P. David Vopřada
Poświęcam ostatnio wiele czasu pismom i myśleniu świętego Ambrożego z Mediolanu († 397), jednego z czterech wielkich nauczycieli zachodniego Kościoła starożytnego, ponieważ zajmuję się nim podczas moich studiów. Znowu i znowu odkrywam, jak bliska jest postać tego mediolańskiego biskupa naukom najbardziej znanych świętych karmelitańskich, zwłaszcza świętej Teresie od Jezusa. Pierwszym ogniwem łączącym ich jest sam Jezus – tam, gdzie avilańska święta postawiła Jezusa w centrum swojego życia, tam dla Ambrożego Jezus jest centrum dziejów zbawienia, centrum życia chrześcijańskiego, tam Chrystus jest wszystkim. Kiedy w tym roku w czerwcu odwiedziłem jedyny zachowany klasztor ambrozjański w północnych Włoszech w Varese, gdzie mieszka wspólnota eremitek, ponownie przekonałem się, że ambrożowskie hasło „omnia Christus est nobis”, „Chrystus jest dla nas wszystkim,” stoi w centrum jego rozumienia życia chrześcijańskiego.
Wiele obrazów Ambrożego, którymi stara się opisać, jak chrześcijanin podąża ku Bogu, nie może nie wywoływać w czytelniku zaznajomionym z dziełami Teresy i Jana od Krzyża poczucia, że znajduje się w znanej mu krainie. W tym świetle i z tej perspektywy czytelnik w końcu może zrozumieć, dlaczego w średniowieczu i wczesnym nowożytności chrześcijański lud tak cenił mediolańskiego biskupa – mianowicie za jego duchową naukę, dzięki której nie tylko opisuje drogę, którą ma podążać chrześcijanin, aby zjednoczyć się z Chrystusem, ale sugestywnymi środkami zawsze znowu inspiruje swojego słuchacza i czytelnika, aby wyruszył na tę drogę, aby oddał się Chrystusowi, aby Chrystus stał się naprawdę wszystkim.
Podobną, niemal „karmelitańską” nutę wywołują również obrazy zawarte w książce Ambrożego O obowiązkach (De officiis), którą poświęcił swojemu klerowi. Biskup pragnie przypomnieć Bożym sługom, jakie cnoty powinny charakteryzować ich posługę oraz jaką rolę ma w ich życiu z Bogiem odgrywać serce, własne wnętrze. Ambroż nie jest teoretykiem, lecz zwraca się do konkretnych ludzi przez konkretnych obrazów, dzięki którym swoją naukę łatwo wyjaśnia i podbija serca słuchaczy, aby pomóc im zyskać entuzjazm dla danego stylu życia. Wśród postaci, które Ambroż lubi, istotne miejsce zajmują dwóch proroków, na których powołuje się zakon braci błogosławionej Maryi z Góry Karmel, a mianowicie Eliasza i Elizeusza. I to właśnie tymi obrazami, w których występuje Elizeusz, chciałbym zająć się w tym skromnym wpisie.
Sprawiedliwy prorok hołdu Hospodinowej
Pierwszą z cnót, z którymi spotykamy się w wymienionym dziele w związku z postacią Elizeusza, jest sprawiedliwość. Na jego postaci Ambroż stara się pokazać, że nie ma takiej sytuacji, w której człowiek mógłby być usprawiedliwiony w zdradzie sprawiedliwości. Nawet w skrajnych sytuacjach, które przedstawia na przykład wojna, nie można zdradzić słowa, które nam powierzono. Jeśli zdradzimy wierność i nie wytrwamy w posłuszeństwie danemu słowu, grzeszymy przeciwko sprawiedliwości (off. I 29, 140). Co jest podstawą tej sprawiedliwości? Ambroż odnajduje ją w wierności (po łacinie fides), która z kolei stanowi także wiarę (także fides). Serce sprawiedliwego rozważa wiarę/wierność. Ten, kto obwinia się za grzech, opiera swoją sprawiedliwość na wierze/zaufaniu. Jednak sprawiedliwość człowieka może być widoczna tylko wtedy, gdy człowiek mówi prawdę i zachowuje wiernie to, co mu było – w wierze, w zaufaniu – powierzone (off. I 29, 142).
Kluczową biblijną opowieścią, na której Ambroż pokazuje, że można działać sprawiedliwie i humanitarnie w każdej chwili, ale że to jest wręcz obowiązkiem człowieka, jest opowiadanie o wyprawie syryjskiego króla przeciw Izraelitom w 2 Król 6,8–23. Elizeusz wielokrotnie ostrzega izraelskiego króla przed syryjskim najazdem i zdradza miejsce, przez które Syryjczycy zamierzają wtargnąć na izraelskie terytorium. Syryjski król dowiaduje się, że Izraelici są w stanie przygotować się na jego ataki nie dzięki swoim szpiegom, ale dzięki poznaniu, jakiego dostępuje Bożemu prorokowi. Postanawia więc schwytać Elizeusza i oblega miasto Dotan, w którym przebywa jego dawnego uczeń Eliasza. Przestraszony sługa Géchazí przybiegł do Elizeusza z wiadomością, że są oblężeni przez wroga; Elizeusz najpierw modlitwą otwiera mu wzrok, aby był w stanie dostrzec niewidzialną jazdę i ogniste wozy, które chronią Elizeusza, i tym samym uwalnia chłopca od strachu. Następnie modli się, aby Hospodin dotknął Syryjczyków zaślepieniem i prowadzi ślepych do Samarii, stolicy północnego Izraela, gdzie ich oczy znowu się otwierają. Na to izraelski król pyta proroka, czy ma zabić wrogów, ale Elizeusz protestuje: izraelski król nie ujął ich własną mocą, więc ich życie nie należy do niego. Prosi króla, aby przygotował im ucztę i wypuścił ich do domu.
Ambroż stwierdza, że Elizeusz działa w ten sposób, aby wzbudzić w Syryjczykach wdzięczność i uczynić ich bardziej ludzkimi (off. I 29, 140). I udało mu się to: syryjscy wojownicy już nie dręczyli Izraela swoimi najazdami. Sprawiedliwe działanie, nawet w sytuacji, która nie wyróżnia się humanitarnością, staje się środkiem, aby uczynić siebie i drugiego, nawet swojego wroga, bardziej ludzkim, przywodzi go do postawy wdzięczności (off. I 29, 139).
Na przykładzie Elizeusza Ambroż pokazuje, jak honorowo może zachowywać się człowiek, żyjąc w chrześcijańskiej wierze w Boga. Nawet niewierzący potrafią zachować się honorowo i wiedzą, że prawda drugiego nie może być całkowicie zdeptana. Sprawiedliwość Elizeusza jednak przewyższa sprawiedliwość pogan: podczas gdy Spartanie i Ateńczycy respektowali podczas wojny peloponezkiej pewne zasady wobec wrogiej strony z powodu swojego dawnego przymierza (w czasie walki przeciw Persom), Elizeusz zachowuje się honorowo i sprawiedliwie wobec swoich wrogów, których nie jest niczym zobowiązany. Elizeusz jednak nie przestrzega tylko „praw człowieka”, ale lituję się nad swoimi wrogami, rozwija wobec nich swoje miłosierdzie (off. III 14, 87). Postępuje z postawą, która należy do Hospodina – to Bóg zwyciężył Syryjczyków, to on miałby się zlitować nad nimi i okazać im miłosierdzie – i dlatego Elizeusz nie może udawać, że to on oszukał Syryjczyków. Sam może okazać Boże miłosierdzie, które prowadzi wroga do wdzięczności i właściwego działania. Chwała Elizeusza zatem nie tkwi jedynie w pokonaniu wroga, ale prorok promienieje dzięki swojemu sprawiedliwemu i honorowemu działaniu, które dla świadków tego wydarzenia przemawia o mocy Hospodina. I w tym jest prorokiem: pozwala dostrzec – przy powierzchownym spojrzeniu niepozorowane – działanie Hospodina.
Działanie Elizeusza wobec wrogów jest hojne. Hojność, wielkoduszność jest kolejną cnotą, którą mediolański biskup podkreśla na jego osobie. Ambroż chce pokazać swoim słuchaczom, że Bóg nie jest skąpy, nie postępuje skąpo i nie żąda od człowieka niczego, czego człowiek nie mógłby dać. Ten, kto jest w stanie odejść za Bogiem, porzucić wszystko i kto daje z całego serca wszystko, co ma, jest błogosławiony. Hojność dla Ambrożego nie oznacza jedynie duchowego nastawienia: szczodrość konkretnych osób wobec ludzi w potrzebie stanowi dla niego jedyną alternatywę, w której niektórzy biedni mogli w surowym środowisku późnego cesarstwa rzymskiego przetrwać. Bogaci, którzy się nawracali, mieli w zwyczaju rozdać ubogim cały swój majątek. Dobrze znany jest przypadek bogatej rzymskiej matrony Melanii, która w takim momencie uwolniła kilka tysięcy swoich niewolników, co spowodowało głęboki wstrząs społeczny: niewolnicy nagle nie mieli sposobu, aby wykorzystać swoją wolność i się utrzymać, a prosili swoją byłą panią, aby wzięła ich z powrotem jako niewolników.
Ambroż w takiej sytuacji nawołuje, że ważny jest wewnętrzny postój darczyńcy i że lepiej rozdawać ubogim swój majątek po części, niż jednorazowym gestem się go pozbyć. Elizeusz jest dla niego pewną wyjątkiem: w momencie, gdy Bóg obdarzył go prorocką misją, Elizeusz mógł z najwyższym prawem na znak wielkodusznego przyjęcia tego powołania zabić swoje powoźnictwo i nakarmić ubogich wszystkim, co posiadał (off. I 30, 149). Elizeusz jest zdolny z całego serca – tak jak wdowa z ewangelii (Łk 21,1–4) – dać wszystko swoje i samego siebie całkowicie do służby i stać się tak prorockim znakiem. Hojność Elizeusza na rzecz potrzebujących jest prorockim czynem: Ambroż chce podkreślić, że ten, kto działa hojnie i daje z całego serca, jest dla swojego otoczenia – dla przyjaciół i wrogów – prorokiem.
Dziedzictwo cnoty i wezwanie do męczeństwa
Wydaje mi się, że Ambroż bardzo interesował się międzygeneracyjnymi relacjami. Przyjaźń między starymi a młodymi uważał za piękną rzecz, był przekonany, że obie grupy mogą być sobie nawzajem wsparciem: starsza generacja wobec młodszej jest świadectwem i studnią poznania, młodzi z kolei dla starszych źródłem pociechy i radości (off. II 20, 100). Dla młodzieńca użyteczne jest widzieć przykład i mądrość dojrzałego człowieka, którego naśladuje. Relacja między obydwoma pokoleniami jest jednak dla Ambroża zrównoważona, gdyż opiera się na cnotach, co pokazuje na przykładzie apostołów Piotra i Jana. Chociaż nie byli w tym samym wieku, to różnica wieku nie przeszkadzała ich przyjaźni, ponieważ byli sobie równi w cnotach i mądrości. Podobnie ma się rzecz z innymi parami, które Ambroż przedstawia jako przykład takiej relacji, a będą to Mojżesz i Jozue, Abram i Lot, Barnaba i Marek, Paweł i jego uczniowie Sila, Tymoteusz i Tytus, czy właśnie Eliasz i Elizeusz (por. off. II 20, 100).
Silny przykład takiej międzygeneracyjnej przyjaźni, opartej na cnocie, Ambroż odnajduje u dwóch męczenników rzymskiego Kościoła, św. Sykstusa i św. Wawrzyńca. Męczeństwo stanowiło dla chrześcijan na końcu IV wieku ideał życia chrześcijańskiego. Męczennicy byli bardzo czczonymi postaciami, które inspirowały wiernych do ciągłego nawrócenia i pełnego zaangażowania się dla Chrystusa. O męczeństwie często mówił też Ambroż i wzywał swoją wspólnotę kościelną, aby postępowała w ślad za przykładem męczenników i w społeczności z nimi. Pozwala przemawiać obu męczennikom, papieżowi Sykstusowi i jego diakonom Wawrzyniec, w fikcyjnej rozmowie. Sykstus przed swoją śmiercią zwraca się do Wawrzynca słowami, które bardzo przypominają biblijną opowieść o płaszczu Eliasza i wniebowstąpieniu. Mówi mu: „Nie zostawiam cię tutaj i nie opuszczam cię, synu, ale czekają cię trudniejsze zmagania niż mnie” (off. I 41, 206). Sykstus prorokuje Wawrzyncowi, że także on po trzech dniach będzie go naśladować w drodze męczeństwa i tak go wspiera: „Nie przystoi ci, abyś zwyciężył pod przewodnictwem swojego nauczyciela, jakbyś potrzebował jego pomocy. Dlaczego prosisz, abyś mógł mieć udział w moim męczeństwie? Zostawiam ci całe dziedzictwo. Po co potrzebujesz mojej osoby? Uczniowie, którzy są jeszcze słabi, idą przed swoim nauczycielem, ci, którzy są już silni i nie potrzebują już nauki, idą za nim, aby zwyciężyć bez niego. Podobnie jak Eliasz zostawił Elizeusza. Udzielam ci następstwa mojej cnoty” (tamże).
Ambroż podkreśla, że uczeń musi nauczyć się „chodzić” także bez pomocy swojego mistrza. Musi dorosnąć w cnocie, aby mógł stawić czoła swojemu zmaganiu, przetestować swoje siły, przyjąć własne wyzwanie życiowe. Dobry nauczyciel nie wychowuje swoich uczniów po to, aby ich ślepo naśladowali, ale aby stanęli na własnych nogach i zmagali się z własnym życiem, tym samym naprawdę dojrzeli. Św. Wawrzyniec był już w starożytności bardziej lubianym męczennikiem niż jego biskup Sykstus. A imiona obu wymieniamy do dziś w rzymskim kanonie podczas sprawowania Eucharystii. Na św. Wawrzyńcu, który stanął na własnych nogach i został ukoronowany męczeństwem, możemy czcić Boga, który potrafi obdarzyć człowieka tyloma zdolnościami, cnotami i siłą. Z kolei wielkość Sykstusa polega na tym, że potrafił obdarzyć swojego ucznia zaufaniem, że dobrze poradzi sobie ze swoją walką. Zachował się więc w rzeczywistości odważnie. Odwaga do niezaprzestawania naszych zmagań nie odnosi się przecież tylko do naszych własnych walk, ale zapewne także do tego, że zostawimy tych, którzy są nam powierzeni, aby szli własnymi siłami, bez naszych podpórek, w wielkim zaufaniu do ich własnej siły i do mocy Hospodina, w której także oni poradzą sobie ze swoją walką. Nauczyciel nie musi się obawiać, że jego uczeń jest słaby, tak jak nie bał się Eliasz, gdy jego uczeń Elizeusz prosił o podwójny udział w dziedzictwie jego ducha.
Prorok wyzwolenia, pełen nadziei
Ambroż wywyższa ucznia Eliasza także za jego wielką ufność w Boże interwencje. Gdy syryjski król Ben-Hadad wyprawia się przeciwko Samarii (2 Król 6,24–7,20), nastaje wielka niedobór i głód, tak że Samarytanie zaczynają jeść własne dzieci. Izraelski król chodzi w żałobnej szacie (jako znak pokuty i prośby), ale stracił już zaufanie, że Hospodin może pomóc. Sygnałem histerycznym jest prorok Elizeusz, który nadal ufa Bogu, że miasto może być uwolnione, a niedobór ustąpi. Z tego powodu, a prawdopodobnie także dlatego, że wcześniej pozwolił skrzywdzonym Syryjczykom spokojnie odejść, izraelski król postanawia zabić Elizeusza. Królewski pachołek grozi śmiercią Elizeuszowi, ale prorok ogłasza koniec oblężenia, wyzwolenia i koniec niedoboru; pachołek jednak nie widzi powodu, by mu uwierzyć, a prorockie słowo obraca się również przeciwko niewierze tego człowieka, która zostanie ukarana. Na zasadzie Bożego zarządzenia oblężeni Syryjczycy wpadają w panikę w swoim obozie, ponieważ słyszą zgiełk wielkiej izraelskiej armii i uciekają. Czwórka trędowatych, którzy przypadkowo odkrywają, że napastnicy zniknęli i zostawili oboz pełen zapasów, nie zachowują tej wiadomości dla siebie, ale informują miasto. Niedobór i niebezpieczeństwo ustępują, tylko pachołek, który nie wierzył w słowo Hospodina, zostaje zadeptany pod bramą przez spieszący tłum (off. III 20, 119–121).
Elizeusz jest więc dla Ambroża przykładem proroka, który ufa Hospodinowi nawet w sytuacji, gdy wydaje się, że Hospodin nie działa i nie ma powodu, aby na niego liczyć. Staje się w ten sposób prorokiem nadziei, który ma nadzieję na uwolnienie od Hospodina i wlewa nadzieję także w tych, którzy w swoim rozpaczy zaczynają postępować niesprawiedliwie i nieludzko. Tę nadzieję i otwartość na potężne działanie Boże Elizeusz zachowuje mimo groźby ze strony władzy królewskiej. Można powiedzieć, że tak naprawdę uczeń Eliasza w odwadze i zaufaniu do Boga w tej chwili przewyższa swojego nauczyciela Eliasza, który w podobnej sytuacji popadł w zwątpienie, a choć ujrzał Boże działanie, zaczął uciekać przed Jezabel, gdy zaczęła mu grozić.
Rozległy dom własnego serca
Tematem, które w duchowej nauce Ambroża jest z pewnością najbliższe karmelitańskiej duchowości, jest jego przekonanie, że miejscem, gdzie człowiek spotyka się z tajemnicą Bożą, jest jego własne serce, własne wnętrze. To nie jest temat całkowicie obcy także poganom, jak sam mediolański biskup przypomina: nawet wodzowi Publiuszowi Korneliuszowi Scypionowi, nazywanemu Afrykańskim i zwycięzcy nad Hannibalem w drugiej wojnie punickiej (236–183 p.n.e.), udało się zrozumieć, że nigdy nie jest sam, chociaż jest sam, i że nigdy nie jest mniej bezczynny niż w chwilach, gdy jest bezczynny. Dla chrześcijan jednak według Ambroża nie jest to nic nowego: nauczyli się rozmawiać ze swoim sercem. A spacerować w nim, jak w przestronnym domu, wierzący nauczyli się dawno temu, od króla Dawida (off. III 1, 1). Przebywanie we własnym sercu i modlitwa serca są dla chrześcijan wielkim skarbem. Mojżesz był wprawdzie na zewnątrz bezczynny, ale jego serce pracowało: choć milczał, krzyczał, choć nie ruszył brwiami, walczył i zwyciężał nad wrogami. Był tak bezczynny, że inni musieli wręczać jego ręce, ale był zajęty tyle, co oni. Swoimi bezczynnymi rękami pokonał wroga, nad którym nie potrafili zwyciężyć ci, którzy z nim walczyli mieczem (off. III 1, 2).
Ciekawe, jak wielkie znaczenie w tej nauce Ambroża odgrywają prorocy Eliasz i Elizeusz. Eliasz z zewnątrz niewiele dokonał, ale wystarczyło jedno jego słowo i przestał padać deszcz przez trzy lata i sześć miesięcy. Znowu przemówił, a dzban na mąkę nigdy się nie wyczerpał, a naczynie z olejem przez cały czas głodu nie opróżniło się (off. I 1, 4). Już wspomnieliśmy o działaniu Elizeusza w wojnie przeciwko Syryjczykom: nie pokonał ich siłą militarną, ale czymś innym – swoim połączeniem z Hospodinem. Elizeusz nie musiał biegać i pobudzać wojska, a mimo to był w stanie odkryć wszystkie podstępy wroga i być obecny wszędzie, gdzie było to potrzebne – z pomocą Bożą (off. I 1, 5). Kiedy syryjski król chciał go schwytać, Elizeusz znów nie uratował się ucieczką ani siłą, ale modlitwą – a Bóg go wysłuchał i dotknął nieprzyjaciół ślepotą.
Jednak przykład kontemplacyjnego życia Elizeusza nie stanowi dla Ambroża wymówki do wycofania się ze świata. Ambroż sprzeciwia się ówczesnej praktyce bogatych arystokratów, zarówno chrześcijan, jak i pogan, którzy wyjeżdżali na wieś i tam w spokoju odpoczywali od kłopotów i stałego kontaktu z ludźmi, lub pozostawali w mieście, ale nie mieli nic wspólnego z innymi, zamykali za sobą drzwi i zostawiali innych ich losowi. Elizeusz postępuje inaczej: kiedy przebywa na pustyni, dzieli bieg Jordanu; gdy jest na Karmelu, pomaga uzdrowić bezpłodną kobietę, która rodzi syna, którego później wskrzesza z martwych; w czasie niedoboru neutralizuje truciznę w zupie przygotowanej z dyni (2 Król 4,38–41). Nasyca chleby cały tłum kilkoma chlebami i jeszcze zostaje, pomaga znaleźć utopioną siekierę, uzdrawia trędowatych, wzywa deszcz i zamienia suszę w urodzajny czas. Elizeusz więc nie szuka samotności dla niej samej, ale w swojej samotności i dla swojego wewnętrznego życia staje się kimś, kto jest nie tylko zdolny wiele wykonać, ale przede wszystkim czyni te rzeczy na korzyść innych. Dzięki przebywaniu we własnym sercu jest Elizeusz w stanie całkowicie się oddać dla innych – zyskuje w ten sposób dosłownie podobieństwo Chrystusa, co sugeruje już natura pierwszych rozdziałów 2 Księgi Królewskiej. Działania Elizeusza przedstawiane są tu stylem, który jest bardzo podobny do opowiadań ewangelicznych.
I właśnie to jest istotne dla Ambroża: sensem życia chrześcijańskiego nie jest zamknięcie się we własnym wnętrzu, ale kroczenie w sprawiedliwości w połączeniu z Bogiem. Sprawiedliwość jest zatem cnotą, której nie mogę praktykować tylko sam, ale poświadczam ją w swoich relacjach z innymi. Jeśli te relacje są sprawiedliwe, stają się posługą dla tych, dla których człowiek się angażuje. A jeśli sprawiedliwy związany jest z Chrystusem, co może go oddzielić od jego miłości? Ta relacja z Nim, przeżywana w rozległym domu własnego serca, jest zatem dla chrześcijan rzeczywistym bogactwem, dzięki któremu może mu należeć się cały świat. Elizeusz jest zatem przykładem człowieka, który w ten sposób sprawiedliwie żyje i działa z Hospodinem we własnym wnętrzu.
Krąg więc zamknął się: swoją cnotę Elizeusz czerpał nie tylko ze swojego związku z nauczycielem, który był dla niego przykładem i któremu pozwolił się rozwijać, ale przede wszystkim z przebywania w rozległym domu własnego serca, gdzie nauczył się rozmawiać nie tylko ze sobą, ale przede wszystkim z Bogiem. Nic dziwnego, że tradycja Kościoła późnej starożytności i całego średniowiecza odnosiła się do tego rysu jego osobowości i że ten karmelitański prorok stał się ostatecznie kluczową postacią także dla wszystkich, którzy kiedykolwiek w jakiś sposób przebywali z Bogiem na Karmelu.