Godzina z Jezusem

Armand Nigro SJ

Jezus zaproponował mi, abyśmy spędzili razem godzinę. To była ekscytująca oferta, więc zacząłem się przygotowywać już kilka dni wcześniej: powtórzyłem sobie kurs seminaryjny z kristologii i ponownie przeczytałem niedawno opublikowaną książkę o teologii procesualnej, a także przeglądnąłem inną książkę o teologii wyzwolenia. Nie chciałem wzbudzić podejrzenia, że to wszystko trochę zapomniałem. Również ponownie przeczytałem wszystkie cztery Ewangelie na wypadek, gdyby Jezus wspomniał o czymś z przeszłości, co tam jest zapisane. Człowiek nigdy nie może wiedzieć.

Również posprzątałem celę (co zresztą robię każdego dnia), ponieważ Jezus wyraźnie pragnął, aby nasze spotkanie miało miejsce tam, a nie w kaplicy czy w jakimś neutralnym miejscu.

Kiedy Jezus wszedł, upadłem na kolana i zacząłem całować Jego ręce, ale On mnie podniósł i powiedział: „Nie możemy po prostu usiąść tutaj przez chwilę?”

Byłem kompletnie zdezorientowany i nie wiedziałem, jak rozpocząć rozmowę. Jezus czytał moje myśli i zachęcał mnie. „Rozluźnij się! Chcę po prostu z tobą być i cieszyć się widokiem z twojego okna. Rzeka i horyzont w tle są dziś szczególnie piękne.”

Nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Jeśli ja jestem człowiekiem niesamowicie zajętym i nie mogę sobie pozwolić na marnowanie czasu w taki sposób, to jak nieskończenie bardziej zajęty musi być On! A w tej godzinie miałem załatwić tyle ważnych spraw. Chciałem naprawdę maksymalnie wykorzystać tę okazję. Ale Jezus tylko cicho siedział, mając rękę położoną na moim ramieniu.

„Panie,” odważyłem się przerwać milczenie, „jakie jest twoje stanowisko w sporze kristologicznym o pytanie, w jakim stopniu miałeś świadomość swojego boskości i przyszłego życia przed swoją śmiercią i zmartwychwstaniem?” „Co to ma wspólnego z tym, że teraz cieszymy się z tej pięknej perspektywy?” zapytał Jezus.

Kolejne milczenie. Było mi wstyd. Wyciągnąłem rękę po książkę o teologii procesualnej i zauważyłem: „Ta książka zawiera naprawdę ważny materiał na temat rozwoju świadomości i …” „Jakie to ma znaczenie w naszej wspólnej chwili?” przerwał mi Jezus. „Czy te chmury i szumiąca rzeka, jak je stworzył mój Ojciec, również ci się podobają?”

Znowu cisza.

Otworzyłem książkę o teologii wyzwolenia. „Jak można autentycznie głosić twoje ewangelium, Panie, ludziom, którzy są niewolnikami pod uciskającymi strukturami ekonomicznymi i społecznymi?” „Ty jeszcze nie wybaczyłeś bratu kilka drzwi dalej w korytarzu i nie pozwoliłeś mi, abym wyeliminował twój gniew i twoją niesprawiedliwą ocenę na jego temat, prawda?” odparł Jezus. „To nie jest odpowiedź na moje pytanie, Panie.” „Twoje pytanie nie ma nic wspólnego z tym cennym czasem, który wspólnie spędzamy i którym ty bezsensownie marnujesz.”

Cisza.

„Czy jesteś zadowolony z uchwał Soboru Watykańskiego II i ich konsekwencji, Panie?” „Jak ty to postrzegasz?” odparł Jezus. „Oczywiście, pozytywnie… niektóre nowe myśli i zmiany są naprawdę dobre, ale myślę, że niektórzy liberałowie posunęli się zbyt daleko, a inni, znajdujący się na prawym skrzydle konserwatystów, hamują rozwój, a ich myślenie nie jest zgodne z linią Kościoła.” „Ty jesteś kompletnie beznadziejny,” zaśmiał się Jezus. „Czyż nie potrafisz cieszyć się chwilą przyjacielskiego spotkania ze mną, nie chcąc wydobyć z tego jakichś nowych perspektyw dla tych twoich nudnych… czy przepraszam, doskonałych… wykładów?”

„Panie, wprowadzasz mnie w zakłopotanie. Już przed trzydziestoma czterema laty w nowicjacie nauczyłem się medytować. A od tamtej pory ciągle tylko studiuję i studiuję. Więc w tym wszystkim nie jestem zupełnie jakimś nowicjuszem. Rozumiesz?” „Przyznaję, że nie jesteś nowicjuszem… po prostu jesteś trochę niezdarny… i głupi. Ale mimo to lubię cię.”

To pomogło, ale nie na długo.

Znowu milczenie. Mój wzrok padł na półkę, na której zapomniałem wytrzeć kurz, na list, na który muszę odpowiedzieć, i przypomniałem sobie, że muszę się przygotować na następny wykład. Stawałem się coraz bardziej rozkojarzony. „Panie, chciałbyś może szklankę soku czy coś? Skoczę po to na dół, za minutę będę z powrotem.” „A co bym tu robił przez tę minutę, gdy będziesz nieobecny? Najbardziej pragnę po prostu z tobą usiąść.”

Cisza.

„Kochasz mnie?” zapytał nagle Jezus. „Panie, ty wiesz wszystko. Wiesz, że cię kocham.” „Było mi miło przy sercu, kiedy Piotr tak odpisał,” skinął głową Jezus. „Ale co ty, myślisz to na serio?” „Oczywiście, w stu procentach,” oburzyłem się, „ale szczerze mówiąc… nie ułatwiasz mi tego.” „To ty wszystko komplikujesz,” zaprotestował Jezus. „Chcę spędzić z tobą godzinę, dzielić się moją obecnością i zapewnić cię o mojej miłości. Nie musisz w ogóle mnie zabawiać, gdy jesteśmy razem. Po prostu być ze mną, rozumiesz to?”

Znowu cisza.

„Kim mnie uważasz?” zapytał po chwili Jezus, lekko poklepując mnie po ramieniu.

„Panie, jestem całkowicie zgodny z naszymi czołowymi teologami, którzy mówią, że… tak, że jesteś eschatologiczną manifestacją istoty naszego bytu; że jesteś wcielonym Słowem Bożym; że jesteś naszym ostatecznym charyzmatem i doskonałym objawieniem trynitarno-kristologicznym, soteriologicznym, antytetycznym i eklezjalnym misteriów naszego życia.”

Minęło dłużej, zanim Jezus wydusił: „Co?” a potem wybuchł śmiechem, odrzucił głowę do tyłu i objął mnie mocno. „Ty jesteś kompletnie beznadziejny! Ale mimo to lubię cię.”

Jezus odchodził, ale przez całą drogę wzdłuż długiego korytarza śmiał się. Szczerze mówiąc, nie wydawało mi się, że jest w tym cokolwiek szczególnie zabawnego. Przez kilka minut patrzyłem za Nim przez okno i czułem się całkowicie zdezorientowany, ale potem wróciłem do ważnych spraw na moim biurku, gdzie czekało mnóstwo pracy.

I nagle poczułem, jak Go mi brakuje...

Kiedy zapytałem jednego ze swoich przyjaciół, dlaczego uważa za tak ważne regularnie wprowadzać chwile ciszy w biegu swojego pracowitego życia, odpowiedział mi: Nie wprowadzam ich, po prostu daję im pierwszeństwo przed wszystkim innym. Najpierw ustalam w ramach możliwości czas na ciszę i modlitwę. Cisza jest częścią mojego codziennego życia, tak jak czasy posiłków, które również potrzebują swojego czasu. Cisza i milczenie zapewniają mi wewnętrzną harmonię i pomagają ustalić priorytety między rzeczami a zjawiskami. Wszystko, co czuję, że należy zrobić, nie jest tak naprawdę aż tak ważne. O wiele ważniejsze jest to, co Bóg chce ze mną zrobić. Nie szukam samotności czy ciszy dla samej ciszy. W końcu nigdy nie jestem sam. Po prostu zwalniam czas dla kogoś, kto na mnie czeka.

Z szwedzkiego czasopisma KARMEL
przełożyła Dagmar Chvojková