Pierwsza wojna światowa przypomniała błogosławionemu Karolowi de Foucauld (1858–1916) bolesne wspomnienia z dzieciństwa. Jako mały chłopiec stracił oboje rodziców, a jego wychowaniem zajął się dziadek ze Strasburga. W czasie wojny prusko-francuskiej (1870–71) francuski Strasburg został zajęty przez armię pruską (po wojnie przypadł Niemcom), a dwunastoletni Karol musiał uciekać z miasta.
Na początku pierwszej wojny światowej Karol przebywał na Saharze i zmagał się z myślami o swoich bliskich, którzy znaleźli się w walkach. Zachował się list, w którym pyta generała Laperrina, czy nie byłby przydatniejszy na froncie jako kapelan polowy lub sanitariusz. Odpowiedź była negatywna, więc pozostał w Tamanrasset, skąd napisał do przyjaciela z dzieciństwa:
„Mój drogi Gabrielu,
jak bardzo myślę o Tobie od chwili, gdy wojna się zaczęła! Jak bardzo myślałem o Tobie, gdy dowiedziałem się o walkach w Saint-Dié, o zdobyciu i ponownym zdobyciu miasta! Martwię się o Ciebie, o Twojego brata, o Twojego siostrzeńca, który prawdopodobnie walczy. Proszę Cię, daj mi znać, co u Ciebie słychać…, wystarczy jeden wiersz…, resztę powiemy sobie, gdy się spotkamy po zwycięstwie… Jeśli, jak mocno wierzę, zwyciężymy, pojedziemy razem do Strasburga, gdy znów będzie francuskie?”
Błogosławiony Karolu, módl się za nas!
(Karol de Foucauld /1858–1916/, list do przyjaciela z dzieciństwa, 25 listopada 1914;
wstęp opracowany na podstawie książki małej siostry Anny Jezusa, Karol Foucauld, duchowy życiorys)