Brat odzwyczaj nadal pracował.

Wczoraj – w suchą środę – zmarł brat Gregory. Brat Gregory był świętym człowiekiem, a w ostatnich latach wszystko, co robił, kosztowało go tyle wysiłku, że wydawało się, iż całkowicie zatraca się w gorliwym wypełnianiu obowiązków drogi krzyżowej…
Zapytałem czcigodnego ojca, co uczyniło brata tak świętym. Nie wiem, jakiej odpowiedzi się spodziewałem. Byłbym szczęśliwy, gdybym usłyszał coś o głębokim i prostym duchu modlitwy, coś o nieoczekiwanych wysokościach wiary, czystości serca, wewnętrznym spokoju, samotności, miłości do Boga. Może dlatego, że rozmawiał z ptakami jak święty Franciszek.
Czcigodny ojciec odpowiedział bardzo szybko: „Brat zawsze pracował,” powiedział. „Brat nawet nie wiedział, co to znaczy lenić się. Kiedy wysłałeś go, aby pasł krowy, jeszcze znalazł sobie do zrobienia sporo rzeczy. Przyniósł wiadro jeżyn. Nie wiedział, co to znaczy lenić się.”
Wyszedłem z pokoju ojca i czułem się jak człowiek, któremu uciekł pociąg.

(Thomas Merton /1915–1968/, zapis dziennika z 18 grudnia 1947)