Dla Boga jesteśmy ważniejsi niż wszystkie grzechy.

Kiedy ludzie wzywają błogosławieństwa, nie powinno być jako warunek jego udzielenia ustalone wyczerpujące moralne analizy. Nie powinno się od nich wymagać jakiejś uprzedniej moralnej doskonałości. To Bóg błogosławi. Na pierwszych stronach Biblii mamy ciągłe powtarzanie błogosławieństwa. Bóg błogosławi, ale błogosławią także ludzie, i wkrótce okaże się, że błogosławieństwo ma szczególną moc, która towarzyszy przez całe życie tym, którzy je przyjmują, i skłania serce człowieka do tego, aby dało się przez Boga przemieniać. Dla Boga jesteśmy zatem ważniejsi niż wszystkie grzechy, które możemy popełnić, ponieważ On jest ojcem, On jest matką, On jest czystą miłością, On nas błogosławił na zawsze. I nigdy nie przestanie nas błogosławić.
Do tej pełnej zaufania postawy zachęca nas sama liturgia Kościoła, nawet pośród naszych grzechów, braku zasług, w obliczu słabości i zagubień, o czym świadczy piękna modlitwa wejścia zaczerpnięta z Rzymskiego Mszalika: „Wszechmogący Boże, nasz niebieski Ojcze, Ty w swojej hojnosci dajesz proszącym więcej, niż zasługują i niż proszą; zmiłuj się nad nami, uwolnij nas od wszystkiego, co obciąża nasze sumienie, i daruj nam także to, o co się nawet nie odważamy prosić” (27. niedziela w okresie zwykłym). Rzeczywiście, jak często ludzie mogą przez proste błogosławieństwo pasterza, które w tym geście nie czyni żadnych roszczeń do karania czy uznawania, doznać bliskości Ojca „więcej, niż zasługują i niż proszą”.
To jest korzeń chrześcijańskiej łagodności, zdolność czucia się błogosławionym i zdolność błogosławienia. Ten świat potrzebuje błogosławieństwa i możemy zarówno dawać błogosławieństwo, jak i je przyjmować. Ojciec nas kocha, a jedyne, co nam zostaje, to radość z tego, że Mu błogosławimy, radość z tego, że Mu dziękujemy i że uczymy się od Niego, jak błogosławić.

(Dykasterium do nauki wiary,
deklaracja Fiducia supplicans O znaczeniu pasterskim błogosławieństwa, pkt. 25.27.34.45; 2023)