Zaczynamy rok Boga Ojca...

P. Wojciech Kodet O.Carm.

(Upraveny transkrypt kazania podczas mszy świętej w pierwszą sobotę miesiąca grudnia 1998 roku w kościele Matki Bożej Karmelskiej w Kostelním Vydří.)

Bracia i siostry, tydzień temu wspólnie wkroczyliśmy w trzeci rok przygotowań do świętowania wielkiego jubileuszu; a ten rok jest poświęcony niebieskiemu Ojcu. To dla nas wielka szansa. Ponieważ mało co potrzebuje ludzkość tak bardzo, jak właśnie nowego doświadczenia z Bogiem jako Ojcem.

Cały świat żyje w pewnym syndromie braku ojcostwa. Ludzie tych czasów w większości doświadczyli bardzo bolesnego rozpadu rodzin, kryzysu relacji rodzinnych i braku tego, co jest determinowane relacją ojca wobec rodziny, wobec dziecka i co tak głęboko rzekomo determinuje również relację do Ojca niebieskiego. Bóg oferuje temu światu uzdrawiający lek. Każdy, kto pozna Boga jako Ojca, może – mimo wszystkich negatywnych doświadczeń, które przeżył jako dziecko w relacjach ludzkich w tym świecie, i które nieświadomie przeniósł na relację do Ojca niebieskiego – dzięki temu poznaniu Boga doświadczyć wielkiego uzdrowienia. I tym głębiej zrozumieć sens własnego życia. Odkryć na nowo radość z życia, odnaleźć siebie, znaleźć współodpowiedzialność za ten świat, a w Bogu także wielką nadzieję na to, co mamy przed sobą.

Niewiele w życiu z Bogiem jest tak zniekształcone, jak właśnie te najważniejsze pojęcia. A między nimi jest także pojęcie ojca. Przy tym dla Pana Jezusa relacja do Ojca była całkowicie kluczowa i determinująca dla całego jego życia, dla całej jego posługi i głoszenia. Jak świadczą ewangelisci, wielokrotnie powoływał się w swoim życiu na to, że przyszedł, aby wypełniać wolę Ojca; że jego pokarmem jest czynić wolę Ojca. Biblijni badacze policzyli, że słowo Ojciec było w ustach Jezusa najczęściej używane; żadne inne imię nie zostało użyte wobec Boga częściej niż właśnie to. A przecież właśnie ten Ojciec był tak ukryty i tajemniczy. Jezus sam powiedział: „Nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11,27).

Ale my wiemy, że Jezus przyszedł, aby objawić Ojca. Przyszedł, aby nam odsłonić jego piękną twarz. Aby wprowadzić nas w społeczność z nim. W dzisiejszej modlitwie wejściowej prosiliśmy, aby ludzie znowu zostali wprowadzeni w poznanie Ojca i doświadczyli wielkości Bożego synostwa. Jest to zatem wyjątkowe zadanie, które mamy przed sobą. Wyjątkowa szansa i łaska. Bóg chce nam znowu objawić się jako Ojciec. Ojciec kochający i miłosierny, Ojciec, który pociesza swój lud i dla jego zbawienia posłał swojego Syna.

„Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud – mówi wasz Bóg. Mówcie do serca Jerozolimy, wołajcie do niego, bo zakończona jest jego robota, odkupiona jego wina, wziął bowiem z ręki Pana podwójnie za wszystkie swoje grzechy” (Iz 40,1–2).

Bóg, który posłał swojego Syna Jezusa Chrystusa, postanowił zakończyć ludzka zło. I dlatego tylko on może ogłosić to wielkie „rok miłosierdzia” i powiedzieć: pocieszaj mój lud, skończona robota, nastało wielkie miłosierdzie. Jedyną rzeczą, która przeszkadza nam doświadczyć tej Ojcostwa troski i opieki, jest nasze własne odrzucenie Boga jako Ojca lub odrzucenie jego miłości do nas.

Ludzie nie wiedzą, kim jest Bóg Ojciec. Gdyby wiedzieli, musieliby zmienić swoje życie. Jan Ewangelista Urban, wielki człowiek tego wieku, napisał, że człowiek jest taki, jaką ma wyobrażenie o Bogu. Ponieważ to, jaki jest „nasz” Bóg, głęboko wpływa na nas samych. Jeżeli ktoś uważa, że Bóg się nim nie interesuje, że Bóg nie jest obecny w jego życiu, to sam nie doświadcza odpowiedzialności za swoje życie. Jeżeli doświadcza Boga jako tego, którego nie można zrozumieć, to i sam nigdy nie zrozumie swojego życia. Jeżeli doświadcza Boga jako tego, który jest nieobecny, zawsze będzie zakładał, że Bóg się nim nie interesuje, że w ogóle nie interesuje się niczym z tego, co przeżywamy. Jeżeli postrzega Boga jako tego, który karze, który jest tylko surowy i twardy, sam będzie taki twardy; wobec siebie i wobec innych.

Jest to zatem wielka odpowiedzialność nas, chrześcijan, którzy przyjęli wiarę i poznali Jezusa, aby najpierw oczyścić w swoim sercu i w swoim umyśle wyobrażenie o niebieskim Ojcu i to oczyszczone wyobrażenie przekazywać dalej. Będziemy przez cały rok zachęcać się przy tekstach Pisma Świętego, aby otworzyć się na poznanie Ojca, które zasadniczo wpływa na nasze życie. My, którzy poznaliśmy Ojca jako tego, kto wzywa do życia, jako tego, kto nas chroni, jako tego, kto ciągle daje nam nadzieję, wiemy, że nic nie jest ważniejsze niż właśnie to. Ponieważ jednak wyobrażenie Boga jako Ojca jest w ludziach bardzo zniekształcone, dlatego Pismo Święte używa również pomocniczych obrazów. Jednym z tych pomocniczych obrazów jest Bóg jako pasterz.

„Jak pasterz wypasa swoje stado, ramieniem je gromadzi, na swoim łonie nosi jagnięta, owce z młodymi powoli prowadzi” (Iz 40,11).

W ten sposób Bóg objawia się w swojej opiece nad człowiekiem. Szczególnie współczesnemu człowiekowi, który jest tak naznaczony brakiem zaufania, brakiem miłości, który doświadcza w sobie poczucia rozczarowania, czasami jakiegoś wewnętrznego odrzucenia, niedocenienia, jakiegoś naznaczenia, poniżenia życiem lub innymi ludźmi, właśnie jemu ten obraz pasterza jest bardzo bliski i ważny: Bóg jako ten, który się nami opiekuje i prowadzi; ten, który pokazuje nam drogę; ten, który zawsze wie, jak wyjść z każdego problemu; który nie zostawia nas na pastwę losu, a nawet – kiedy zabłądzimy – ponownie nas przygarnia. Jak pasterz, który ma wielką radość, gdy znajdzie zagubioną owcę; taki jest nasz Bóg, który cieszy się z powrotu grzeszników.

Z niebieskim Ojcem związane jest także jedno istotne świadectwo o Bogu w Biblii, a jest nim Boże miłosierdzie. Podstawowa cecha Boga, a lepiej powiedzieć cecha Bożej miłości. Głównym tematem tego roku poświęconego Bogu Ojcu będzie także miłość Boża, cnota miłości jako takiej. Tak jak w ubiegłym roku z trzecią osobą boską była tematycznie związana cnota nadziei. Tylko że z miłości zniknęło to, co czyniło ją boską i piękną. Dlatego tak ważne jest kontemplowanie miłości w kontekście Boga: jak Bóg kocha człowieka; a nie tylko to, także jak Bóg żyje w miłości sam w sobie, w swoim wewnętrznym życiu. I to będzie przedmiotem naszych kazań i katechez.

Jesteśmy świadomi, że to, co zatarło naszą relację z Bogiem, co spowodowało, że nie dostrzegamy Bożej miłości – aż wielu ludzi mówi, że nie są przez Boga kochani, jest nasza odległość od Boga. Czasem spowodowana, czasem niezawiniona bezpośrednio. Odległość, która jest spowodowana zarówno grzechem pierworodnym, jak i osobistym, a także wszystkim tym bolesnym, co już przeżyliśmy w życiu, wszystkim naszym rozczarowaniem wobec życia, zawodem ze strony innych ludzi, wszystkim, co przyniosło utratę naszej wiary w człowieka, w relacje i w to, co mamy przed sobą.

Właśnie dlatego Święty Ojciec kładzie nam na serce, abyśmy w tym roku, poświęconym Bogu Ojcu, „zostali zaprowadzeni do domu Ojca” – drogą pokuty, nawrócenia. Abyśmy ponownie konsekwentnie skierowali naszą uwagę na Ojca, nie na siebie. Nawrócenie zaczyna się tam, gdzie człowiek przestaje „kręcić się” wokół siebie i zaczyna konsekwentnie, szczerze poświęcać się temu, który zaprasza go do życia, który dał mu życie, który zaprasza go do swojego domu – samemu Bogu. Przez wszystkie trudności i zmartwienia, które niesie życie, będziemy nieustannie zwracać naszą uwagę ku niemu i prosić go, aby objawił się nam. Prosić Jezusa, aby pokazał nam oblicze Ojca, prosić Ducha Świętego, aby oczyścił nasze wyobrażenia. A samego Ojca prosić, aby nas ogarnął swoim miłosierdziem.

Zauważalne jest również, że Bóg w Piśmie występuje jako Ojciec, który posiada również cechy matki. W proroctwie Izajasza czytamy, że gdyby matka zapomniała o swoim dziecku, Pan na nas nie zapomni. Czytamy o nim jako o tym, który zawsze się lituję. I którego miłość jest delikatniejsza niż miłość matki. To jest wielka tajemnica: Bóg jest Ojcem, który przejawia się nam także jako matka. To właśnie w słowie miłosierdzie, litowanie się, możemy to lepiej zrozumieć, ponieważ w oryginalnym języku Pisma Starego Testamentu wyraz litowanie ma ten sam rdzeń co „łono matki”. Do Ojca więc należy matczyne łono i ojcowskie ramiona. Gdy potrzebujemy, aby ojciec mocno nas trzymał i potrzebujemy schować się, aby znaleźć miłosierdzie, to wiemy, że nikt w tym świecie nie może być naszą podporą bardziej niż właśnie on. Nasz Ojciec z matczynym łonem. Ojciec, który zawsze potrafi nas przytulić do swojej piersi, który potrafi otworzyć swoje ramiona, tak jak ojciec w przypowieści Jezusa o marnotrawnym synie.

Niech więc prowadzi nas na tej drodze do domu Ojca. Nie bójmy się pokuty, ponieważ pokuta to droga naszego oczyszczenia do radości. Pokuta jest drogą, na końcu której stoi wielka radość z powrotu, tam człowiek odnajduje na nowo siebie, nowy sens swojej życiowej drogi i prawdziwą radość, która ukryta jest na dnie jego serca.

Prośmy więc Boga, aby znowu nad nami zaświecił jako ten, który się lituje. Jako ten, który w miłości do nas zawsze jest pierwszy, który nigdy przestaje nas kochać, ponieważ jesteśmy jego. Który nie potrafi inaczej, jak tylko litować się, ponieważ odkupił nas krwią swojego Syna. Wszystkich tych spraw dotkniemy zatem w tym roku. To, co mamy przed sobą, jest piękne i wielkie. Dobrze byłoby, gdybyśmy każdego dnia wyrazili niebieskiemu Ojcu – przynajmniej prostym zdaniem – nasze pragnienie poznania go, pragnienie odbudowy zaufania w jego miłość, pragnienie tego, abyśmy na nowo doświadczyli jego miłosierdzia. A ja wierzę, że nie zawiedzie nas.