Bóg już nie odpowiadał Bogu.

Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? (Mt 27,46)Adrienne von Speyr (1902–1967)

Czasem nie muszę się zmuszać do modlitwy, ale dzisiaj muszę podjąć poważną decyzję, aby w ogóle zacząć; oczywistość rozmowy z Bogiem zniknęła. Kiedy próbowałam zacząć, wydawało mi się, że jestem całkowicie osamotniona i że nikt nie odpowiada, jednocześnie brakowało jakiejś nośnej atmosfery dla słowa. To było dużym rozczarowaniem. Jakby ten, którego dotąd kochałam, w odpowiedzi na moje wezwanie nawet nie wzruszył ramionami.

Zastanawiałam się, czy to jest ta „pustynność”, o której tak dużo się mówi; ale nie chodziło tylko o to, że „nic się nie zbliża”, chodziło o pozbawienie, o jakąś ujemną wartość; było tu mniej, niż gdyby człowiek w ogóle się nie modlił. I nie było możliwe ustalić, czego byłam pozbawiona. Na początku chodziło raczej o osobiste przeżywanie, stopniowo stawało się to coraz bardziej obiektywną rzeczywistością.

Potem ujrzałam Pana, jak próbuje modlić się na krzyżu: „Czemuś mnie opuścił?” W moim wcześniejszym doświadczeniu coś było już zasugerowane, ale teraz było to nieskończone bardziej pustynne i beznadziejne. Bóg już nie odpowiadał Bogu. Ojciec słyszy wołanie Syna, ale nie reaguje. To milczenie Ojca koniecznie wprowadza Syna w najgłębszą osamotnioną sytuację; musi skosztować ostatniej kropli w kielichu, która jest o wiele gorzka niż te pozostałe. Pragnienie na krzyżu, ból, pogarda ze strony świata, opuszczenie przez uczniów: to wszystko jest niemal niczym w porównaniu z brakiem odpowiedzi Ojca. To wszystko byłoby do zniesienia, gdyby Ojciec to potwierdził i był przy tym. Wcześniej Syn zawsze wiedział o potwierdzeniu Ojca. Teraz już definitywnie nie może o nim wiedzieć. To znacznie gorsze niż miłość, która umarła.

Istnienie Ojca jest przy tym w odniesieniu do opuszczenia zakładane. To, co Ojciec czyni, jest gorsze, niż gdyby był nieobecny, niż gdyby zniknął. To aktywny akt braku reakcji.

Życie umierającego Syna staje się coraz bardziej pustynne, aż jego skrajne doświadczenie mówi mu, że osiągnięto ostateczną granicę, że „jest wykonane”. Ze śmierci najpierw idzie do otchłani, nie do Ojca („Jeszcze nie wstąpiłem do Ojca”) (1). Piekło, do którego teraz schodzi, jest zasadniczą i niezbędną okrężną drogą na jego drodze do Ojca.

(1) Jan 20,17.

(Adrienne von Speyr, Krzyż i Piekło I., Einsiedeln 1966; przetłumaczył: Norbert Žuška, OCarm.)