – w przypadku ich powrotu – ich majątek zwrócić. Warto zauważyć, że niektórzy z tych zarządców pełnili swoje funkcje naprawdę sumiennie, nawet gdy budynki były oczywiście w bardzo złym stanie.3

Niemniej jednak to wszystko nie oznaczało dla Karmelu w Czechach definitywnego końca. Inicjatywa na nowy początek wówczas wyszła od karmelitów z zagranicy, a dokładniej od samego generała Jindřicha Sylvio. Ten człowiek stał na czele zakonu od roku 1598 i swoją działalnością zaliczał się do jego najważniejszych generałów w zakresie wysiłków na rzecz odnowy zakonu w danym czasie. Jego reformacyjne starania opierały się na wprowadzaniu papieskich dekretów dotyczących życia zakonnego oraz na rozprzestrzenianiu wskazówek, które podczas swojej wizytacji rzymskiego karmelitańskiego konwentu Santa Maria Traspontina w roku 1594 ustanowił papież Klemens VIII, także do innych domów i prowincji. Te wskazówki nakładały na karmelitów między innymi obowiązek półgodzinnej medytacji dwa razy dziennie, dalszej duchowej lektury, rachunku sumienia w chórze, a raz w tygodniu rozmowy z przełożonym. Bezpośrednim narzędziem do wprowadzenia reformy były dla Sylvio oficjalne wizytacje poszczególnych prowincji zakonnych i klasztorów. Dla niego osobiście oznaczało to wiele trudnego podróżowania. W latach 1598-1602 wizytował tak włoskie prowincje, a w roku 1603 zwrócił się na północ:4 W roku 1603 wizytował we Francji, a potem w Belgii, gdzie przy jego udziale prowincjonalna kapituła wybrała prowincjała, który następnie wprowadzał dekrety przedstawione przez Sylvio. (Belgijska prowincja była rodzinną prowincją ojca Jeronima Gracjana, znanego z życia świętej Teresy od Jezusa. Po swoim wykluczeniu z boskiego Karmelu (1596) wrócił do swojej ojczyzny i pierwotnego zakonu, był gorliwym zwolennikiem reformy Sylvio i zmarł w brukselskim konwencie w roku 1607.) W połowie grudnia 1603 generał Sylvio wziął udział w kapitule prowincjonalnej prowincji górno-niemieckiej, która miała miejsce w Rotterdamie. Ale jeszcze wcześniej odbył podróż, w której próbował ożywić Karmel w naszej ojczyźnie. Generał Sylvio udał się na wizytację do Polski i po drodze zatrzymał się – około początku września roku 16035 – w Pradze. Szukał przy tym możliwości, jak odnowić tutejszy klasztor karmelitów.

Po przyjeździe do Pragi nie mógł zwrócić się ani do cesarza, ani do arcybiskupa, obaj nie byli obecni. Odsunął więc sprawę aż na drogę powrotną. Opóźnienie to okazało się fatalne. W tym samym czasie do Pragi przybył również generał innego zakonu – franciszkanów „bosaków” – Franciszek Sosa. On również ubiegał się o zgodę na nowe osiedlenie swojego zakonu w Pradze. „Założenie nowego klasztoru bezpośrednio w cesarskim mieście stolicy mogło pomóc franciszkanom zdobyć ważne strategiczne centrum dla odnowy życia zakonnego w prowincji.”6 I poprosił, aby jego bracia mogli przejąć były klasztor karmelitów. Cesarska Rudolf II zgodził się. Udzielił Franciszkowi Sosie osobistej audiencji, a ówczesne świadectwa wspominają cesarza jako wyraźnego zwolennika tego zakonu. I tak się stało. Kościół i klasztor u Panny Marii Snieżnej zostały przekazane w ręce franciszkanów, a generał Franciszek Sosa uroczyście przejął je 8. listopada 1603.7 Franciszkanie zostali wprowadzeni do klasztoru w roku 1604.8

Generał Jindřich Sylvio wrócił z Polski do Pragi zapewne tydzień albo najwyżej dwa tygodnie po 8. listopada. Gdy zauważył, że dotychczasowy praski klasztor karmelitów został właśnie „przydzielony”, nie dał się zniechęcić. Pozostał w Pradze przez siedem dni, aby uzyskać audiencję u cesarza. Czekał jednak bezskutecznie. Próbował negocjować z generałem franciszkanów, ale bez powodzenia. Skoro pobyt w gospodzie był zbyt drogi, generał odjechał. Swoją sprawę powierzył jednak najważniejszym osobom w papieskiej kuri. Jeszcze z Pragi 24. 11. 1603 zwrócił się listem do sekretarza stanu kardynała Piotra Aldobrandiniego i poprosił go, aby zajął się tą sprawą. Ponadto napisał w tej samej sprawie także do generała prokuratora swojego zakonu (tak określa się zakonnika odpowiedzialnego za kontakt z papieską kurią dla całego zakonu), dalej do kardynała protektora Pinneliego i do kongregacji kardynałów zajmujących się sprawami zakonników, na czele której stał kardynał Aleksander Medici.

W Pradze pozostawił włoskiego karmelitę P. Jakuba Romandiolę, znanego także jako Fontana, przeora z Jasła, aby negocjował z odpowiednimi osobami jako jego przedstawiciel. Nic bliższego nie dowiadujemy się o tym karmelicie w źródłach, jednak to właśnie on, jego misja i to, jak mu się powodziło, stanowią sedno moich rozważań.

Karmelitańskie klasztory w Czechach przed swoim zniknięciem należały do czesko-polskiej prowincji (utworzonej w roku 1462). Podczas gdy w Polsce zakon rozwijał się (w latach 1603-1620 powstało tam dwadzieścia nowych klasztorów),9 odnowienie jego działalności w Czechach nie było łatwe.

W Rzymie dążenie dyplomatyczne na rzecz karmelitów rozwijało się z dwóch stron. Kardynał Aldobrandini polecił sprawę karmelitów nowemu nuncjuszowi w Pradze Ferreriowi i poprosił go, aby się za nich wstawiał u cesarza. Oprócz tego generał prokurator zakonu zwrócił się o pomoc do kardynała Dominika Pinelli – kardynała protektora zakonu – z prośbą, aby wysłał list do księcia Bedřicha Fürstenberga, najwyższego komornika,(8) ((Przyp. 8 / W tekście M. Höslera błędnie podano jako „najwyższy kanclerz”.)) aby ten wstawił się za karmelitami u cesarza. Wydaje się, że celowo wybrano inną drogę niż przez najwyższego kanclerza Zdeňka Vojtěcha Popela z Lobkovic i arcybiskupa Zbyňka Berkę. Ich wstawiennictwo u cesarza pomogło przecież franciszkanom zdobyć kościół i klasztor Panny Marii Snieżnej.

Kardynał Pinneli w tej sprawie naprawdę szybko wysłał do Pragi list do internuncjusza Fornariego,10 którego wcześniej Sylvio nie zwrócił się, najprawdopodobniej nie pokładał w nim dużych nadziei. Fornari szybko zwrócił się z prośbą zarówno do arcybiskupa, jak i do najwyższego kanclerza, jednak bez powodzenia. Zostało mu zalecane, aby karmelitani zamiast dążyć do tego, by cesarz zmienił swoją decyzję, ubiegali się o inny kościół w Pradze. Obaj obiecali, że w takim przypadku wyjdą im naprzeciw.

Ojcze Jakub Fontana w Pradze wciąż na nowo starał się zdobyć z powrotem stary konwent, jednak bez dużego sukcesu. Wszędzie napotykał na obojętność. Nawet arcybiskup Zbyněk nie okazał wiele radości z powrotu karmelitów: jego zdaniem klasztor i kościół Panny Marii Snieżnej stracili karmelici z własnej winy.11 Ojcu Fontanie wytknął bezczelność i zuchwałość (insolentia et protervia).

Z drugiej strony jednak podobno to arcybiskup Zbyněk zniechęcał Jakuba Fontanę od jego zamiaru wyjazdu z Pragi i obiecał mu, że przez cały czas pomocy do ostatecznego załatwienia sprawy będzie mu dostarczał żywność.12 Podobno przekonał Jakuba, aby w okolicy przełomu lutego i marca roku 1604 zwrócił się do cesarza z nową prośbą – o inny kościół w Pradze dla karmelitów.

W kwietniu 1604 nuncjusz zasugerował, aby karmelitom przydzielić inny kościół, albo św. Krzyża Większego na Starym Mieście, albo św. Apolinara na Nowym Mieście. Żaden z tych zamiarów jednak nie powiódł się. Równocześnie rzymscy kardynałowie Aldobrandini, Pinneli i Medici – którzy nie wiedzieli, że przedmiotem zainteresowania już nie jest pierwotny klasztor karmelitów – wysłali z inicjatywy generała prokuratora zakonu znowu listy wstawiennicze do nuncjusza Ferreriego, aby karmelici odzyskali swój kościół.

Ostatecznie w czerwcu 1604 wyłoniła się kolejna możliwość: przydzielenie karmelitom kościoła św. Ducha na Starym Mieście, razem z przyległym byłym klasztorem benedyktynek. Siostry w tym klasztorze wtedy już ponad dwadzieścia lat nie żyły. Gdy bowiem około lat 80. XVI wieku zmarła ostatnia przeorysza tego klasztoru i pozostały w nim tylko dwie siostry, ówczesna przeorysza klasztoru św. Jerzego na praskim Zamku, do którego ten klasztor należał jako klasztor córkowy, za zgodą arcybiskupa, nuncjusza i cesarza oficjalnie przeniosła pozostałe dwie siostry do swojego klasztoru. Nawet udało jej się w roku 1589 osiągnąć, że kościół stał się parafialnym, aby odbywały się w nim nabożeństwa dla katolików staromiejskich (większość mieszkańców i większość kościołów należała do strony podobojí), jak o to prosili mieszczanie, ale prawo patronackie nad kościołem pozostało jej klasztorowi. Klasztor u św. Ducha został przyłączony do świętojerskiego.

Listem z 7. lipca 1604 cesarz Rudolf II poinformował klasztor świętojerski o swoim zamiarze przyznać kościół i klasztor u św. Ducha karmelitom w zamian za klasztor Panny Marii Snieżnej. Jednocześnie nakazał arcybiskupowi Berce, aby na nowe miejsce działalności wprowadził karmelitów. Przeorysza świętojerska Zofia Albínka z Helfenburka zaprotestowała przeciw temu w imieniu całego konwentu. Ani naleganie nuncjusza – który od rzymskich kardynałów w sierpniu znów otrzymał nowe listy wstawiennicze na rzecz karmelitów – ani jego powiązanie z arcybiskupem i najwyższym kanclerzem w danym momencie siostrom nie pomogły. Przeorysza nawet zagroziła, że znów wprowadzi siostry do tego klasztoru, chociaż wszystkim było jasne, że byłoby to działanie samowolne, pozbawione zgody wymaganych autorytetów kościelnych i cywilnych oraz że siostry nie mogłyby prowadzić należytego życia zakonnego (co zresztą nie było w porządku także w klasztorze świętojerskim). Nuncjusz natychmiast wysłał do niej Fornari, aby jej pomógł zrezygnować z tego zamiaru, ale bezskutecznie. Już następnego dnia – 31. sierpnia – przeorysza zrealizowała swój zamiar: osobiście wprowadziła do klasztoru św. Ducha dwie siostry i „aby nuncjusz natychmiast się o tym dowiedział, wysłała po woźnicę, który zabrał ją do domu.”13 Sądząc po ówczesnym echa, ten jej czyn miał prawdziwie skandaliczne znaczenie.

Nuncjusz natychmiast protestował w liście do cesarza następnego dnia i kolejnym listem do arcybiskupa. Żądał przy tym nie tylko o naprawę czynu przeoryszy świętojerskiej, ale także o doprowadzenie sprawy karmelitów do końca. Arcybiskup Zbyněk zareagował tylko opieszale, a nuncjusz z biegiem czasu doszedł do przekonania, że arcybiskup stoi po stronie sióstr już od początku sporu. Z kręgów dworskich dotarła do niego poufna wiadomość, że nawet cesarz nie poprze odejścia sióstr z klasztoru św. Ducha. Zamiast tego w Rzymie nuncjusz uzyskał wydanie papieskiego breve, które nakazywało przeoryszy usunięcie sióstr oraz dodatkowo umocnienie dyscypliny zakonnej w klasztorze św. Jerzego. Nawet z wykonaniem wymagań breve arcybiskup jednak nie śpieszył się. Nunciowe starania o uzyskanie osobistego wysłuchania u cesarza utrudniły intrygi cesarskiego komornika Filipa Langa. Przez cały miesiąc nuncjusz nie uzyskał audiencji. Dopiero potem Lang przeprosił go, na początku listopada przeprosiła go również przeorysza, przy czym winę za całą tę nieprzyjemność zrzuciła na arcybiskupa(!), a na początku grudnia te dwie siostry znów zostały przywrócone do klasztoru św. Jerzego. Następnie nuncjusz odwiedził klasztor świętojerski i tym samym spór został zażegnany także na płaszczyźnie relacji osobistych.

Klasztor benedyktynek u św. Ducha został założony w 1346 roku i jest ciekawie,
że zwano go również „u Bożego Miłosierdzia” (sześć wieków przed św. Faustyną).
Zgodnie z aktem założycielskim mamy się wciąż uciekac do Bożego Miłosierdzia
i prosić o nie szczególnie w dniu naszego odejścia na wieczność.

Już w trakcie sporu z przeoryszy świętojerską nuncjusz widział, że klasztor św. Ducha nie uda się zdobyć dla karmelitów. Następną alternatywą wydawała się w tym momencie kaplica Betlejemska, ponieważ administrator strony podobojí Wacław Dačický, który przy niej działał, został pozbawiony urzędu i znalazł się w więzieniu. Ani ten plan jednak nie został zrealizowany, zresztą napotkałby z pewnością na silny opór ze strony czeskich niekatolików. Gdy generał przeor Jindřich Sylvio w grudniu 1604 wrócił z wizytacyjnych podróży do Rzymu, ożyła nawet myśl, aby jednak wymusić na franciszkanach klasztor u Panny Marii Snieżnej. W dążeniu do uniknięcia kolejnych sporów papieska kurię zachęciła nuncjusza do szybkiego zdobycia nowego kościoła dla karmelitów. Ferreri rzeczywiście nie próżnował i udowodniono, że już pod koniec stycznia istniał konkretny plan przyznania im innego kościoła. Nie wiemy dokładnie, o który kościół chodziło, wiadomo tylko, że już nie stały na przeszkodzie żadne przeszkody. Mimo to i tym razem zamiar nie powiódł się, ponieważ ojciec Jakub, który reprezentował zakon w Pradze podczas negocjacji, nagle zmarł. P. Matouš w swoim wykładzie krótko podsumowuje: Ojcze Jakub Fontana pomimo Wielkiego wysiłku niewiele osiągnął; zmarł w Pradze i został pochowany w tamtejszym kościele kapucynów.14

Dla pełności dodajmy: franciszkańska wspólnota w klasztorze u Panny Marii Snieżnej została 15. lutego 1611 podczas najazdu paszy i późniejszych zamachów, które rozpętały się w mieście, całkowicie wymordowana. Wszystkich 14 braci. Karmelici po raz kolejny podjęli próbę powrotu do Pragi dwadzieścia lat później, w roku 1625, wskutek działania polskiego karmelity Zygmunta Gdowskiego. W roku 1627 przekazano im staromiejski kościół św. Wacława, przy którym mogli zbudować klasztor i działać tam aż do jego rozwiązania za Józefa II w roku 1785.

Również mijany kościół przypomina Boże zaproszenie
do darów modlitwy i Ducha...

A więc tyle historycznych wydarzeń. „Co z tym dzisiaj?” To kawałek historii, z którego zdaleka wyrasta nasza współczesność i z którego możemy czerpać lekcje.

  • Karmel to naprawdę rodzina, w której zawsze mieli swoje miejsce ludzie „więksi” i „mniejsi”, przełożeni i podwładni, sławni i zapomniani, zewnętrznie sukcesywni i nieudani, czynni i jednocześnie śmiertelni.
  • Przypuszczając, że działalność Jakuba Fontany była wspierana jego modlitwą i życiem z Bogiem, możemy zastanawiać się nad jego gotowością wobec Boga, aby być wysłanym wszędzie tam, gdzie będzie potrzebny: jego imię jest włoskie, został przeorem w polskim Jaśle, "na czas nieokreślony" pozostał w Pradze, a tutaj ostatecznie spotkała go śmierć.
  • Jednak nie brakowało sytuacji, w których z bliska poznał również słabości ludzi, w tym tych wysoko postawionych, a także w Kościele, doświadczył niezdolności różnych intryg, ludzkiej zmienności, miażdżącej siły zmagania o wpływy i władzę... To jest szkoła, której Pan Bóg czasami może również poddać nas, i nie może to odebrać nam chrześcijańskiego optymizmu.
  • Dla ówczesnego czasu charakterystyczne były rozbudowane pisemne relacje o poszczególnych wydarzeniach i związane z nimi pilne prośby, kierujące się do tego czy innej „władzy”. Często były pisane niemal natychmiast i od razu kilku różnym wpływowym osobom; jeśli ich rozpatrzenie się przedłużało, to również powtarzane. Towarzyszyły one całej naszej sprawie. Myślę, że odbija się w tym witalność ówczesnych ludzi, która tym bardziej nas zadziwia, im niechętniej my sami dziś używamy „wyrazu pisanego”. Przy tym szczegółowe wypisywanie rzeczy, które się wydarzyły, mogło właściwie stanowić okazję do ich dodatkowego przemyślenia i oceny, do uczenia się precyzyjnego wyrażania się, chociaż z materiału pisemnego wynika, że niejednokrotnie stawało się także miejscem dla zniekształcania tego, co się wydarzyło, do oczerniania innych uczestników itp.
  • Ale przede wszystkim: jaką wytrwałość musiał mieć brat Jakub Fontana podczas swojego pobytu w Pradze, gdy przez miesiące nie widział innego owocu swojego wysiłku jak ciągłe nowe przeszkody i niepowodzenia...
Kościół kapucynów P. Marii Anielskiej na Hradczanach,
w krypcie pod nim był Jakub Fontana pochowany, był wówczas nową budowlą.
Kapucyni przybyli do Czech w roku 1599, to miejsce otrzymali w roku 1600,
kościół budowali sami a ukończony został w roku 1602.

Czy wszystko to miało w ogóle jakieś znaczenie dla historii Karmelu w Czechach, skoro rzeczywiste wznowienie praskiego klasztoru nastąpiło dopiero dwadzieścia lat później? Takie pytanie jest oczywiście zrozumiałe. Tylko: kto może wniknąć w skrytość modlitw i ofiar, którymi Jakub Fontana to swoje dążenie do ponownego zakorzenienia Karmelu w tej ziemi wówczas otaczał? I to jest zatem gleba, z której dzisiaj – a czterysta lat dystansu niewiele znaczy – wyrasta lub jest odżywiane karmelskie powołanie nas dzisiaj.