Niebo w mojej duszy

(Ćwiczenia z Elżbietą od Trójcy)

P. Conrad de Meester, OCD

Portret cywilny Elżbiety Catéz przed wejściem do KarmeluI choć w języku czeskim ukazało się już kilka książek poświęconych bł. Elżbiecie od Trójcy,1 to jednak jej własne teksty są nam po czesku dostępne tylko w krótkich urywkach. Dzięki nowej książce z wydawnictwa Karmelitańskiego, z której teraz będę cytować, a której tytuł i nazwisko autora zamieściłem w tytule tego artykułu, teraz w końcu łatwo i w całości dostępny będzie dla nas jeden bardzo ważny tekst Elżbiety.

O życiowej drodze Elżbiety przypomnijmy w tym miejscu tylko podstawowe fakty: Elżbieta urodziła się w 1880 roku i już od piętnastego roku pragnęła wejść do klasztoru bosych karmelitek. Z powodu braku zgody matki musiała jednak poczekać do osiągnięcia pełnoletności. W wieku dwudziestu jeden lat więc wstąpiła do klasztoru, jednak już cztery lata później zachorowała na nieuleczalną chorobę. Po roku, na wiosnę 1906 roku przyjęła „ostatnie namaszczenie”, ponieważ wydawało się, że umiera. Do tego doszło po kolejnym pół roku, 9 listopada 1906 roku. Conrad de Meester wyjaśnia:

W roku 1906, w najgłębszym fizycznym cierpieniu i z uwagą, że wkrótce ujrzy Boga, prosi, by mogła odbyć swoje rekolekcje, czas wyraźniejszej samotności w długości szesnastu dni. „Odchodzę z Świętą Panną w wieczór Jej Wniebowzięcia (15 sierpnia), by przygotować się na życie wieczne” – pisze2; to będzie mój „nowicjat dla Nieba”. Jej przełożona prosi ją, by „po prostu notowała, co dobrego jej przychodzi do głowy”. Elżbieta z uśmiechem się zgadza. Będzie więc pisała z posłuszeństwa dla matki Germaine, ale niewątpliwie z przeczuciem, że ta wspaniałomyślna pierwsza czytelniczka podzieli się z innymi.

Były to prywatne „rekolekcje” (my zazwyczaj używamy określenia „ćwiczenia”, ale znaczenie jest to samo), które siostry boskie karmelitki przeprowadzały i przeprowadzają tak, że każda siostra w tych dniach nie uczestniczy w programie wspólnoty, ale modli się w samotności.

Ponieważ zapiski Elżbiety z tych dni, które tak spędziła z Panem, są miejscami zbyt gęste, Conrad de Meester do każdego dnia dołączył swoje wstępne uwagi, a następnie zawsze również wyróżniał kilka tematów do następnej modlitwy. Jego celem było uczynić myśli Elżbiety jak najbardziej dostępnymi. I jednocześnie przedstawić je tak, abyśmy mogli z ich pomocą również łatwo odbyć ćwiczenia. W takim środowisku oraz w takim zakresie i tempie, jakie nam odpowiadają.

Z wdzięcznością za tę możliwość uczenia się od Elżbiety, bycia blisko niej, obecnie przedstawiam Wam na przykład z książki ósmy dzień z łącznie szesnastu dni duchowych ćwiczeń Elżbiety.

P. Gorazd, O.Carm

Dzień ósmy

Nauczyć się adoracji

Z punktu widzenia podziału dzisiejszy tekst jest szczególnie interesujący. Między dwoma brzegami, które reprezentują pierwszy i ostatni dzień, zasadzony jest ten ósmy dzień jak wielka kolumna, wspierająca cały most i ogłaszająca (podobnie jak w PU 1 i PU 42) bardzo wyraźnie cel, który wyznacza pracę redakcyjną Elżbiety, tak samo jak cały jej ideał: „Jak naśladować w niebie duszy tej nieustanną działalność błogosławionych w niebiańskiej chwale?”

Dziś jeszcze wyraźniej wyłonią się dwa aspekty jej pragnienia: nieprzerwalność chwały („dniem i nocą bez przerwy”, dwukrotnie „nieprzerwalna”, „nieustanna”, „ustawiczna (chwała) Sanctus”) oraz jej przejrzysta czystość. Elżbieta ponownie podkreśla wyjście z samej siebie do Boga: modlitwa wymaga „opustzenia samej siebie” i „przechodzenia w Innego”. Do doskonałego zrealizowania tego zamiaru, które jest Bożym „godnym” i zasługującym na Boga, będzie potrzebna pełnia miłościwnej uwagi: „nie brać sobie wzgląd” i spoglądać na Boga z wielką „czystością spojrzenia”.

Jest tu jednak nasza słabość. Elżbieta zdaje sobie sprawę ze swojej „niemożności” (IP 15) a my więcej niż ona doświadczamy osłabienia i upadków, o których nam opowiada (PU 31). Ona wie, że nasza chwała nie może być „zawsze świadoma, ponieważ słabość naszej natury nie pozwala jej zawsze kierować wzroku ku Bogu bez żadnej rozproszenia”. Jednak dusza przemieniona, dusza „jakby całkowicie przeobrażona w chwałę i miłość, w pasję dla chwały naszego Boga”, będzie jednak w tym wszystkim, co czyni, „pod działaniem Boga, który w niej wszystko czyni” (NvV 44).

Dziś Elżbieta wraca do tematu: „Duch Otców” może „wzmocnić” naszą naturę, która, choć ograniczona, może być całkowicie oddana, aby „Jezus Chrystus mieszkał w nas”, abyśmy stali się „zakorzenieni i ugruntowani w miłości”.

Obraz głębokich korzeni (tych dobrych fundamentów! fundamentów dobrego „ja”!), wytrwałych, stabilnych i rozległych, Elżbiecie widocznie bardzo się podobał. Gdy miłość i wiara są wielkie, „dusza przenika w głąb Bożych” i pozostaje w nich; tam następnie czerpie przez korzenie miłości i wiary boską soki – nadprzyrodzoną wartość swoich czynów. Przez łaskę wiary i miłości „wszystko czyni na chwałę Bogu trzykroć Świętemu”, niezależnie od tego, czy jest tego świadoma (co Elżbieta bardzo pragnie, ponieważ świadomy akt jest jeszcze bardziej godny Boga), czy nie. W takich warunkach fundamenty nie przestają rosnąć: „taka dusza każdym swoim ruchem, każdym swoim pragnieniem i każdym swoim czynem, choćby najzwyklejszym, „zakorzenia” się głębiej w Umiłowanym”.

Jest oczywiste, jak bardzo u Elżbiety życie jest związane z modlitwą; a miłość jest żyzną glebą ich obu. Swojej młodej przyjaciółce Germaine de Gemeaux napisała: „Uczyńmy z naszych dni ustabilizowane połączenie; budźmy się rano w Miłości, oddawajmy się przez cały dzień Miłości – to znaczy, że będziemy realizować Bożą wolę; pod Jego spojrzeniem, z Nim, w Nim i dla Niego samego. Oddawajmy się Mu przez cały czas w sposób, w jaki On pragnie. (...) A wtedy, gdy po tej miłosnej rozmowie, która w naszym sercu nie ustaje, nadejdzie wieczór, zasypiajmy w Miłości” (AD 172).

W chwili swoich ślubów zakonnych Elżbieta wyraziła pragnienie, „aby to był początek aktu adoracji, który w mojej duszy nigdy się nie zakończy” (AD 150). Głęboka uwaga skierowana ku Bogu nie wydawała się jej jednak wyłącznym powołaniem ludzi oddanych kontemplacyjnemu stylowi życia. Ona sama ten postaw adoracji żyła bardzo poważnie również na świecie, w „celsie swojego serca” (Dziennik 140). „Nawet pośród świata możliwe jest Mu słuchać w ciszy serca, które chce być tylko Jego” (AD 38). Gdy wychodziła na „imprezę”, prosiła Chrystusa: „aby był we mnie na tyle obecny, że inni odczują to przy spotkaniu ze mną” (AD 54). A oto nieoczekiwane wyznanie: „Przesyłam Wam swoje zdjęcie – gdy było robione, myślałam o Nim, więc przyniesie Wam Jego” (AD 62).

Swojej siostrze Guicie Elżbieta przypomina, że można „wszystko znaleźć tajemnicę wzrostu w miłości, nawet w relacjach ze światem i pośród trosk życia” (NvV 16). Gdy Guita została zaproszona na imprezę, która Elżbiecie się za bardzo nie podobała, dowiedziała się od niej: „Jestem bardzo szczęśliwa, że pójdziesz na tę uroczystość, ponieważ tam będzie przynajmniej ktoś, kto kocha Pana Boga i będzie z Nim. A ponadto, musisz być bardzo piękna!”

Wróćmy do ósmego dnia: abyśmy mogli oddać cześć Bogu jako błogosławieni w Niebie i ci, którzy są opisani w księdze Objawienia świętego Jana, najpierw trzeba „złożyć swoją koronę”: nasze liczne i w końcu bardzo śmieszne korony. Przed Bożą twarzą potrzeba wyjść z samego siebie, opuścić siebie: to jest ex-stasis (stan, w którym się znajdujemy poza sobą), „ekstaza miłości”, pokorna i prawdziwa.

Dla Elżbiety, bardzo wrażliwej na chwałę, będzie to ekstaza „miłości oszołomionej pięknem, siłą i nieskończoną wielkością ukochanego Obiektu”: „dla Niego samego”! Boży prorocy, którzy zdecydowanie przypominają o ważności pierwszego przykazania miłości do Boga, a jednocześnie żyją konkretnym życiem pełnym czujności wobec bliskiego człowieka, są rzadkością.

Ta adoracja prowadzi do „całkowitego, głębokiego milczenia”, milczenia pełnego podziwu i bezwarunkowego oddania siebie. (Taki jest sens wspomnianego pojmu „osłabienie”, zapożyczonego z Psalmów i od mistyków; pojęcia, które nie należy rozumieć w sensie fizycznym). To „całkowite milczenie” będzie dla Elżbiety także ciszą szczęścia: „wśród wszystkich cierpień i bólu znajduje swoje błogosławieństwo w błogosławieństwie czczonej Istoty”. „Otchłań naszej nicości” stanie się ową „studnią”, do której „gwałtownie” płynie żywa Woda!

Elżbieta napisała:

20 „Dniem i nocą bez przerwy (te cztery istoty) wołały: Święty, święty, święty Pan, Bóg wszechmogący, który był, który jest i który przyjdzie. (...) Padli i poklękli, złożyli swoją koronę przed tronem i wołali: Panie, Boże nasz, jesteś godzien, abyś przyjął chwałę, cześć i moc...” (Obj 4,8.10–11).

Jak naśladować w niebie mojej duszy nieprzerwaną działalność błogosławionych w niebiańskiej chwale? W jaki sposób podążać za tą chwałą i nieprzerwaną adoracją? Wyjaśnienie daje mi święty Paweł, gdy pisze: „Niech Ojciec da wam, aby mocno w was wzmocnił przez swojego Ducha wewnętrznego człowieka, aby Chrystus przez wiarę mieszkał w waszym sercu, abyście byli zakorzenieni i ugruntowani w miłości” (por. Ef 3,16–17).

Wydaje mi się, że być zakorzenionym i ugruntowanym w miłości to warunek do urzeczywistnienia powołania Laudem gloriae (Chwały chwały). Dusza, która przenika i mieszka w tych „głębiach Bożych” (1 Kor 2,10), o których śpiewa król-prorok (por. DP 36,10),3 i która więc wszystko czyni „w Nim, z Nim, przez Niego i dla Niego”, z taką czystością spojrzenia, która nadaje jej pewne podobieństwo do prostego Bycia, taka dusza każdym swoim ruchem, każdym swoim pragnieniem i każdym swoim czynem, choćby najzwyklejszym, „zakorzenia” się głębiej w Umiłowanym. Wszystko w niej oddaje cześć Bogu trzykroć Świętemu: jest niejako ustabilizowanym Sanctus, nieustanną chwałą chwały!

21 „Padli na twarz i poklękli, złożyli swoją koronę.” Dusza musi przede wszystkim „upaść na twarz”, zanurzyć się w otchłań swojej nicości, zanurzyć się w nią tak bardzo, aby według zdumiewającego wyrażenia jednego mistyka (Ruysbroeck) znalazła „prawdziwy pokój, niezmienny i doskonały, który nic nie zakłóci, ponieważ zstąpiła do takiej głębokości, że nikt jej tam nie będzie szukał”. Wtedy będzie mogła „adorować”. Ach, adoracja, to niebieskie słowo! Wydaje mi się, że można je opisać jako ekstazę miłości. To miłość oszołomiona pięknem, siłą, nieskończoną wielkością ukochanego Obiektu. I „popada w jakieś osłabienie” [Ruysbroeck], do całkowitego, głębokiego milczenia, do milczenia, o którym mówił Dawid, gdy napisał: „Milczenie jest Twoją chwałą” (Ps 65,2)!4 Rzeczywiście jest najpiękniejszą chwałą, ponieważ wiecznie śpiewa w łonie spokojnej Trójcy. Jest to także „ostatni wysiłek duszy, która przelewa się i nie może powiedzieć więcej” [Lacordaire].

„Czcijcie Pana, bo jest święty” – mówi się w jednym psalmie (Ps 99,9). A jeszcze: „Będą Mu wciąż oddawać cześć” (Ps 72,15). Dusza, która zgłębia te myśli, która przenika „Bożym myśleniem”, o którym mówi święty Paweł (por. Rzym 11,34; 1 Kor 2,16), żyje już przedsmakiem nieba, unosi się ponad wszystko, co przemija, ponad chmury, ponad siebie samą! Wie, że ten, któremu się kłania, ma w sobie wszystkie szczęścia i wszelką chwałę. W Jego obecności, na wzór błogosławionych, „zrzuca swoją koronę”, pogardza sobą, nie bierze pod uwagę siebie i wśród wszystkich cierpień i bólów znajduje swoje błogosławieństwo w błogosławieństwie czczonej Istoty. Ponieważ opuściła samą siebie i w Innego. Wydaje mi się, że adorująca dusza jest „podobna do studni”, o których mowa u świętego Jana od Krzyża (ŻP 3,7),5 przyjmująca „żywą wodę płynącą z gór Libanu”. Patrząc na nią, można powiedzieć: „Strumienie rzek są radością Bożego miasta” (Ps 46,5).

Wskazówki do modlitwy

Zauważyłeś sformułowanie Elżbiety: wszystko czynić „w Nim, z Nim, przez Niego i dla Niego”, które przypomina koniec eucharystycznego kanonu? Oto twoje codzienne życie staje się Mszą z dziękczynieniem i chwałą!

„Zakorzeniu” się dziś w Panu obecnym w twoim sercu. Powtarzaj Mu, że „zwyczajne” działania twojego konkretnego życia, twojej odpowiedzialności oraz braterskiej miłości są wszystkie dokonywane dla Niego i dla Jego chwały. Wszystko może stać się środkiem adoracji. Nasza adoracja może mieć nogi solidnie zakotwiczone w konkretnej egzystencji i zmaganiach w świecie każdego dnia. Adoracja powinna być najgłębszą postawą wierzącego i rzeką płynącą przez całą jego twórczą aktywność.

Możesz często oddać cześć Najświętszej Trójcy słowami eucharystycznej doksologii, gdy Jezus wydaje się w każdym momencie za życie świata: Przez Niego, z Nim i w Nim jest Twoja wszelka cześć i chwała, Boże Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego przez wszystkie wieki wieków.