Žycie siostry Teresy Benedykty od Krzyża

br. Jeronim Ertelt O.Carm.

W tym roku, 11 października, papież Jan Paweł II wpisze na listę świętych kolejną z córek Karmelu, siostrę Teresę Benedykta od Krzyża, właściwie Edith Stein. Jej życie jest drogą wielkiego pragnienia i poszukiwania prawdy.

Dzieciństwo

Edith Stein urodziła się 12 października 1891 roku (w żydowskie święto pojednania Jom Kipur) we Wrocławiu w żydowskiej rodzinie jako najmłodsza z siedmiorga dzieci. Jej ojciec zmarł nagle podczas służbowej podróży, gdy miała zaledwie nieco ponad trzy lata. Atmosferę i ducha w rodzinie tworzyła jej matka, zagorzała Żydówka, która mimo śmierci męża starała się stworzyć swoim dzieciom piękne dzieciństwo i młodość. Z ogromną wiarą i zaufaniem do Boga Izraela oraz wielką determinacją ta wdowa podjęła się prowadzenia interesu w handlu drewnem. Dzięki swojej pracy, bystrości i rzetelnemu działaniu umocniła dobrą reputację firmy. Edith później (już jako siostra Teresa Benedykta) opowiadała: „O jakiejś wychowawczej roli u nas nie było mowy. My dzieci miałyśmy w mamie po prostu zwierciadło cnót. Na niej widziałyśmy, jak mamy się zachowywać. Tylko jedno jedyne chciała nam ta bogobojna Żydówka wpoić: odrazę do grzechu. Kiedy nasza mama mówiła: 'To jest grzech!', wiedziałyśmy, że tym chciała oznaczyć coś odrażająco ohydnego, co nie przystoi godności człowieka.” Pani Stein także kupowała lasy, aby zapewnić ludziom pracę i paliwo do ich domów. Każdy wiedział o niej, że sprzedaje dobre drewno, i niejednokrotnie zdarzyło się, że biedny klient mógł znów włożyć swoje pieniądze do kieszeni. W takiej atmosferze wiary i miłości do bliźnich dorastała Edith wraz z rodzeństwem.

Od najmłodszych lat wydawała się bardzo uzdolniona i bystrego rozumu, zdolna do samodzielnego osądu. Bardzo cieszyła się, gdy mogła pójść do szkoły.

Interesujące jest, że w wieku czternastu lat porzuciła szkołę i naukę. Sama to później wyraziła: „Miałam nauki dość…“ Po dwóch latach znów z zapałem wróciła do nauki i w 1911 roku ukończyła gimnazjum z doskonałym wynikiem.

Studenckie lata

28 kwietnia 1911 roku zapisała się na Uniwersytet Wrocławski. Cieszyła się akademicką swobodą i studiowała to, co ją interesowało. W tym czasie i aż do dwudziestego pierwszego roku życia o sobie mówiła, że jest ateistką.

W 1913 roku wyjechała wraz z przyjaciółką Rosą Gutmann do Gottingen, aby zostać uczennicami filozofa Edmunda Husserla. Powstało tam koło żydowskich studentów zafascynowanych fenomenologią. Rozmawiano także o kwestiach religijnych. Niektórzy z ich przyjaciół później nawrócili się na chrześcijaństwo. Erika Gith, przyjaciółka Edyty, relacjonuje: „Często chodziłyśmy razem na wycieczki, a Edita była takim cichym, radosnym wędrowcem. Filozofowałyśmy razem, często dotykałyśmy kwestii religijnych, szczególnie kiedy nasz nauczyciel Adolf Reinach przeszedł za wojnę na chrześcijaństwo i w swoich notatkach postanowił, że dalej będzie zajmował się filozofią tylko po to, aby innym pokazywać drogę do wiary. Zrobiło to na nas wrażenie, nawet gdy wtedy jeszcze byłyśmy dziećmi tego świata. Ale dla mnie, a dla Edyty pewnie też, to był pierwszy impuls do nawrócenia.”

W czasie I wojny światowej zgłosiła się jako wolontariuszka w służbie Czerwonego Krzyża i po odpowiednim przeszkoleniu została wysłana do Hranic na Morawie i przydzielona do oddziału zakaźnego wojennego lazaretu. Po kilku miesiącach służby w lazarecie wróciła do Wrocławia, a potem do Fryburga. Została asystentką Husserla, przejęła jego seminarium, organizowała i katalogowała jego rękopisy. W międzyczasie w 1917 roku ukazała się jej praca doktorska dotycząca empatii. W 1918 roku opuściła Fryburg i spędziła rok 1920 we Wrocławiu, organizując wykłady i ucząc. W tym czasie przeżyła wewnętrzny kryzys.

Nawrócenie

W marcu 1921 roku Edith udała się do Gottingen, a potem do Bergzabern, gdzie przebywała u swoich przyjaciół – małżeństwa Theodora i Hedwigi Conrad-Martius. Tu w ciągu dnia pracowano w sady, a wieczorami filozofowano. Pewnego razu, gdy przyjechała, oboje małżonkowie musieli pilnie wyjechać. Pani Hedwiga poprowadziła Edit do biblioteki i powiedziała: „Wybierz sobie według upodobań. Wszystko jest tutaj dla ciebie.” Edith relacjonuje: „Sięgnęłam do biblioteki tylko tak przypadkowo. Wyłowiłam książkę całkiem niepozorną. Miała tytuł 'Życie świętej Teresy od Avili', jak ją ona sama opisuje. Zaczęłam czytać. Książka mnie zafascynowała. Przeczytałam ją jednym tchem. Kiedy ją zamykałam, powiedziałam sobie: TO JEST PRAWDA!” Tego samego dnia kupiła dwie książki – katolicki katechizm i mszalik. Natychmiast zabrała się do nauki. Potem po raz pierwszy weszła do katolickiego kościoła w Hergzabern i mówi: „Nic nie wydawało mi się obce. Wszystkiemu rozumiałam… Po mszy świętej poszłam do księdza i od razu poprosiłam o chrzest. Ze zdziwionym spojrzeniem powiedział mi, że przed przyjęciem do Kościoła konieczne jest przygotowanie. Powiedziałam mu, że już byłam przygotowana.” Kiedy ksiądz chciał to zweryfikować, Edith potrafiła odpowiedzieć na każde pytanie. Chrzest odbył się 1 stycznia 1922 roku. Sylwestrową noc Edith spędziła na modlitwie. Najtrudniejsze zadanie jednak czekało ją jeszcze – powiedzieć to wszystko matce. Każda na swój sposób przynosiła wielką ofiarę. Edith pozostała we Wrocławiu przez pół roku i jak do tej pory towarzyszyła matce do synagogi. Pani Stein obserwowała z podziwem swoją „odpadłą” córkę. Pewnej znanej kobiecie powiedziała: „Nigdy jeszcze nie widziałam, aby ktoś się modlił tak, jak się modli Edith. To coś niezwykłego, modliła się z nami z jej książki, a wyobraźcie sobie, wszystkie nasze modlitwy tam natychmiast znalazła.” Edith wzięła brewiarz i modliła się z innymi psalmami.

Nauczycielka

W latach 1923-1931 mieszkała u sióstr dominikanek w Speyer i uczyła w żeńskim liceum, które prowadziły siostry. O jej działalności pisze jedna z sióstr: „Przejęła niemiecki w instytucie nauczycielskim i w żeńskim liceum. Spokojnie i rzetelnie prowadziła dziewczyny do matury. Jej działalność w nauczaniu i wychowaniu była bardzo owocna. Bardzo szybko zdobyła serca dziewcząt. Dla nas wszystkich była promiennym wzorem, który działa do dziś. Skromnie i prosto, prawie niesłyszalnie i niepozornie szła cichą drogą swoich obowiązków, wyważona, życzliwa, zawsze gotowa i przygotowana do pomocy wszystkim, którzy ją o pomoc prosili.” Stała się nauczycielką w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Według niej dzieci w szkołach klasztornych miały zdobyć wystarczającą siłę, aby mogły swoje życie kształtować w duchu Chrystusa. Umiała zachęcać, ale też dać „lekcję” tym zbyt pewnym siebie i zarozumiałym. Studentki ją bardzo kochały. Oprócz tej pracy nauczycielskiej i wychowawczej znów wróciła do pracy filozoficznej, głównie do studiów nad dziełami św. Tomasza z Akwinu.

Dla jej życia duchowego dużą wagę miało przyjaźń z arcyopatą w Beuronie, benedyktynem Rafałem Waltzerem. Żadnemu innemu kapłanowi nie dała wglądu tak głęboko w swoją duszę, jak właśnie jemu. Jemu również powierzyła swoją tęsknotę za życiem zakonnym, ale on się nie zgadzał i widział jej powołanie w wykorzystaniu zdolności intelektualnych, którymi Bóg ją obdarzył. W ten sposób rosła seria wykładów, publikacji, podróży Edyty… W tym cyklu pracy Edith widzi jako ważne: „…mieć cichy kącik, gdzie możemy być z Bogiem, jakby nic innego nie istniało. Codziennie. Wydają mi się do tego najodpowiedniejsze wczesne godziny, zanim zabierzemy się do codziennej pracy – również dlatego, że dowiadujemy się, jakie szczególne zadania i powołania na dany dzień dostajemy, i abyśmy nie wybierały przez dzień.” Arcyopatstwo Beuron było jej cichym kątkiem, gdzie jej dusza mogła odetchnąć. Wiosną 1932 roku przyjęła stanowisko docentki w Niemieckim Instytucie Pedagogiki Naukowej w Münster. Wydaje się, że Edith była w czasie swojego pobytu w Münster obiektem ciekawości. Wiedziano, kiedy chodzi spać, a kiedy wstaje, obserwowano ją podczas modlitwy, pracy i zabawy. Chętnie dyskutowała z studentkami i rozmawiała z nimi, interesowała się ich troskami – o studia, o stowarzyszenia studenckie, a także o politykę. Była wesoła, ale częściej poważna i zamyślona. Szczególnie, kiedy zaczęło się prześladowanie Żydów, stawała się coraz poważniejsza.

Edith Stein – Siostra Teresa Benedykta od Krzyża

Fundamentalnym rokiem w życiu Edith był rok 1933. Przemoc i ucisk Żydów w Niemczech nasilały się. Edith pisze list do papieża Piusa XI z prośbą o pomoc. Okazuje się, że nie będzie mogła dłużej uczyć ani w Münsterze, ani nigdzie indziej w całych Niemczech. W tej sytuacji zastanawia się, czy nie nadszedł czas na spełnienie pragnienia jej serca – wejść do klasztoru. Ostatecznie znikła ostatnia przeszkoda, która temu przeszkadzała – jej działalność publiczna. 30 kwietnia 1933 roku – w Niedzielę Dobrego Pasterza – na zakończenie nabożeństwa w kościele św. Ludgera, otrzymała, jak sama pisze, „odpowiedź od Dobrego Pasterza na swoje pytanie, czy może wejść do klasztoru: TAK”.

Tego samego wieczoru napisała do ojca arcyopata, a w połowie maja przyszło z Beuronu pozwolenie na podjęcie kroków przygotowawczych. Z pomocą dr Cosackovej połączyła się z klasztorem karmelitek w Kolonii. Po wstępnym spotkaniu z przeoryszą i mistrzynią nowicjatu zdecydowano, że należy czekać na wypowiedzenie się ojca prowincjała. Jednocześnie od razu zasugerowano jej, że nie może liczyć na kontynuację swojej pracy naukowej. Prowincjał długo się nie odzywał, dlatego postanowiono, że zostanie przedstawiona klasztornemu komisarzowi i członkiniom kapitulu, które miały zdecydować o jej przyjęciu. Umówiono się, że 16 lipca – w święto Najświętszej Maryi Panny Karmelskiej – obchodzi ją już w Kolonii, gdzie miesiąc pozostanie jako gość, w połowie sierpnia pojedzie do domu, a 15 października 1933 roku, w święto św. Teresy od Avili, zostanie przyjęta do klauzury.

Przed wstąpieniem do klasztoru czekał ją jeszcze jeden wielki i trudny obowiązek: przekazanie tej decyzji matce. Sama o tym pisze: „Pierwszą niedzielę sierpnia byłam z mamą sama w domu. Siedziała z robótką przy oknie, ja szyłam obok niej. I wtedy padło to długo oczekiwane pytanie: 'Co będziesz robić u tych sióstr w Kolonii?' 'Będę z nimi żyć.' – Wybuch rozpaczliwego sprzeciwu. Mama nie przestała dziergać. Kłębek pomieszał się jej, próbowała je uporządkować. Drżały jej ręce. Próbowałam jej pomóc. Nie przestawała krzyczeć. Od tego momentu spokój zniknął. Pożegnanie było bardzo trudne.”

Do klasztoru została przyjęta jak każda inna postulantka. Większość sióstr w ogóle nie wiedziała o jej karierze naukowej, a Edith sama dbała o to, aby nie dać znać o swojej przewadze. Oczywiście oczekiwano od niej, że będzie wykonywać i przyswoi sobie wszystkie drobiazgi życia w klasztorze. Starała się o to z własną starannością i przyniosło jej to niejedno upokorzenie, ale starała się wszystko znosić z humorem. Prace domowe nie były bowiem jej mocną stroną. Również życie z dziewczynami, z którymi była w nowicjacie i które były wszystkie o prawie dwadzieścia lat młodsze od niej, było często trudne. We wszystkim dzieliła jednak ich radości i smutki i sama zdradzała im, co przeżywała – przede wszystkim swoją bolesną troskę o prześladowania, które dotknęły jej bliskich.

Po półrocznym okresie próbnym przyjęła 15 kwietnia 1934 roku – w Niedzielę Dobrego Pasterza – habit zakonny i imię Teresa Benedykta od Krzyża. Imię jakby przepowiadało, do czego Pan ją wybrał. Na obłóczynach przybyło wielu jej przyjaciół, koleżanek, uczennic i sióstr zakonnych. Po obłóczynach dokonał wizytacji ojciec prowincjał, pytał ją o jej pracę naukową i nakazał, aby została zwolniona do ukończenia swojego dzieła „Zdolność i czyn”. Zaczęła również otrzymywać różne prośby o prace literackie. A nawet jako karmelitanka pozostawała w bliskim związku ze światem i z tymi, których kochała. Nie pragnęła odwiedzin, ale każdemu poświęcała tyle uwagi, ile akurat potrzebował. Od samego początku pozwolono jej pisać raz w tygodniu do matki. Ta jednak nigdy jej nie odpowiedziała.

Pierwsze śluby złożyła siostra Benedykta 21 kwietnia 1935 roku – w niedzielę wielkanocną. Co przeżywała w tej wielkiej chwili, możemy nakreślić z wspomnienia jednej siostry, która w ten dzień zapytała ją: „Jak się czujesz?” Siostra Benedykta odpowiedziała: „Jak oblubienica Barankowa!”

Jakiś czas po złożeniu ślubów przekazała w liście matce całą prawdę o sobie. Bardzo ucieszyła się, gdy po pewnym czasie odkryła w liście swojej siostry Rosy pozdrowienie od mamy. To stało się potem regułą. W każdym liście przychodził mały karteczka od mamy. Kilka tygodni przed świętami Zesłania Ducha Świętego 1936 roku dowiedziała się, że mama zachorowała. W święto Podwyższenia Krzyża 14 września 1936 roku pani Stein zmarła. Tego dnia na Karmelu zaczyna się czas wielkiego postu i w całym zakonie odnawiają się śluby. Siostra Benedykta przeżyła ten dzień w ten sposób: „Kiedy przyszłam na swoją kolej, aby odnowić ślub, mama była przy mnie. Wyraźnie odczułam jej bliskość.” Tego samego dnia nadeszła telegram, że mama zmarła, a zmarła dokładnie w chwili, gdy jej córka odnawiała śluby. To zbieżność była dla siostry Benedykty wielką pociechą.

24 grudnia 1936 roku w Hohenlind została ochrzczona jej siostra Rosa. Siostra Benedykta otrzymała na Boże Narodzenie najpiękniejszy prezent – mogła uczestniczyć w tym chrzcie. A to dzięki temu, że 14 grudnia złamała lewą rękę i nogę i musiała zostać hospitalizowana w szpitalu. Jej stan poprawił się na tyle, że mogła zostać 24 grudnia wypisana i dr Hopmann uzyskał, że zabierze ją małą drogą przez Hohenlind.

10 kwietnia 1938 roku był dniem wyborów i w kolnej Karmelu zapanowała pewna bezradność, jak się zachować, ponieważ już wiadomo było, że narodowy socjalizm i jego zasady są wrogie Bogu i ludziom. Był też strach, ponieważ gestapo już bez powodu wyrzuciło wielu zakonników i zakonnice z ich klasztorów na bruk. Większość sióstr myślała, że to już wszystko jedno, jak będą głosować, że i tak wszystko jest już przygotowane. Przeciwko temu bardzo stanowczo stanęła siostra Benedykta i przekonywała siostry, aby nie głosowały na Hitlera, niezależnie od tego, jakie będą tego konsekwencje. Rano w dniu wyborów przyszli nawet panowie z komisji wyborczej z urną do klasztornej salki, aby siostry mogły głosować. Przeorysza się broniła, ale byli nieugięci i siostry musiały głosować zgodnie z listą. Kiedy przyszła na swoją kolej siostra Benedykta, a jej pochodzenie zostało ujawnione, że jest Żydówką – niearyjką, panowie przerazili się i pośpiesznie opuścili klasztor.

21 kwietnia złożyła siostra Benedykta wieczne śluby. Po nich – w niedzielę Dobrego Pasterza 1 maja 1938 roku – przyjęła czarny welon.

W tym samym roku dotarły również za mury klasztoru niepokojące wieści o wypalaniu synagog, o pogromach Żydów i prześladowaniu tych, którzy występowali w obronie Żydów. Siostra Benedykta do tego powiedziała: „To cień krzyża, który pada na mój naród. Oby przynajmniej teraz dostrzegli! To spełnienie klątwy, którą na siebie wezwali. Kain musi być prześladowany, ale biada temu, kto na niego wyciągnie rękę!”

Pod wpływem tych wiadomości i doświadczenia z wyborów zaczęto poważnie rozważać jej emigrację. Siostra Benedykta najchętniej chciałaby pojechać do Palestyny, ale niemieckie prawa na to nie pozwalały, dlatego matka przeorysza karmelitek w holenderskim Echt poprosiła, czy siostry Benedykta nie mogłyby jej przyjąć, że „potrzebuje zmiany powietrza”. Siostry to zrozumiały i tak adwent 1938 był czasem

przygotowań i zdobywania niezbędnych dokumentów. 31 grudnia 1938 roku się przeprowadziła. Siostry przywitały ją z miłością i także z odrobiną ciekawości. Zwróciło ich uwagę „jej skromne i proste zachowanie, dobroć serca i subtelny taktowny sposób”.

W Echt siostra Benedykta kontynuowała swoją pracę nad kroniką rodzinną oraz inną działalnością literacką, głównie nad dokończeniem dzieła „Nauka krzyża”, któremu poświęcała każdą wolną chwilę.

Latem 1940 roku udało się również przesiedlić do Holandii jej siostrze Rose. Przejęła służbę przy bramie klasztoru i pomagała w ogrodzie. W tym samym roku Holandia została bezprawnie okupowana przez Niemców, a w samej Niemczech wybuchła walka z klasztorami. W Holandii niemieckie władze działały przeciwko Żydom w taki sam sposób, jak w Niemczech. Dlatego podjęto decyzję, że siostra Benedykta skorzysta z pomocy swoich przyjaciół w Szwajcarii i spróbuje o przyjęcie w którymś z klasztorów szwajcarskich. Miało to miejsce w styczniu 1942 roku. Rozpoczęła się walka z czasem. Problem polegał na tym, że siostra Benedykta nie chciała się rozstać z siostrą Rosą. I to w końcu również się rozwiązało, a siostry poprosiły o szwajcarską wizę. Musiały przejść rozmowy i przesłuchania w różnych urzędach, wypełniać stosy formularzy, doświadczać brutalnego traktowania itd.

Tymczasem 4 lipca 1942 roku siostry w szwajcarskim Le Paquier zatwierdziły prośbę o przyjęcie siostry Benedykty do ich klasztoru.

2 sierpnia 1942 roku jednak czekała ją niemiła niespodzianka. Do salki klasztoru przyszło gestapo z tym, że obie siostry muszą w ciągu pięciu minut opuścić klasztor. Panowie byli nieustępliwi. Grozili, że jeśli matka przeorysza nie da zgody na opuszczenie klauzury, będzie to miało wpływ na cały klasztor. To, co wydarzyło się siostrom Stein, nie było odosobnionym przypadkiem. Było to częścią aktu odwetu nazistów na katolikach żydowskiego pochodzenia za pasterski list holenderskich biskupów. Siostry zostały przewiezione w chwili, gdy wszystkie potrzebne dokumenty do emigracji do Szwajcarii były już załatwione. Cela w Le Paquier była jeszcze długo przygotowana. Współsiostry w klasztorze w Echt czekały z niecierpliwością na jakiekolwiek wieści o obu siostrach. Rano 5 sierpnia przyszła telegram, że mają wysłać kogoś do obozu zbiorczego w Westerborgu w Hooghalenie z ciepłym odzieżem i kocami. To również miało miejsce. Podczas sprzątania celi siostry Benedykty znaleziono karteczkę, na odwrocie której napisała, że chce się ofiarować za nawrócenie Żydów. Ta karteczka została również wysłana i w ten sposób zaginęła. Jednak w klasztorze w Kolonii zachowano pocztówkę z stycznia 1939 roku, gdzie siostra Benedykta pisze: „Droga Matko, proszę Państwa godność, aby pozwoliła mi ofiarować się Sercu Jezusowemu jako ofiara pojednawcza za prawdziwy pokój: aby rząd antychrystusowy runął bez nowej wojny światowej i aby wprowadzono nowy i sprawiedliwy porządek. Chciałabym to zrobić jeszcze dziś, jest dwunasta. Wiem, że nie jestem niczym, ale Jezus sobie tego życzy i na pewno do tego wzywa tysiące innych.”

8 sierpnia 1942 roku nadeszły drugi list, w którym siostra Benedykta jeszcze prosi o jakieś rzeczy dla siebie i dla Rosy. Informuje, że następnego ranka ma wyjechać pierwszy transport na wschód. Ostatnie wiadomości o siostrze Benedykcie pochodzą z 7 sierpnia 1942 roku. Na stacji w Schifferstadt z pociągu wołała do jednej ze swoich byłych uczennic: „Pozdrawiam siostry u św. Magdaleny. Jedziemy na wschód.” Jedna siostra w Liobach we Fryburgu otrzymała kartkę bez daty. „Pozdrawiam z podróży do Polski. S. Teresa Benedykta.” Po wojnie siostry starały się za pośrednictwem Czerwonego Krzyża wydobyć więcej informacji o siostrze Benedykcie, o wiadomościach było niewiele. Udowodniono, że transport wysłany 7 sierpnia 1942 roku z Westerborku dotarł 9 sierpnia do Oświęcimia i ofiary z tego transportu nie zostały wysłane do pracy (a tym samym nie zostały zapisane w żadnych rejestrach więźniów obozu pracy), ale od razu tego samego dnia zostały zamordowane w komorach gazowych.

Zastosowana literatura:

Wspomnienia o Edycie Stein, Wydawnictwo Karmelitańskie, Kostelní Vydří 1992.
Sr. Maria Amata Neyer OCD. Edith Stein, Wydawnictwo Karmelitańskie, Kostelní Vydří 1993.