Rysunek Ukrzyżowanego Chrystusa autorstwa św. Jana od Krzyża.

Paweł Wojciech Kohut OCD

Kilka lat temu po raz pierwszy udało mi się odwiedzić muzeum przy klasztorze Wcielenia poza murami Ávili, czyli klasztorze, do którego wstąpiła święta Teresa (por. Ż 4,1). Oprócz innych rzeczy natknąłem się tam na rysunek Ukriżowanego Chrystusa, którego autorem jest święty Jan od Krzyża. To niewielkie dzieło, umieszczone w ozdobnym relikwiarzu, znajduje się w obszernej sali pełnej sakralnych przedmiotów.

Mimo to moje spotkanie z tym rysunkiem Jana było niezapomniane. Tak, muszę napisać „spotkanie”, ponieważ od pierwszej chwili, gdy go zobaczyłem, wyraźnie poczułem, że spojrzenie na niego jest żywym kontaktem z Chrystusem w tajemnicy Odkupienia. Jakby pragnął wejść w życie tego, kto go ogląda.

1. Podstawowe informacje o rysunku

Rysunek Ukriżowany Chrystus (jak najczęściej jest nazywany) jest naprawdę niewielki – ma zaledwie 57 × 47 mm – i jest jedynie lekko naszkicowany czarnym atramentem. Pod względem artystycznego wyrazu jest jednak całkowicie wyjątkowy. Salvador Ros opisuje go w ten sposób: „Jest to rzeczywiście unikalny i genialny rysunek, który przedstawia Chrystusa umierającego na krzyżu, w chwili, gdy oddaje swojego ducha. To tutaj ma swój początek oczywista patetyczność, ten niezwykły efekt wykrzywionych kończyn, z ranami w dłoniach dostrzeganą przez gwoździe i ciężar nieruchomego ciała, które zwisa do przodu, jakby chciało się nachylić. Głowa opuszczona na pierś, co sprawia, że twarz jest ledwo widoczna. Pas jest mocno ściągnięty, a nogi są skręcone pod ciężarem ciała, które już nie może ich utrzymać. A to wszystko widziane z boku, z góry, z ukośnej perspektywy, z punktu widzenia, który znajduje się w prawym górnym rogu. Właśnie to jest na rysunku bezsprzecznie najbardziej wyraziste i najbardziej oryginalne, ponieważ ta ukośna perspektywa, ten punkt widzenia zmusza autora do przekroczenia reguł estetyki i darowania z góry przedstawionemu obrazowi nowych proporcji (od stopy do dłoni lewej ręki wymierzymy zaledwie 20 mm, podczas gdy u prawej to 60 mm), więc rezultatem jest jedyny w swoim rodzaju, naprawdę niezwykły widok.”

Bardzo interesujące jest również odkrycie, do którego doszło podczas restauracji dzieła w 1968 roku: Rysunek nie jest realizowany na jednej kartce papieru, lecz na dwóch – na górnej, większej części narysowany jest krzyż i ciało Ukriżowanego aż do pasa, na dolnej części jego nogi i dolna część krzyża. Osobiście uważam, że możliwe jest, że to interwencja samego świętego: z oryginalnego rysunku mógł po prostu odrywać jego dolną część (której oryginalne wykonanie go nie satysfakcjonowało?) I zastąpić ją inną. O tym jednak można, rzecz jasna, jedynie spekulować.

Również okoliczności powstania rysunku są niejasne, więc można powiedzieć, że wiemy o nim więcej, niż wiemy. Mamy kilka świadectw, ale niestety bardzo ogólnych. Ojciec Jan od św. Józefa, karmelita pierwszej obserwacji, potwierdził, że święty darował rysunek swojej penitentce, siostrze Annie Marii od Jezusa, która na pewien czas mu go powierzyła, ale następnie zażądała go z powrotem. Ojciec Alfons od Matki Bożej, zaufany świętego, w swoim żywocie Jana od Krzyża stara się rekonstruować, jak powstał. Z jego opisu wynika jednak, że nie ma precyzyjnych danych. Hipotetyczny charakter ma również świadectwo innego żywotopisu świętego, ojca Jeronima od św. Józefa, który pisze: „Aby Go [= ukriżowanego Chrystusa] w ten sposób widzieć, łatwo można się domyślać i wierzyć, że Boży sługa znajdował się w jakimś oknie lub na trybunie, które często znajdują się po bokach głównego ołtarza w konwentualnych kościołach, a tam się spodziewa, że mu się zjawili, zwrócony bezpośrednio do ludu. Jednak dlaczego w ten sposób, a nie zwrócony ku samemu czcigodnemu ojcu? Można wierzyć, że było to dlatego, aby Jego oczu ukazała się z owej wysokości ta tak żałosna i wykrzywiona postać, a nie jak by się mu ukazywała z bezpośredniego widoku.”1

Co do powstania rysunku można więc z pewnością powiedzieć tylko to: gdzieś w latach 1572–1577 (tj. w okresie, gdy święty Jan od Krzyża był spowiednikiem mniszek w Wcieleniu i mieszkał w domku blisko klasztoru), bardziej w drugiej połowie tego okresu, święty Jan od Krzyża miał najprawdopodobniej wizję ukriżowanego Chrystusa w owych niezwykłych perspektywach i podobieństwie, tak jak to zapisał, i powstały rysunek darował siostrze Annie Marii od Jezusa. Ta przekazała swój skarb innej mnisze, Marii de Pinel, która wzmiankowała o nim w klasztornej kronice i około roku 1630 umieściła w relikwiarzu. W 1969 roku ten oryginalny relikwiarz został zastąpiony obecnym, którego autorem jest madrycki złotnik José Puigdollers.

Jakie ma wrażenie człowiek, gdy wpatruje się w rysunek? Już wcześniej wspomniany ojciec Jeronim od św. Józefa podkreślił: „Na tym rysunku są trzy rzeczy warte rozważenia: pierwszym jest pozycja, w której przedstawiony jest nasz Pan Chrystus i którą miał przed sobą czcigodny mężczyzna, gdy Go widział; drugą jest umiejętność szkicu; trzecia jest pobożność, którą przedstawia i wywołuje.” A współczesny autor, Juan Bosco San Román, dziwnie interpretuje rysunek, pisząc: „Ojciec tutaj ogląda Syna, który jest bardziej robakiem niż człowiekiem, na którego ciele nie ma zdrowego miejsca, który jest umęczony i zraniony z powodu ludzkiego grzechu, nachylony nad światem, za który umiera.”

Mówiąc nowocześnie: na rysunku można podziwiać i ocenić teologiczne przesłanie, artystyczny wyraz oraz duchowe przesłanie. Spróbujmy odkryć je na podstawie dialektycznej lektury dzieł Jana i tego rysunku oraz następnie sformułować przesłanie rysunku do naszego życia duchowego.

2. Rysunek Jana a jego pisma

Kto obserwuje rysunek Jana, jest poruszony zarówno niezwykłą perspektywą, jak i prostymi, wręcz surowymi pociągnięciami rysunku, a także samym wyrazem, pozycją przedstawionego ciała. Ukriżowany Chrystus świętego Jana odzwierciedla jednocześnie cierpienie Jezusa, jego miłość, z jaką umiera, a także jego relację z Ojcem, który jest pierwszym, kto ten widok zauważa.

Właśnie z tych powodów trudno przypisać temu rysunkowi dzieła dwóch wybitnych malarzy, którzy się nim inspirowali. Obaj artyści, malarz ścienny José María Sert (1874–1945) oraz surrealista Salvador Dalí (1904–1989) zapoznali się z rysunkiem świętego dzięki ojcu Brunonowi od Jezusa i Marii (Frossairt, 1892–1962). Pierwszy doszedł do wniosku, że źle patrzymy na rysunek, i dlatego odwrócił go o dziewięćdziesiąt stopni w lewo, by w jego wizji Jezus jakby wisiał w poziomej pozycji, przybity do wyimaginowanego sufitu, całym ciałem zwrócony w dół. Pytanie brzmi, dlaczego święty Jan chciałby tak przedstawić Chrystusa, co chciałby nam tym przekazać. Jeszcze bardziej od rysunku Jana oddalił się Salvador Dalí. Jego Chrystus świętego Jana od Krzyża z roku 1951 ma z rysunkiem świętego wspólne tylko imię i niezwykłą perspektywę, jednak ani ona nie jest zachowana w intencjach Jana od Krzyża. Widok ukriżowanego Jezusa jest tutaj prowadzony z ptasiej perspektywy, co automatycznie oferuje całkowicie inne interpretacje niż w rysunku Jana. Przedstawiony Chrystus sprawia także wrażenie atlety, półboskiego bohatera z pięknie wyrzeźbionymi mięśniami. Brakuje wykrzywionej pozy, zgiętych nóg, niezdolnych do podtrzymania ciężaru ciała, krwawych ran... Czarne tło jest wprawdzie niezwykle efektowne, ale w połączeniu z zarysem ziemi w dolnej części obrazu bardziej oddala Ukriżowanego od świata. Nic dziwnego, że wielki znawca nauki świętego, Federico Ruiz, sceptycznie ocenia te przedstawienia: „Niezależnie od takich autorytetów jestem przekonany, że zamierzona przez świętego pozycja jest wertykalna, tak jak zawsze uważano.”

Spróbujmy jednak zrozumieć rysunek Jana na podstawie jego własnych dzieł. Wierzę, że jego własne myśli pomogą nam zbliżyć się do niego lepiej niż obce komentarze czy nasze własne wrażenia.

Pasterz zraniony miłością pod kochającym spojrzeniem Ojca

Całkowicie kluczowa interpretacja rysunku Jana pochodzi z jednej ludowej pieśni o czterech zwrotkach, do której mistyczny poeta dodał jedynie ostatnią, piątą. Tym jednak zupełnie ją przekształca, ponieważ z pierwotnej poezji o odwzajemnianej miłości małego Pasterza (Pastorcico) do niewdzięcznej pasterki powstaje alegoria christologiczna: Jezus, frustrowany tym, że zagubione ludzkość nie odwzajemnia Jego miłości, wstępuje na „drzewo” krzyża, na którym umiera „z piersią miłości bardzo zranioną”. Ukriżowany Chrystus na rysunku Jana jest więc Pasterzem, którego miłość do grzeszników prowadzi do ofiary za własne życie, co możemy przeczytać w ostatniej, autorskiej zwrotce pieśni: „A po dłuższym czasie wzbił się / na drzewo, gdzie rozciągnął swoje piękne ramiona, / i martwy na nich pozostał, / pierś moja miłością bardzo zraniona.” Pierwszym kluczem interpretacyjnym rysunku jest więc zbawcza miłość Chrystusa do ludzkości.

Co najmniej jeszcze dwie pieśni świętego pomagają prawidłowo interpretować jego rysunek: są to romanse Na ewangelii In principio erat Verbum i poema Że dobrze ja znam pramen. W pierwszej podstawową perspektywę stanowi miłosny dialog między Ojcem a Synem o stworzeniu (por. 3. i 4. zwrotka) oraz o wcieleniu (por. 7. i 8. zwrotka). Obie boskie osoby, związane wzajemną miłością (tj. osobą Ducha Świętego), chcą stworzyć świat i przybliżyć go do Boga, przyjmując ludzką naturę. Te romanse kończą się narodzinami Pana w Betlejem (por. 9. zwrotka), nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby „przedłużyć” tę linię aż do śmierci Jezusa na krzyżu. W takim przypadku drugim kluczem interpretacyjnym rysunku Jana staje się miłość Ojca do Syna, co w dużej mierze wyjaśnia niezwykłą perspektywę spojrzenia z poziomu, w którym obserwator (czy raczej Obserwator!) jest blisko Ukriżowanego i nie patrzy na niego „chłodnym wzrokiem z góry” (jak w przedstawieniu Dalí), lecz z miłością i współuczestnictwem.

W poemie Że dobrze ja znam pramen znajdujemy uzupełnienie tej perspektywy miłości między Ojcem a Synem o miłość Ojca do ludzkości poprzez Syna: Źródło (= Ojciec) rozlewa się w strumieniach (tj. w Synu i Duchu) i tworzy nimi świat, aby na końcu w „żywym chlebie” (tj. w eucharystycznym Chrystusie) dawać się wszystkim, którzy o to proszą. Tę perspektywę można również zastosować do rysunku Jana. Podsumowując, można powiedzieć, że to proste przedstawienie obrazuje miłość między Ojcem a Synem (i tym samym Duchem Świętym), które wspólnie oferuje grzesznej ludzkości, aby przez przyjęcie zbawczej śmierci Jezusa mogło się do tej miłości przywiązać i mieć w niej udział.

I w prozach Mistycznego Nauczyciela znajdujemy tę perspektywę zadośćuczynienia dzieła Jezusa Chrystusa. W Duchowej pieśni mówi się o krzyżu jako o jabłoni, na której „Syn Boży odkupił, a tym samym i później poślubił siebie ludzką naturę, a tym samym każdą duszę w ten sposób, że dał jej do tego łaskę i zadatek na krzyżu.” (DP 23,3) W innym miejscu święty Jan przedstawia miłość i krzyż jako nierozerwalnie związane (DP 36,13; ŻP 2,28). Kiedy do tego dodamy perspektywę słynnego 22. rozdziału 2. księgi Wstąpienie na górę Karmel, w której święty przedstawia Chrystusa jako jedyne słowo Ojca, możemy stwierdzić, że spojrzenie na krzyż Jezusa jest takie samo w poezji i prozie Jana: Jezus odpowiada na miłość Ojca tym, że cierpi i umiera, aby zbawić zagubioną ludzkość, co prowadzi Ojca do miłości ze względu na Jego miłość i przyjmowania ofiary przez swoje przeszyte kończyny i serce z uczuciem zbawionej ludzkości. Jak gdyby to właściwie dawało nam wskazówki, jak w jaki sposób i w jakim duchu powinniśmy patrzeć na rysunek Jana.

Z perspektywy ukriżowanej Miłości

Perspektywę można również obrócić i czytać pisma Jana na podstawie jego rysunku. Już z tego powodu, że rysunek powstał przed prawie wszystkimi jego dziełami. Przy ich lekturze należy więc pamiętać o tym głębokim doświadczeniu duchowym Jana, na podstawie którego naszkicował zranione ciało Jezusa z miłościwym spojrzeniem Ojca. Przecież to niezwykłe doświadczenie wiąże się z pierwszą fazą mistycznego życia świętego.

Już lektura wierszy z uwzględnieniem rysunku Jana pozwala nam czytać jednoznacznie z perspektywy christologicznej. Nie można dopuścić tezy, że poemat Gdzie się ukryłeś, Umiłowany? lub wiersze Za jedną ciemną noc i Ó, żywy płomieniu miłości zostały napisane najpierw jako wyraz świeckiej miłości partnerskiej, a dopiero następnie zostały „duchowo” zinterpretowane przez autora w swoich komentarzach.

Rysunek Ukriżowany Chrystus jest także istotnym kluczem interpretacyjnym do zrozumienia szkicu Góry doskonałości. Często jest on krytykowany za naukę tu przedstawioną i opisaną w traktacie Wstąpienie na górę Karmel (szczególnie w 1V 13), a Mystyczny Nauczyciel oskarżany o niechrześcijański ascetyzm, który nie uwzględnia zbawczej ofiary Jezusa. Jednak już uważna lektura programowego 13. rozdziału pierwszej księgi Wstąpienia temu zaprzecza. Jan wyraźnie mówi: „Po pierwsze dusza ma mieć trwały pragnienie (un ordinario apetito) podążania za Chrystusem we wszystkich swoich sprawach, że ma sobie przyporządkować swoje życie, o którym ma rozmyślać, aby umiała go naśladować i postępować we wszystkim, jak by postępował on. Po drugie, by mogła to dobrze robić, musi zrezygnować z wszelkiej przyjemności, która się pojawia zmysłom, nie jest, jeśli nie jest czysto dla chwały Bożej; aby z tego zrezygnowała i pozostała od tego pusta z miłości do Jezusa Chrystusa, który w tym życiu nie miał ani nie chciał żadnej innej przyjemności, tylko czynić wolę swojego Ojca, i to nazywał swoim jedzeniem i pokarmem.” (1V 13,3n). Jest oczywiste, że całe ascetyczne wysiłki dokonują się z uwagi na Chrystusa i Jego wypełnianie woli Ojca (por. także 1V 13,6). Kiedy obok tych tekstów zestawimy rysunek Jana, jasno widać, co go prowadzi do tak radykalnych wymagań wobec tych, którzy pragną osiągnąć jedności z Bogiem, który zstąpił na szczyt Góry doskonałości, aby spotkać się tamo z tymi, którzy pragną wznosić się ku niemu.

Im trudniej przedstawić znaczenie rysunku dla drugiej części diptyku, Ciemo noc, tym bardziej ta argumentacja staje się użyteczna i potrzebna. To dzieło Mystycznego Nauczyciela było bowiem wielokrotnie oskarżane o christologiczne „ubóstwo”, ponieważ jest w nim mało odniesień do Jezusa Chrystusa, a większość cytatów biblijnych pochodzi ze Starego Testamentu. Ciemo noc tworzy jednak diptych z Wstąpieniem na górę Karmel, gdzie sytuacja z tej perspektywy jest zupełnie inna i obydwa dzieła należy czytać wspólnie. Jana od Krzyża prowadziło do owego oszczędnego odniesienia do Chrystusa z pewnym zamysłem: pozwolić czytelnikowi na „zanurzenie” się w atmosferę bolesnego doświadczenia nocą pasywną również samemu. Jakoby horyzont jedności człowieka z Bogiem w Chrystusie całkowicie zniknął przed oczyściokowaną duszą. W rzeczywistości jednak przechodzenie przez ciemną noc oznacza rosnące uczestnictwo w trojjedynym miłosierdziu, które objawia się na krzyżu, jak medytowaliśmy nad rysunkiem Jana. Co więcej, autor w przedmowie przedstawia perspektywę, która obowiązuje dla całego pisma: dusza już przeszła noc i jest w stanie doskonałości, ponieważ została przez Chrystusa nakłoniona, aby podążała wąską drogą do życia wiecznego (por. N, przedmowa do czytelnika). Czego jednak Chrystus skłonił ją do tego, aby przeszła tę wąską drogą? Z pewnością miłością, którą mogła dostrzec na krzyżu.

Również co do ostatnich dwóch wielkich dzieł, Duchowej pieśni i Żywego płomienia miłości trzeba stwierdzić, że odzwierciedlają one logikę rysunku autora. Jan postrzega poszukiwanie Umiłowanego duszą jako jej odpowiedź na Jego inicjatywę śmierci na krzyżu: Zaślubiny Chrystusa z całym rodzajem ludzkim realizują się przez jego zbawczą śmierć, człowiek otwiera się na Niego przez chrzest i duchowo, mistycznie może przeżywać to już w trakcie życia doczesnego (por. DP 23,2.6).

Także trójca perspektywa zakończenia Duchowej pieśni i całego Żywego płomienia miłości jest związana z rysunkiem Ukriżowanego Chrystusa. Życie w Trójcy otwiera nam Jezus Chrystus swoją piękną (por. DP 36), a bramą do niego jest krzyż: „Ó, gdyby tak już było możliwe w pełni pojąć, jak nie można dojść do gąszczu Bożych bogactw, które są bardzo różnorodne, inaczej niż przez wyjście z gąszcza różnorodnego cierpienia, a dusza w tym będzie miała swoją pociechę i pragnienie! I jak dusza, która naprawdę pragnie boskiej mądrości, pragnie najpierw cierpieć, aby wejść w nie, do gąszcza krzyża. (…) Ponieważ wejście do tych bogactw Jego mądrości jest bramą, która jest wąska, krzyż. I tych, którzy przez nią pragną wejść, jest mało. Natomiast wielu jest tych, którzy pragną rozkoszy, do których się przez nią przychodzi.” (DPB 36,13). Z tego samego powodu z kolei zwraca uwagę w Żywy płomień miłości: „Ó, dusze, które chcecie kroczyć bezpiecznie i z pociechą w sprawach ducha! Gdybyście wiedziały, jak należycie cierpieć i znosić, abyście doszły do tego bezpieczeństwa i pociechy, i jak bez tego nie można dojść do tego, czego dusza pragnie, ale że to raczej cofanie się, w żadnym razie nie szukalibyście pociechy, ani od Boga, ani od stworzeń. Raczej nosiłbyście krzyż, a gdybyście go miały, chciałybyście na nim pić tylko żółć i ocet! I miałbyście to za wielkie szczęście, gdybyście widziały, jak tym odumieracie dla świata i samych siebie, aby żyć dla Boga w rozkoszach ducha. A gdybyście cierpliwie i wiernie znosiły to mało zewnętrznego, zasłużylibyście, aby Bóg zwrócił na was wzrok i oczyścił was i wykuł w was wnętrzu pewnymi wewnętrznymi duchowymi cierpieniami, aby mógł dać wam wewnętrzne dobra.” (ŻP 2,28).

Jest więc oczywiste, że nie popełnimy błędu, odczytując cały dorobek Jana z perspektywy ukriżowanej Miłości: miłości Syna do Ojca i do stworzenia, miłości Ojca do Syna i do stworzeń w Nim, miłości, która jest Duchem Świętym.

3. Przesłanie rysunku Jana dla nas

Rysunek Jana Ukriżowany Chrystus może i powinien przemawiać także do naszego życia duchowego. Chciałbym tutaj przynajmniej zasugerować kilka podstawowych motywów, które mogą nam przynieść korzyść.
Przede wszystkim jest to sam motyw ukriżowanego Chrystusa. Czasami chrześcijanie mają tendencję podkreślania w chrześcijaństwie tylko pocieszających elementów, więc krzyż ich odrzuca. Podobają im się mały Jezus w żłóbku, Jezus jako nauczyciel i cudotwórca, zmartwychwstały Jezus, ale Jezus na krzyżu? A przecież bez krzyża Syn Boży nie jest kompletny! Święty Jan również o tym przypomina, gdy pisze do jednego ze swoich współbraci: „Nie szukaj Chrystusa bez krzyża” (K 24). Nie możemy zrozumieć Chrystusa i przyjąć Jego zbawienia bez krzyża (i to nie tylko w jego, ale i w naszym życiu). W duchu Mystycznego Nauczyciela możemy również dodać: „Nie szukaj krzyża bez Chrystusa”, tj. krzyż (w sensie niesprawiedliwego cierpienia) nie istnieje oddzielnie od Chrystusa i Jego zbawczej miłości do nas. Dlatego święty Jan radzi: „Ćwiczcie się w cnotach umartwienia i cierpliwości z pragnieniem, aby przypodobnić się trochę temu naszemu wielkiemu Bogu, uniżonemu i ukriżowanemu, ponieważ jeśli to życie nie jest naśladowaniem Jego, nie jest dobre” (K 25).

Dalej jest tu motyw cierpienia, złości, ale i miłości. Ciało Jezusa na rysunku Jana jest brutalnie zniekształcone. To może początkowo przerażać, ale zgadza się z historyczną rzeczywistością ukrzyżowania, a poza tym potęguje naszą wdzięczność Panu: Przyjął ten sposób umierania i śmierci z miłości do nas! Rany Chrystusa świadczą nie tylko o wielkości ludzkiego grzechu, lecz – i to przede wszystkim! – o wielkości Bożej i Jezusa miłości do człowieka. Święty Jan od Krzyża komentuje opuszczenie Jezusa słowami: „W ten sposób uczynił większe dzieło niż za całe swoje życie na ziemi i niebie swoimi cudami i czynami, gdy w łasce pojednał i zjednoczył ludzkość z Bogiem. I to było, jak mówię, w czasie, gdy Pan w wszystkiemej był zepchnięty” (2V 7,11). A Jezus poddaje się temu cierpieniu zarówno z miłości do Ojca, jak i z miłości do nas.

A wreszcie jest tu motyw miłości Ojca do Syna, jak również Jego miłości do nas. Wiele razy wskazałem, że ta szczególna perspektywa Ukriżowanego jakby odpowiada spojrzeniu Boga Ojca na swego ukochanego Syna w chwili Jego umierania. Jest jasne, że to nie Ojciec, który „krwawo” czekał na śmierć Syna jako warunek swojego przebaczenia grzesznikom, lecz Ojciec, który – choć jako Bóg nie może cierpieć – mimo to umiera ze swoim Synem. Jakby poprzez rysunek Jana chciał Ojciec nam powiedzieć: „Skup swoje oczy tylko na Nim, ponieważ w Nim powiedziałem ci i ujawniłem wszystko, a w Nim znajdziesz jeszcze więcej, niż pragniesz. (…) Jeśli chcesz, bym odpowiedział ci na jakieś pocieszające słowo, spójrz na mojego Syna, poddanego Mi i z miłości do mnie poddanego innym i zdeptanego, a zobaczysz, ile ci odpowie” (2V 22,5n). Niestety, również wierzący chrześcijanie są często zdezorientowani w swoim spojrzeniu na krzyż i wyobrażają sobie Boga jako okrutnego Władcę, który żąda śmierci swojego Syna i jest obojętny na Jego cierpienie. Zrozumiałe, że takiemu Bogu boją się w modlitwie zwracać i nazywać Go Ojcem. Trudno uwierzyć, że Bóg by nas kochał i chronił, gdyby cynicznie wystawił swojego „ukochanego” Syna na cierpienie i śmierć. Rysunek Jana, wzmocniony przez teksty,którymi się wcześniej zajmowaliśmy, może być skuteczną przeciwodtrutką na podobne wypaczenia naszego spojrzenia na tajemnicę odkupu.

Wierzę, że można by znaleźć jeszcze inne motywy do prawidłowego postrzegania i przeżywania Pasji Jezusa, ale te wystarczą, aby przekonać się o tym, że ten niewielki obrazek, tylko lekko naszkicowany przez Jana od Krzyża w nawiązaniu do głębokiego doświadczenia mistycznego, które mu dane było, przyniesie korzyści wszystkim, którzy są przynajmniej trochę duchowo otwarci i artystycznie wrażliwi.

 

Bibliografia użyta i zalecana:
KOHUT Paweł Wojciech, „Eucharystia: objawienie Ojca miłości i brama do Trójcy. Mistyczna pieśń Jana od Krzyża Że dobrze ja znam pramen”, Salve 2 (2005), s. 75–99;
—, „Żyć życiem Boga. Wprowadzenie do trynitarnej duchowości według św. Jana od Krzyża”, Salve 3–4 (2006), s. 143–171;
—, Jan od Krzyża – Jedno Słowo Ojca“, in: K. BAUER, P. JANDEJSEK i I. NOBLE (edd.), Hledání Ježíšovy tváře. Christologická čítanka, Praga: Jabok 2008, s. 57–63;
ROS GARCÍA Salvador, „El símbolo originario de Juan de la Cruz: su dibujo de Cristo crucificado“, Revista de Espiritualidad 217 (1995), s. 573–583;
SAN ROMÁN Juan Bosco, „El Cristo dibujado en Avila por San Juan de la Cruz“, in: Federico RUIZ (ed.), Dios habla en la noche. Vida, palabra, ambiente de San Juan de la Cruz, Madryt: Editorial de Espiritualidad 1990, s. 146–149;

(Szeroko pojętą wersję tego artykułu ojca Wojciecha Pawła Kohuta będzie można znaleźć na stronie internetowej praskiego klasztoru bosych karmelitek: bosekarmelitky.cz)